Skandynawia po mojemu
Radio SzczecinRadio Szczecin » Skandynawia po mojemu
M. Marszałek zachęca Polaków pracujących w Szwecji do zapisywania się do związków zawodowych. Fot. Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
M. Marszałek zachęca Polaków pracujących w Szwecji do zapisywania się do związków zawodowych. Fot. Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
Budowlańców, stolarzy, monterów, spawaczy czy hydraulików - w Polsce - jak na lekarstwo. Wielu z nich pracuje za granicą. W Danii, Norwegii czy w Szwecji, na budowach najczęściej słychać polski język...

Bez polskich fachowców szwedzkie osiedla budowałyby się wolniej, a remonty gmachów trwałyby dłużej i byłyby bardziej kosztowne. W ubiegłym roku ponad 40 tysięcy naszych rodaków pracowało legalnie w Szwecji.

Stawki za godzinę pracy rzędu 150 koron, czyli ok. 60 zł na początek, mogą wydawać się kuszące. Jednak koszt mieszkania w Szwecji to spory wydatek. Miejsce w wieloosobowym pokoju kosztuje w Sztokholmie równowartość 600 zł. Samodzielny pokój można wynająć za 3500 koron czyli za 1400 złotych. Mieszkanie dwupokojowe, wynajmowane z reguły od imigranta z Bliskiego Wschodu na przedmieściach Sztokholmu to wydatek rzędu 4 i pół tysiąca złotych.

Większość pracujących Polaków to "pracownicy oddelegowani". Część z nich prowadzi własną działalność gospodarczą. Szwedzi najczęściej wynajmują Polaków przez rodzime lub polskie agencje pracy tymczasowej. Reszta wykonuje prywatne zlecenia często nie zawierając żadnych umów. Nie wiadomo ilu z nich, jest oszukiwanych przez nieuczciwych pracodawców i szemrane agencje.

Reszta wykonuje prywatne zlecenia, często nie zawierając żadnych umów. Nie wiadomo ilu z nich jest oszukiwanych przez nieuczciwych pracodawców i niepoważne agencje.

- Jak pracodawca wyczuje, że jesteś słaby i wie, że nie znasz języka i nie pójdziesz na skargę do szwedzkich związków zawodowych, to wtedy okrada Cię oficjalnie. Nie płaci za dni wolne od pracy, nie płaci za godziny przepracowane w szkodliwych dla zdrowia warunkach czy za ewentualne delegacje - mówi Mariusz Marszałek, który od kilku lat mieszka i pracuje w Sztokholmie legalnie. W miejscach, gdzie spotyka Polaków, namawia ich do zapisywania się do związków.

Jednak do związków zawodowych mogą należeć jedynie te osoby, które posiadają szwedzki numer PESEL. Aby móc jego otrzymać potrzeba mieć umowę o pracę lub adres zameldowania w Szwecji. Czas rozpatrywania wniosku o przyznanie numeru trwa nawet rok.

Rok 2019 będzie ostatnim, kiedy pracownicy oddelegowani z Polski będą mogli w Szwecji pracować na dotychczasowych warunkach. Szwedzki rząd podjął decyzję o nowelizacji unijnej dyrektywy w tej sprawie. Od następnego lata związki zawodowe - zgodnie z prawem - będą mogły blokować firmy, które nie podpisały szwedzkich zbiorowych umów z pracownikami.

Według nich pracodawca działający w Szwecji zobowiązany jest do wypłaty stawek wg tejże umowy oraz opłacenia składek emerytalnych, nawet jeśli opłacił je w miejscu swojej siedziby.

Szwedzi chroniąc za wszelką cenę swój rynek pracy zrobili nam niechcąco przysługę.

Może już za rok łatwiej i szybciej znajdziemy fachowców branży budowlanej i remontowej?
Szwedzi byli przekonani, że imigranci po kilku latach staną się podobni do nich. Będą szanować prawo, płacić podatki i służyć w wojsku czy policji. Fot. Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
Szwedzi byli przekonani, że imigranci po kilku latach staną się podobni do nich. Będą szanować prawo, płacić podatki i służyć w wojsku czy policji. Fot. Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
Wydawać by się mogło, że politycy powinni: słuchać ludzi, rozpoznawać ich problemy i znaleźć narzędzia do ich rozwiązywania. Na szczęście zarówno w Polsce, jak i Szwecji - tacy ludzie istnieją.

Po drugiej stronie Bałtyku znajdziemy ich przeważnie wśród polityków opozycji. Ebba Busch Thor, przewodnicząca Chrześcijańskich Demokratów strasznie się ostatnio naraziła partii rządzącej, jej sprzymierzeńcom oraz większości szwedzkich mediów. Pani Thor w jednym z wywiadów ośmieliła się zakomunikować, że ”wielokulturowość w Szwecji jest trupem”.

To oczywiście wystarczyło, aby szwedzka polityk, została błyskawicznie zgrillowana przez lewackich publicystów, a tych w Szwecji jak wiadomo, pod dostatkiem. Zarzucono jej rasistowską tudzież ksenofobiczną retorykę, ogólnie: odżegnano od czci i wiary.

W rzeczywistości liderce chadeków chodziło o to, że w Szwecji nie toleruje się już szwedzkiej kultury i wszystkiego, co się z nią wiąże. Według niej, państwo chce zastąpić wielokulturowość ideologią multikulturalizmu, według której każda kultura jest wobec siebie równa.

Oznacza to, że również imigranci, których ukształtowała własna kultura czy religia, powinni mieć prawo do życia zgodnie z nią właśnie. Nie może dziwić zatem, że wychowani według swoich kulturowych (vide: religijnych) wzorcach i mocno do nich przywiązani ludzie gardzą wszystkim, co stara się od nich wymusić kraj, który w swojej niekończącej się naiwności, przyjął ich do siebie.

W latach 70. kiedy ustawowo Szwecja miała przerodzić się z homogenicznego państwa w kraj wielokulturowy Szwedzi byli przekonani, że