Skandynawia po mojemu
Radio Szczecin » Skandynawia po mojemu

Midsommar, czyli bój o truskawkę

Midsommar, czyli bój o truskawkę. Fot: Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
Midsommar, czyli bój o truskawkę. Fot: Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
Pojutrze Szwedzi obchodzić będą swoje ulubione święto - Midsommar, czyli letnie przesilenie. W Szwecji jest bardziej popularne od Świąt Bożego Narodzenia.

Midsommar, wbrew pozorom nie jest odmianą naszej Nocy Kupały, choć posiada również częściowo pogańskie odniesienia. Bardziej związane jest z Nocą Świętojańską. Wcześniej obchodzono je zawsze 23 czerwca - na pamiątkę narodzin Jana Chrzciciela.

Od 1953 roku Midsommar jest w Szwecji ruchomym świętem, które przypada zawsze w sobotę między 20 a 26 czerwca. Wigilią tego święta jest Midsommarafton.

Jeżeli święta Bożego Narodzenia i Wielkiejnocy uchodzą za rodzinne to Midsommar obchodzi się tu wśród znajomych; koniecznie na łonie natury. Oprócz wspólnych zabaw, śpiewów i tańców wokół "majowego słupa", którego wierzchołek zdobi krzyż oraz zawieszone na nim dwa wianki, ważne są świąteczne potrawy.

Nie może zabraknąć młodych ziemniaków z koperkiem, śledzia w sosie śmietankowym, łososia i oczywiście truskawek. Ale uwaga: nie byle jakich!

Muszą być szwedzkie.

To znaczy: wyhodowane i zebrane w Szwecji, najlepiej pochodzące z lokalnych upraw.

"Szwedzkość" truskawek jest poddawana wyrywkowym kontrolom Urzędu Rolnictwa. W tym roku przeprowadzi się ponad 200 takich kontroli.

Bada się kolor, świeżość i rozmiar truskawek. Ich średnica nie może być mniejsza niż 18 mm. Szwedzkie truskawki charakteryzuje ładny kształt, dobry wygląd i - według samych Szwedów - wyjątkowy, słodki smak. Niektóre owoce poddawane są specjalistycznej kontroli w niemieckim laboratorium. Jeżeli okaże się, że truskawki są sprzedawane jako szwedzkie, ale faktycznie pochodzą z innego kraju, towar zostaje zarekwirowany, a sprzedającemu grozi grzywna.

- Klienci żądają, aby truskawki były szwedzkie. U innych handlarzy bywa z tym różnie - powiedział szwedzkiej telewizji Ferman Jabbar, który pozytywnie przeszedł próbę truskawkowego eksperta.

Sprzedawcy, mają świadomość jak ważne dla Szwedów jest to, że truskawki zakupione na Midsommar są szwedzkie. Niektórzy próbują zbić na tym dobry interes oferując im owoce np. z Polski. Przebicie jest wielokrotne. W sprzedaży szwedzkie truskawki, tuż przed Midsommar kosztują 80 koron za kilogram, czyli 32 złote.

Co ciekawe: za to, że Szwedzi mają fioła na punkcie zarówno szwedzkich truskawek, jak i rodzimych młodych ziemniaków, nikt nie robi im wyrzutów.

Nawet najbardziej polityczno-poprawni kulturo-marksiści, którzy od lat starają się wymazać Szwedom ze świadomości jakiekolwiek szwedzkie symbole czy zwyczaje - nie mają odwagi zabrać głosu.

Midsommar to jedyne święto, podczas którego Szwedzi zapominają o nakazach i zakazach; o kłótniach i problemach. Spotkanie na ulicy osoby pijanej, tej czy innej płci, traktują jako dowód, że Midsommar ma się dobrze.

Przemysław Gołyński

Szwecja latem kusi

źródło: https://pixabay.com/pl/4099168/sabine_1603/(CC0 domena publiczna)
źródło: https://pixabay.com/pl/4099168/sabine_1603/(CC0 domena publiczna)
Szwecja jako kierunek turystyczny jest dla większości z nas wciąż droga. Tego lata jednak ze względu na rekordowo niską wartość korony w stosunku do złotówki urlop w Szwecji może okazać się tańszy niż kiedykolwiek.



Wiele osób pyta mnie często czy w Szwecji jest bezpiecznie. To kwestia dość złożona. Z pewnością poruszanie się po szwedzkich drogach jest bardzo bezpieczne: w ubiegłym roku liczba ofiar śmiertelnych wypadków drogowych w Szwecji wyniosła 287 osób. To o prawie dziesięć razy mniej niż w Polsce.

Jeżeli natomiast chodzi o bezpieczeństwo osobiste, to sprawy mają się zdecydowanie gorzej. Nie będę zanudzał statystyką, ale powszechnie wiadomo, że liczba przestępstw na tle seksualnym w Szwecji należy do najwyższych na świecie. Ryzyko, że staniemy się ofiarą wybuchu granatu jest, niestety, tak samo wysokie, jak... w Meksyku.


Żeby nie być gołosłownym, przytoczę kilka wybranych, odnotowanych przez policję zdarzeń kryminalnych z ostatnich trzech dni:
  • dwie strzelaniny w Uppsali

  • ciężko pobita konduktorka w pociągu

  • dwóch mężczyzn ostrzelanych w Malmö

  • napaść grupki mężczyzn na kobiety w Gävle

  • bijatyka z udziałem 15 osób w Uppsali

  • strzelanina w dzielnicy Sztokholmu, Tensta

  • próba zabójstwa w Helsingborgu

  • postrzelony mężczyzna na parkingu w Sztokholmie

  • strzelanina w Kalmar

  • postrzelony mężczyzna grożący wysadzeniem bomby na dworcu w Malmö

  • śmiertelna ofiara strzelaniny w Malmö

  • trzy nocne eksplozje w Malmö

  • podejrzany ładunek podłożony pod wejście do budynku policji w Linköping



To bilans zaledwie trzech dni.

Nietrudno zauważyć, że liczba zdarzeń kryminalnych jest niewątpliwie zatrważająca. Oczywiście; dla przeciętnego turysty w Szwecji ryzyko stania się ofiarą ww. przestępstw jest niewielkie, choć większe niż np. w Polsce.

Szwedzkie władze chcą za wszelką cenę utrzymać obraz Szwecji jako kraju spokojnego, gdzie bezpieczeństwo gwarantuje przyjaźnie nastawiona do ludzi policja. 
Niestety, spokojna Szwecja to już projekcja przeszłości. Natomiast funkcjonariusze policji są dziś często przepracowani i zestresowani. Nie ma się co im dziwić. Wielu z nich opuszcza szeregi i zmienia pracę na inną, bardziej przyjemną i bezpieczniejszą.


Na szczęście, niewielkie turystyczne miejscowości położone blisko jezior czy morza z reguły pozbawione są tych problemów, z którymi boryka się wiele szwedzkich miast.

I jeżeli mam coś polecić, to właśnie takie małe oazy spokoju. Tam oprócz przebywania z przepiękną i czystą naturą będziecie mogli poznać niezwykłą uczynność Szwedów i doświadczyć prawdziwej, tradycyjnej ”fika”.

Co to oznacza, dowiecie się na miejscu.

Przemysław Gołyński

Święto Ognia czy Święto Flagi?

Fot. Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
Fot. Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
Od 1916 roku 6. dzień czerwca obchodzony był jako Dzień Flagi Szwecji. W 1983 roku dzień ten zyskał status święta narodowego. W ten sposób chciano upamiętnić dzień objęcia tronu przez Gustawa Wazę w 1523 roku, po tym jak prowadzone przez niego powstanie odebrało władzę duńskiemu królowi i doprowadziło do końca Unii Kalmarskiej.

Dopiero w 2005 roku szósty dzień czerwca ogłoszono dniem wolnym od pracy.


Szwedzi od lat 90. ubiegłego wieku - choć do dziś są jednym z najbardziej etnocentrycznych narodów Europy - dość niechętnie celebrują 6 czerwca. Zwłaszcza na tle Norwegów Szwedzi wypadają blado.

Jedną z przyczyn, dlaczego nie okazują swojej dumy z historii swojego narodu, jest fakt, że przez ostatnie ponad sto lat - z niedługimi przerwami - kraj rządzony był przez socjaldemokrację i związki zawodowe.

Szwedzki ruch robotniczy przedkładał narodowy patriotyzm nad międzynarodową solidarność ludzi pracy. Po drugiej wojnie światowej Szwedom ciężko było być dumnymi - większość z nich podskórnie odczuwała winę i wstyd za pomoc rządu dla wojennej machiny III Rzeszy.


W latach 70. Szwecja za wszelką cenę chciała odgrywać rolę dobrego samarytanina i mocno postawiła na pomoc humanitarną dla krajów III Świata. Chętnie przyjmowano politycznych uciekinierów z Chile i Libanu.

W 1975 roku parlament zmienił wytyczne polityki imigracyjnej. Od tej chwili obcokrajowcy nie musieli się już asymilować. Postanowiono, że imigranci będą mogli wybierać czy chcą identyfikować się z szwedzką kulturą większości czy wolą zatrzymać i rozwijać własną kulturową tożsamość i język.

W późniejszych latach rozpoczęto wdrażanie polityki opartej na politycznej poprawności, według której wszystko, co kojarzy się z własną narodowością powinno być zastąpione czymś, co jest neutralne. Z czasem własna tradycja, kultura, narodowe symbole stały się dla Szwedów niewygodne i często były powodem do wstydu.


Obecnie tylko nieco 30 procent Szwedów deklaruje, że w różny sposób obchodzi narodowe święto. Kościół Szwecji, czyli ewangelicko-luterański ludowy Kościół do roku 2000 był instytucją państwową. Do dziś należy do niego prawie 6 milionów Szwedów. Jednak to właśnie Kościół Szwecji jest instytucją, która najchętniej zrywa historyczne i kulturowe więzy z szwedzkim narodem.

Coraz więcej parafii decyduje się odwoływać tradycyjne nabożeństwa dla uczniów kończących rok szkolny.


Kilka dni temu szwedzka biskup Eva Brunne stwierdziła, że czasami zauważa, że ma ona o wiele więcej wspólnego ze spotykanymi muzułmanami niż z konserwatywnymi chrześcijanami. Brunne podkreśliła - w wypowiedzi dla szwedzkiego radia - że w każdej religii można znaleźć skrajności. Chrześcijaństwo miało przecież swoje wojny krzyżowe, natomiast - zdaniem pani biskup - islamscy terroryści stanowią bardzo małą cząstkę wyznawców Mahometa.


Może dlatego część Szwedów woli brać udział 6 czerwca w Święcie Ognia kończącym ramadan niż obchodzić narodowe święto?

Przemysław Gołyński

Rząd Szwecji na cenzurowanym

Fot. Przemysław Gołyński
Fot. Przemysław Gołyński
Nękanie i prześladowanie w miejscu pracy osób pochodzenia żydowskiego ze względu na ich pochodzenie to nie mobbing, a przejaw antysemityzmu. Trwający od kilku lat proceder, jaki ma miejsce w renomowanym szwedzkim szpitalu próbują zatrzymać żydowskie organizacje oraz specjalny wysłannik administracji prezydenta Donalda Trumpa.

Rzecz dzieje się w Instytucie Karolinska; uniwersyteckim szpitalu, którego komitet co roku przyznaje Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny.

Na jednym z oddziałów szpitala pracuje pewien lekarz żydowskiego pochodzenia, który podlega dość osobliwemu ordynatorowi. Z pewnych źródeł dowiedziałem się niedawno, że jest nim syn południowoamerykańskiego imigranta-chirurga, który kiedyś operował samego Che Guevarę.

Ordynator do dziś nie ukrywa swoich lewackich sympatii i nienawiści do Żydów i państwa Izrael publikując w mediach społecznościowych antysemickie materiały.

Przez kilka lat mężczyzna - wraz z innymi pracownikami szpitala - systematycznie nękał i prześladował lekarza, a także jego żydowskich kolegów zatrudnionych w Instytucie Karolinska. Na widok lekarza ordynator miał w zwyczaju rzucać antysemickie epitety, jak na przykład ”idzie żydowskie ghetto”. Odmawiał mu wydania zgody na zagraniczny wyjazd na naukowe seminarium, przeszkadzał w kontaktach z pacjentami i w rozwijaniu jego kariery.

Sekowany lekarz już w 2017 roku powiadomił o sprawie władze tej prestiżowej placówki i związki zawodowe. Jednym z przedstawicieli związku okazał się być poplecznik ordynatora. Wszczęto nawet wewnętrzne śledztwo, które jednak nie przyniosło żadnych rezultatów, a sytuacja żydowskiego lekarza się nie poprawiła.

Sprawą zajęli się natomiast pracownicy Centrum Szymona Wiesenthala, którzy zażądali jesienią spotkania z kierownictwem Instytutu Karolinska. Próbowano potem ordynatorowi zaproponować zmianę miejsca zatrudnienia, ale ten stanowczo odmawiał. Minęło kilka miesięcy; władze szpitala wymienili co prawda kilku szefów kliniki, ale ci nowi wolą zachować lojalność wobec tych wcześniejszych.

Rabin Abraham Cooper z Centrum Szymona Wiesenthala - kilka tygodni temu - postanowił skontaktować się w tej sprawie z amerykańskim rządem. Elan Carr, specjalny pełnomocnik prezydenta Trumpa ds. Monitorowania i Walki z Antysemityzmem podjął odpowiednie kroki i natychmiast polecił pracownikom ambasady USA w Sztokholmie przeprowadzenie rozmowy z prześladowanym lekarzem.

Nie wiadomo jaki efekt przyniesie interwencja amerykańskiego rządu.

Tymczasem personel instytutu twierdzi, że w szpitalu wciąż panuje zmowa milczenia. Wydaje się także, że samorządowcy sprawujący zwierzchnią władzę nad Karolinska nie wierzą, że antysemickie prześladowania mogą mieć tam miejsca, bowiem placówka wdrożyła przecież "program zerowej tolerancji" dla tego rodzaju zachowań.

Jak widać walka z antysemityzmem, którego przecież w Szwecji nie ma, jest tak samo owocna, jak walka komunistów o pokój za czasów Związku Sowieckiego. Kilka dni temu premier Szwecji ogłosił, że w przyszłym roku odbędzie się w Malmö międzynarodowa konferencja poświęcona ofiarom Zagłady i problemowi antysemityzmu.

Założę się, że jej uczestnicy skoncentrują się na tych rasistach, których dobrze znają, czyli tych z USA, Francji, Wielkiej Brytanii.

I - rzecz jasna: z Polski!

Przemysław Gołyński

Szwedzkie wybory, a nie: europejskie

Kilka dni temu Helené Fritzon, ”jedynka” socjaldemokratów i była minister ds. imigracji, powiedziała w telewizji, że w Polsce wyrzucono dziennikarza mediów publicznych tylko za to, że chciał zaprosić do swojego programu... kobietę. źródło: https://www.fac
Kilka dni temu Helené Fritzon, ”jedynka” socjaldemokratów i była minister ds. imigracji, powiedziała w telewizji, że w Polsce wyrzucono dziennikarza mediów publicznych tylko za to, że chciał zaprosić do swojego programu... kobietę. źródło: https://www.fac
Za cztery dni wybierzemy 52 posłów do Parlamentu Europejskiego. 21 wybiorą Szwedzi. Czy będą to posłowie przychylni Polsce, czy też nie?

Ostatnie sondaże pokazują, że 26 maja Szwedzi zagłosują podobnie jak w wyborach parlamentarnych we wrześniu. Czyli, że większość głosujących poprze kandydatów centroprawicowych. Nie oznacza to jednak, że będą oni wspierać rozwiązania korzystne dla Polski.

Jeśli chodzi o takie kwestie jak relokacja uchodźców, polityka energetyczno-klimatyczna, praworządność czy wreszcie dyrektywa dotycząca pracowników delegowanych, którą Polska zaskarżyła do Trybunału Sprawiedliwości UE, to szwedzka centroprawica mówi tym samym głosem co socjaldemokraci. Może nie wypowiada się tak ostro, jak kandydaci partii rządzącej, którzy wprost mówią, że Polsce nie należy się ani grosz z funduszy strukturalnych, ale w sumie podzielają ten pogląd.

W szwedzkich mediach, które w większości finansowane są częściowo przez rządowe dotacje, a nawet te komercyjne, trwa w najlepsze nagonka na Polskę. Realizowane przez samorządy w Polsce inwestycje - dzięki wsparciu unijnych funduszy - przedstawia się niekiedy prawie jako nasze fanaberie.

Przekaz jest bardzo jasny: Polska, która wybrała sobie rząd, który dąży do autorytaryzmu i automatycznego wykluczenia się z europejskiej wspólnoty bogaci się naszym kosztem! Oprócz tego; nie zamyka kopalni węgla, nie pozwala kobietom przerywać ciąży, nie chce przyjmować uchodźców, prześladuje osoby LGBT i ogranicza wolność słowa.

Kilka dni temu Helené Fritzon, ”jedynka” socjaldemokratów i była minister ds. imigracji, powiedziała w telewizji, że w Polsce wyrzucono dziennikarza mediów publicznych tylko za to, że chciał zaprosić do swojego programu... kobietę. Chyba pani Fritzon, pomyliły się kontynenty, ale to do Szwedów trafia. Większość z nich jest bowiem zaprogramowana, żeby takie fake newsy płynące z ust przedstawiciela ”waadzy” przyswajać jako fakty.

Jedyna partia, która trzyma rezon i nie daje się podporządkować oficjalnej antypolskiej narracji, to Szwedzcy Demokraci. We wszystkich ww. kwestiach nie zgadzają się ze swoimi oponentami. Popiera ich około 18 procent wyborców - to 8 procent więcej niż pięć lat temu. Pozwoli im to na wprowadzenie, nie 2 deputowanych jak ostatnio, ale czterech.

Dobre i to.

Przemysław Gołyński

Eurowizyjna szajba?

"Waterloo"- tą piosenką z finału Eurowizji w 1974 roku Abba rozpoczęła swoją światową karierę. Mało kto wie, że choć Szwedów ogarnęła prawdziwa duma ze zwycięstwa Abby, to grupa ta nie była początkowo tak popularna w Szwecji jak w innych krajach Europy. ż
"Waterloo"- tą piosenką z finału Eurowizji w 1974 roku Abba rozpoczęła swoją światową karierę. Mało kto wie, że choć Szwedów ogarnęła prawdziwa duma ze zwycięstwa Abby, to grupa ta nie była początkowo tak popularna w Szwecji jak w innych krajach Europy. ż
Szwedzi szaleją za Eurowizją. Do tego stopnia, że od kilkunastu już lat wyłonienie reprezentanta Trzech Koron jest procesem z udziałem widzów, który trwa kilka miesięcy. Koncert finałowy poprzedzają bowiem cztery konkursy, w których o dwa pierwsze miejsca walczy ośmiu wykonawców.

Artyści zajmujący w nich 3. i 4. miejsce trafiają do dodatkowego konkursu ”Ostatniej Szansy”, skąd czterech najlepszych kwalifikuje się do finałowej 12-tki. Wszystkie koncerty transmitowane są na żywo przez państwową telewizję. Ich oglądalność należy do najwyższych w Szwecji. Rekord padł w 2006 roku kiedy krajowy finał Melodifestivalen, czyli Festiwalu Melodii oglądało ponad 4 miliony 200 tysięcy widzów spośród 9 milionowej ludności.

Co roku podczas występu reprezentanta Szwecji na konkursie Eurowizji miasta pustoszeją, a większość Szwedów ogarnia festiwalowa histeria, którą skutecznie podgrzewają media.

"Waterloo"- tą piosenką z finału Eurowizji w 1974 roku Abba rozpoczęła swoją światową karierę. Mało kto wie, że choć Szwedów ogarnęła prawdziwa duma ze zwycięstwa Abby, to grupa ta nie była początkowo tak popularna w Szwecji jak w innych krajach Europy. Szwedzkie radio i telewizja bardzo niechętnie emitowały piosenki sympatycznego kwartetu.

Socjaldemokratyczne państwo wolało prezentować twórczość amatorów, którzy swój talent szlifowali w ludowych domach kultury w niewielkich miasteczkach. Annfrid, Benny, Björn i Agnetha byli na owe czasy zbyt ekstrawaganccy. Zbyt podobni do popowych zespołów z nielubianych Stanów Zjednoczonych czy Brytyjskiego Imperium. Dodatkowo wkrótce stali się bardzo bogaci.

Na szczęście nie uciekli ze Szwecji do "rajów podatkowych" i nie stali się - jak tenisista Björn Borg czy reżyser Ingmar Bergman - wrogami ludu. W kKilka miesięcy po udanym turnee w Australii - w 1977 roku - członkowie Abby zostali ostatecznie zaakceptowani przez władze i stali się wysokiej próby marką Szwecji.

Żaden z późniejszych pięciu szwedzkich zwycięzców Konkursu Eurowizji nie odniósł już takiego sukcesu. Mimo tego popularność Eurowizji wśród Szwedów wciąż jest wysoka, niezależnie od wieku, co może nas nieco jednak dziwić. No, ale: przecież są gusta i guściki.

Przemysław Gołyński

Ratować swoich!

Fot. Przemysław Gołyński
Fot. Przemysław Gołyński
25 kwietnia mijają dokładnie 74 lata od dnia kiedy ostatni konwój - złożony z 20 białych autobusów Szwedzkiego Czerwonego Krzyża wypełnionych prawie tysiącem więźniów - opuścił niemiecki, nazistowski obóz koncentracyjny w Ravensbruck.

Jakie były kulisy słynnej akcji ratowania więźniów z obozów koncentracyjnych w ostatnich dniach II wojny światowej?

Przez ponad 60 lat Szwedzi żyli legendą Białych Autobusów, które jakoby uratowały z obozów kilkanaście tysięcy Żydów przed Zagładą. Fakty mają się jednak nieco inaczej...

Akcja została rozpoczęta w 1944 roku dzięki staraniom norweskich dyplomatów. Chodziło o ewakuację osadzonych w obozach koncentracyjnych członków norweskiego ruchu oporu. 7 września tego samego roku ambasador Szwecji w Berlinie, Arvid Richert wystosował do niemieckiego rządu oficjalną prośbę o zwolnienie - internowanych w obozach III Rzeszy - norweskich studentów. 2 listopada Hitler udzielił zgodę na powrót do domu 130 chorych Norwegów.

Reakcja Niemców na prośbę Szwedów daje Norwegom nadzieję na "ugranie" czegoś więcej. 30 listopada 1944 roku norweski minister Niels Dietlef proponuje rządowi Szwecji utworzenie misji Szwedzkiego Czerwonego Krzyża.

Pomysł akceptują Szwedzi. Misję ratowniczą otrzymuje viceprzewodniczący tej organizacji, hrabia Folke Bernadotte. Jako członek szwedzkiego dworu, hrabia posiadał dobre kontakty z niemieckim Czerwonym Krzyżem, którego szefem był w tamtym czasie, obergruppenfuhrer SA książe Karol Edward, dziadek obecnego króla Szwecji Karola XVI Gustawa.

Na bezpośrednie rozmowy z Himmlerem Bernadotte udaje się w lutym 1945 roku. Jego celem - zgodnie z wytycznymi MSZ - jest uzyskanie zgody Niemców na uwolnienie i transport do Szwecji lub Danii więzionych w niemieckich obozach Duńczyków i Norwegów.

Himmler godzi się, aby Szwedzi przetransportowali do obozu Neunegamme, w pobliżu granicy z Danią wszystkich skandynawskich więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych oraz urodzone w Szwecji Niemki i ich dzieci.

Światowy Kongres Żydów dowiaduje się o misji Bernadotte i apeluje do szwedzkiego rządu, aby Białe Autobusy zabierały z obozów również Żydów. Otrzymuje odmowę.

W marcu - po rozmowach z Kaltenbrunnerem i adiutantem Himmlera, Schellebergiem - Bernadotte otrzymuje pozwolenie na ewakuację z obozów także skandynawskich Żydów. 12 marca do bazy koło Hamburga docierają pierwsze "Białe Autobusy". Rozpoczyna się akcja ratownicza.

Pierwsze transporty duńskich i norweskich więźniów z obozu Sachenhausen trafiły do obozu Neuengamme blisko granicy z Danią 16 marca. W ciągu kilku dni obóz zaczął się zapełniać i liczył już ponad 3 tysiące Skandynawów.

Do obozu trafiły również Szwedki z obywatelstwem niemieckim. Niemcy wydali Bernadotte zgodę aby opróżniać Neuengamme z więźniów innych narodowości i przewozić ich Białymi Autobusami do innych obozów koncentracyjnych.

Na początku kwietnia Niemcy zgodzili się na ewakuację do Danii i Szwecji Dunek i Szwedek oraz chorych Skandynawów. Kilkanaście dni później Kaltenbrunner zgodził się, aby "Białe Autobusy" zabrały ponad 400 duńskich Żydów z obozu w Theresienstad.

24 kwietnia Himmler zgodził się w końcu - w zamian za przekazanie wiadomości generałowi Eisenhowerowi o gotowości do podjęcia przez niego rozmów - aby Szwedzi zabierali z obozów kogo chcą. Od rządu ze Sztokholmu otrzymali jednak polecenie, by ewakuować więźniów pochodzących z Europy Zachodniej. Polaków i Żydów mieli zabierać w ostateczności.

Przekonał się o tym polski Żyd, Berek Jakubowicz, słynny dentysta z Auschwitz, który znalazł się w jednym z obozów przesiedleńczych. Odwiedziły go słynne już wtedy szwedzkie "Białe Autobusy".

Jakubowicz udaje Francuza i Szwedzi zabierają go wraz z innym więźniami do Neustadt skąd mają wyruszyć statki w kierunku Szwecji. Na miejscu Szwedzi nabierają jednak podejrzeń co do kraju pochodzenia kilkudziesięciu pasażerów autobusu.

- Dowódca rozkazał, aby wszyscy Polacy wystąpili z szeregu. W przeciwnym razie w dalszą podróż nie zabierze nikogo. Wystąpiliśmy z szeregu, ale błagaliśmy Szwedów, aby Ci pozwolili nam wejść na pokład. Szwedzi na prośby nie zareagowali, tłumacząc się umową z Himmlerem - powiedział przed laty szwedzkiemu radiu Jakubowicz.

Około 60 polskich więźniów zostaje przez Szwedów oddanych w ręce Niemców.

Wielu z nich zginęło po zbombardowaniu przez aliantów statku "Cap Arcona".

Dzięki decyzjom podejmowanym - często na własną rękę - przez dowódców konwojów z obozu w Ravensbruck uratowano około 1500 więźniarek różnych narodowości, w tym kilkaset Polek. Świadczą o tym protokoły przesłuchań zgromadzone w Polskim Instytucie Źródłowym w Lund.

Z misji hrabiego Bernadotte - według ostatnich oficjalnych danych - skorzystało łącznie około 15 tys. osób. Połowę z nich stanowili Skandynawowie. Potwierdzone źródła mówią o uratowanych 450 skandynawskich Żydach i o 1 tys. polskich Żydówek.

Przemysław Gołyński

Czym chata bogata

Fot. Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
Fot. Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
W niedzielnym wywiadzie dla dziennika Dagens Nyheter premier Szwecji Stefan Löfven ostrzegł, że państwa które nadal będą blokowały przyjęcie wspólnej polityki migracyjnej będą wkrótce karane finansowo.

Dlaczego tak bardzo zależy Szwecji, aby takie kraje jak Polska czy Węgry nie przeciwstawiały się powstaniu nowego mechanizmu relokacji migrantów?!

Stanowisko premiera można w pełni zrozumieć. Szwecja obecnie chętnie przyjmowałaby mniej migrantów, gdyby działał mechanizm przymusowej relokacji przybyszy dobijających się do granic Unii Europejskiej. Szwedzkie państwo, choć wciąż jest jednym z najbogatszych na naszym kontynencie, odczuwa już skutki swojej nieodpowiedzialnej polityki migracyjnej.

Tysiące przyjętych w latach 2015-2016 migrantów stanowi dziś dla wielu szwedzkich gmin wielkie obciążenie. Po tym, jak z budżetu państwa przestały płynąć środki na pomoc socjalną dla azylantów samorządy muszą ciąć wydatki. Szczególnie w małych miejscowościach, gdzie brakuje przemysłu.

Wielu lokalnych polityków w wyludnionych miasteczkach widziało w imigracji szansę na rozwój. W 2015 roku władze mówiły, że Szwecję zaleje "deszcz kompetencji". W mediach przytaczano fałszywe dane na temat wykształcenia przyszłych współmieszkańców. Po okresie rozpatrywania wniosków o azyl uchodźcy mieli szybko nauczyć się języka i pracować ponownie swoich zawodach.

Samorządy nie mogły się doczekać nowych obywateli. Mieli bowiem zasilić przychodnie i szpitale oraz miejskie instytucje. Ci mniej wykształceni mieli być zachętą dla przedsiębiorców, którzy woleli przenieść produkcję do krajów bałtyckich lub Polski.

Okazało się, że niewielki procent migrantów posiadających wyższe wykształcenie po uzyskaniu pozwolenia na pobyt stały wybrała osiedlenie się w większych miastach. Tysiące migrantów, często analfabetów, nie miała większych aspiracji i godziła się na przydzielenie ich do małych gmin w głębi kraju.

Jedną z gmin, która w nadziei na podreperowanie swojego budżetu przyjęła setki migrantów jest - licząca dziś ponad 10 tysięcy mieszkańców - gmina-miasto Filipstad. Gminie, gdzie do lat 80. wydobywało się rudę żelaza i mieszkańcom żyło się dostatnio - dziś grozi bankructwo. 24 procent jej mieszkańców to imigranci. Tylko co dziesiąty z nich posiada zatrudnienie. Prawie dwa tysiące osób utrzymuje się z zasiłków wypłacanych przez pomoc społeczną z budżetu gminy.

Władze centralne utrzymywały pobyt tych ludzi w gminie przez okres dwóch lat. Teraz odpowiedzialność za nich spoczywa na samorządzie.

- W jaki sposób analfabeta może w ciągu kilku lat być gotowym do podjęcia pracy?! Przeanalizowaliśmy sytuację każdej z tych osób. Większość z nich przez długie lata nie będzie mogła podjąć pracy. Finansowo nie damy rady. Będziemy musieli wystąpić z wnioskiem o upadłość - powiedział jednej z gazet Claes Hultgren, burmistrz Filipstad.

Wiele innych gmin ma podobne problemy. Aby sprostać wyzwaniom - tną wydatki. Niektóre zamroziły podwyżki dla pracowników, inne muszą przeznaczać mniej środków na oświatę, służbę zdrowia i opiekę nad ludźmi starszymi.

Dziwi jednak naiwność szwedzkiego premiera, że Polska i Węgry zgodzą się na przyjmowanie do siebie ludzi, którzy chcą polepszyć własną sytuację materialną kosztem innych nie dając nic w zamian. Na taki gest mogą pozwolić sobie ci politycy, którzy chcą, by ich kraje za wszelką cenę posiadały status humanitarnego mocarstwa.

Przemysław Gołyński

Wolno mówić wszystko. Byleby dobrze!

źródło: https://pixabay.com/pl/1315071/dimitrisvetsikas1969/ CC-0 / domena publiczna
źródło: https://pixabay.com/pl/1315071/dimitrisvetsikas1969/ CC-0 / domena publiczna
Kiedy w 1766 roku szwedzki parlament - Riksdag - zniósł cenzurę słowa drukowanego, Szwecja cieszyła się pierwszą na świecie ustawą gwarantującą obywatelom dostęp do oficjalnych dokumentów wszystkich instytucji państwa i rzecz najważniejszą - wolność prasy.

Okazuje się, że kraju uważanym na świecie jako wzór państwa demokratycznego zdarzają się przypadki, które przypominają nam o tym, że podstawowe wolności obywatelskie mogą być podważane, nawet w Szwecji.

Przez kilka ostatnich lat szwedzka dziennikarka i publicystka znana z ciętego i ostrego języka Ingrid Carlqvist prowadziła wraz Danielem Frändelövem kanał na Youtube pt. "Ingrid&Conrad".

Co tydzień emitowali na żywo audycje, podczas których komentowali ostatnie wydarzenia w Szwecji. Kontestowali politykę rządu i - nie owijając w bawełnę - krytykowali podejmowane przez rządzących decyzje. Pod lupę brali w szczególności skutki prowadzonej przez władze polityki imigracyjnej. Nieistniejący już dziś kanał odwiedzało co tydzień prawie 2 tysiące osób.

4 kwietnia Sąd Rejonowy w Helsingborgu skazał autorów bloga na kary grzywny. Carlqvist ma zapłacić 13 tysięcy koron, czyli ok 5,5 tys. zł, a Frändelöv 3 tysiące koron. Sąd uznał, że oboje złamali prawo o wolności publikacji, które nakłada na właściciela autorów wydawnictwa obowiązek wyznaczenia wydawcy. Sąd powołał się na przepis prawa (obowiązującego w Szwecji od 16 lat), dotyczącego emitowania treści przez internet. Nakłada on obowiązek wyznaczenia wydawcy również dla tego typu publikacji.

Tak się składa, że ów przepis jest dziś martwy i zdaniem obrońców autorów podcastu nie powinien być przez sąd zastosowany. Sędziowie z kolei tłumaczyli swój wyrok tym, że choć Carlqvist i Frändelöv otrzymali od prokuratury pouczenie, że ich działalność narusza prawo, to nadal ją prowadzili. Uznali to jako przejaw obojętności wobec prawa.

Tymczasem - jak się okazuje - że sąd rejonowy w Helsingborgu od 2017 roku prowadzi dokładnie taką samą działalność, wydając na żywo podcast na m.in. Facebooku, nie podając przy tym nazwiska wydawcy.

- Popełniono błąd - przyznała prezes sądu Ylwa Norling Jönsson. Na przewodniczącym składu sędziowskiego, który skazał parę dziennikarzy nie robi to jednak wrażania. Martin Persson powiedział mediom, że może się odnieść wyłącznie do sprawy, w której orzekał, a ze sprawą podcastu realizowanego przez sąd w Helsingborgu nie ma nic wspólnego.

Czyżby zatem i w Szwecji byli równi i równiejsi? Czyżby również tam kasta ludzi "naprawdę wyjątkowych" była wyjęta spod prawa?

W Szwecji jest powiedzenie: "U nas o władzy możesz mówić wszystko; ważne tylko, abyś mówił o niej dobrze".

Szwedzi się budzą?

Fot. pixabay.com / Picudio (CC0 domena publiczna)
Fot. pixabay.com / Picudio (CC0 domena publiczna)
Coraz więcej Szwedów uważa, że społeczeństwo powinno opierać się na chrześcijańskich wartościach. Czy oznacza to, że w jednym z najbardziej zlaicyzowanych krajów w Europie odradza się religia?

Ankieta przeprowadzona przez Instytut Badań Społecznych Uniwersytetu Linneusza w Växjö - po wrześniowych wyborach do parlamentu - pokazuje, że w ciągu ostatnich czterech lat o 100 procent wzrósł odsetek Szwedów, dla których ważne są chrześcijańskie wartości. Z 20 procent w 2014 do 40 procent w roku 2018. 

Przekonanie o tym, że wartości chrześcijańskie winny być fundamentem szwedzkiego społeczeństwa wzrosło wśród wszystkich wyborców; najbardziej jednak wśród sympatyków socjaldemokratów i umiarkowanych konserwatystów.

- Interesujące jest to, że przyznają się do niego osoby rzadko odwiedzające kościoły oraz uważające się z agnostyków - zauważył autor badania, profesor Magnus Hagevi.



Naukowiec, wyjaśniając przyczynę tego fenomenu twierdzi, że wyborcy kojarzą chrześcijańskie wartości w kontrze do muzułmańskich wartości, które coraz częściej są artykułowane w przestrzeni publicznej przez imigrantów pochodzących z Bliskiego Wschodu i Afryki.

Wydaje mi się, że jest to częściowo trafna konkluzja. 

Przez ostatnie lata toczą się w Szwecji debaty dotyczące mniejszości muzułmańskiej, której przedstawiciele stają się coraz bardziej roszczeniowi i domagają się wciąż to nowych przywilejów.

Dyskutuje się o publicznym wzywaniu przez muzułmanów do modlitwy, o problemach w zwalczaniu przemocy honorowej, okaleczaniu kobiecych narządów płciowych czy o zmuszaniu nastolatek do wychodzenia za mąż poza granicami Szwecji.

Prowadzi to do refleksji wśród części opinii publicznej. Coraz więcej rodowitych Szwedów kontestuje tworzoną przez polityków nową rzeczywistość, w której prawa jednostki zastępowane są prawami grup społecznych ubranych w szaty męczenników. 

Budzi to - wśród myślących zdroworozsądkowo Szwedów - tęsknotę za wartościami cementującymi ich tożsamość narodową i kulturową.

Te 40 procent wyborców, o których była wcześniej mowa może nawet podświadomie ufa, że tymi wartościami jest chrześcijaństwo. 

Istnieje jeszcze jedna przesłanka, nieujęta przez naukowców, która - moim zdaniem - determinuje przekonanie Szwedów o tym, jak ważną wartością jest chrześcijaństwo w zatrzymaniu przebudowy społeczeństwa opartym na wielokulturowość. Czują, że docelowo doprowadzi to do konieczności uznania zwierzchności tej najsilniejszej.

Tą przesłanką jest strach.



Szwedzi w obawie wykluczenia z własnej społeczności, która nie dopuszcza do artykułowania przez jednostki sprzeciwu, używają chrześcijańskich wartości jako narzędzia usprawiedliwiającego ich naturalną niechęć do tego, co inne i obce. 

Szwedzi, mając to na zawsze zaprogramowane w swojej świadomości, nigdy w Szwecji publicznie nie powiedzą, że nie obchodzi ich los człowieka biednego lub ofiarę opresyjnego zachodniego imperializmu.



Szwedzcy Demokraci, którzy są drugą siłą polityczną twierdzą, że państwo powinno w pierwszej kolejności zadbać o swoich własnych obywateli i według ich potrzeb budować i umacniać jego struktury. Już samo to stwierdzenie powoduje, że byli do tej pory całkowicie izolowani w parlamencie.

Gotowość do podjęcia z nimi rozmów w kluczowych dla Szwecji sprawach, zadeklarowała przewodnicząca Chrześcijańskich Demokratów, Ebba Busch Tor.

Przypadek?! Nie sądzę!

Przemysław Gołyński
123

FOTOGALERIA

Midsommar, czyli bój o truskawkę
Szwecja latem kusi
Święto Ognia czy Święto Flagi?
Rząd Szwecji na cenzurowanym
Szwedzkie wybory, a nie: europejskie
Eurowizyjna szajba?
"Będziemy waszą Arką Noego" - wywiad z Samehem Egyptsonem
"Będziemy waszą Arką Noego" - wywiad z Samehem Egyptsonem
Ratować swoich!
Czym chata bogata
© Polskie Radio Szczecin SA. Wszystkie prawa zastrzeżone.Regulamin korzystania z portaluPolityka prywatnościBiuletyn Informacji Publicznej

Szanowny Użytkowniku.

Poniżej zebraliśmy informacje dotyczące zasad przetwarzania Twoich danych osobowych wynikających z Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (zwanym dalej RODO). Prosimy o ich przeczytanie – nie powinno to zająć zbyt wiele czasu. Z niniejszego opracowania dowiesz się jakie obowiązki ma Administrator, jakie przysługują Ci prawa oraz w jaki sposób z tych praw korzystać. W razie jakichkolwiek wątpliwości skontaktuj się z nami.

Przechodząc do serwisu lub klikając w prawym górnym rogu tej informacji, zgadzasz się na przetwarzanie Twoich danych osobowych oraz na wskazane poniżej działania.

Wykorzystujemy pliki cookies oraz inne technologie

W naszych serwisach wykorzystujemy pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) i inne pokrewne technologie, mające na celu:

Zakres wykorzystywania plików cookies możesz zdefiniować w ustawieniach wykorzystywanej przez Ciebie przeglądarki. Bez wprowadzenia zmian ustawień, informacje w plikach cookies mogą być zapisywane w pamięci Twojego urządzenia. Więcej szczegółów znajdziesz w Polityce prywatności .

Co to są dane osobowe?

Dane osobowe to informacje o zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osobie fizycznej. Mogą to być m.in. imię i nazwisko, adres e-mail czy numer telefonu. W zakresie korzystania z takich jak nasz serwisów internetowych wyróżnia się również dane osobowe takie jak jak adres IP użytkownika, informacja o dotychczasowej aktywności użytkownika, informacja zbierana za pośrednictwem tzw. plików cookies, a także podobnych technologii. Jeśli dany plik cookie nie zawiera danych osobowych, ale możliwe jest zestawienie informacji z tego pliku z inną informacją pozyskaną od Ciebie, tzn. jeśli jest możliwość zidentyfikowania Twojej osoby – takie pliki cookies są również objęte ochroną wynikającą z przepisów dotyczących bezpieczeństwa danych osobowych.

Pliki cookies, potocznie zwane "ciasteczkami” są plikami, w których podczas przeglądania strony internetowej, zapisują się pewne informacje trafiające ostatecznie do urządzenia końcowego (np. komputera lub smartfona). Pliki cookies mają wiele funkcji – od umożliwiających prawidłowe funkcjonowanie naszego serwisu internetowego, po pozwalające na zachowywanie preferencji użytkownika, jak również personalizowanie stron internetowych w zakresie wyświetlanych treści oraz dostarczanych reklam.

Co powinieneś wiedzieć w zakresie bezpieczeństwa Twoich danych osobowych w związku z RODO

  1. Administratorem Twoich danych osobowych jest Polskie Radio Szczecin S.A. z siedzibą przy al. Wojska Polskiego 73, 70-481 Szczecin (zwane dalej „Rozgłośnią”).
  2. Na mocy art. 37 ust. 1 lit. a) RODO został powołany Inspektor Ochrony Danych (IOD), który nadzoruje sferę przetwarzania danych osobowych w Rozgłośni. Z IOD możesz skontaktować się pisząc na adres podany powyżej lub na adres mail iod@radioszczecin.pl . Inspektor chętnie pomoże we wszystkich kwestiach związanych z ochroną danych osobowych, w szczególności udzieli odpowiedzi na pytania dotyczące przetwarzania Twoich danych osobowych.
  3. Twoje dane osobowe przetwarzane będą w celu :
  4. Rozgłośnia przetwarza Twoje dane osobowe w ściśle określonym, minimalnym zakresie niezbędnym do osiągnięcia celach, o których mowa powyżej.
  5. Twoje dane osobowe mogą zostać udostępnione innym podmiotom. Podstawą ww. działania mogą być przepisy prawa (np. ZUS, administracja skarbowa, wymiar sprawiedliwości) lub właściwie skonstruowane, zapewniające bezpieczeństwo danym osobowym, umowy powierzenia danych do przetwarzania podmiotom trzecim, z którymi współpracuje Rozgłośnia (np. z podmioty sektora teleinformatycznego i telekomunikacyjnego, usług analitycznych i marketingowych).
  6. Twoje dane osobowe mogą być przekazywane do państwa trzeciego lub organizacji międzynarodowej wyłącznie za Twoją jednoznaczną zgodą uzyskaną po uprzednim przestawieniu zasad i potencjalnych skutków takiego przekazania oraz spełnieniu szeregu wymogów określonych zapisami RODO.
  7. W przypadku wskazanym w pkt 5 i 6 Twoje dane będą zabezpieczone w sposób zapewniający im poufność z wykorzystaniem właściwych rozwiązań technicznych i technologicznych zgodnych z dobrymi praktykami stosowanymi w procesie bezpiecznego przetwarzania danych osobowych.
  8. Twoje dane osobowe będą przechowywane przez okres niezbędny do realizacji celu dla jakiego zostały zebrane, zgodnie z terminami archiwizacji określonymi przez ustawy szczególne oraz ustawę z dnia 14 lipca 1983 r. o narodowym zasobie archiwalnym i archiwach (Dz.U. z 2018 r., poz. 217), a w przypadku gdy były przetwarzane na podstawie wyrażonej przez Ciebie zgody – do momentu jej wycofania.
  9. W związku z przetwarzaniem Twoich danych osobowych przysługuje Ci prawo do:
  10. Z powyższych uprawnień można skorzystać bezpośrednio w siedzibie Polskiego Radia Szczecin S.A., kierując korespondencję na adres siedziby Administratora lub na adres poczty elektronicznej Inspektora Ochrony Danych.
  11. Jeżeli uznasz, iż przetwarzanie dotyczących Twoich danych osobowych narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO) przysługuje Ci prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego na adres: Urząd Ochrony Danych Osobowych, ul. Stawki 2, 00-193 Warszawa
  12. Podanie danych osobowych jest dobrowolne ale w zależności od sytuacji może być wymogiem ustawowym lub umownym. W szczególnych przypadkach niepodanie danych może warunkować realizację działań których jesteś Podmiotem (w tym zawarcie umowy).
  13. Twoje dane będą mogą podlegać zautomatyzowanemu przetwarzaniu polegającemu na profilowaniu. Personalizujemy treści i reklamy a także poddajemy analizie aktywność na stronie i w Internecie. Jednym ze sposobów przetwarzania przez nas danych osobowych jest tzw. profilowanie, które polega na tym, że możemy w oparciu o Twoje dane tworzyć dla Ciebie profile preferencji i następnie dostosowywać treści wyświetlanych reklam tak, aby odpowiadały Twoim potrzebom i zainteresowaniom. Jednocześnie informujemy, że nie dokonujemy zautomatyzowanego podejmowania decyzji, w tym w oparciu o profilowanie.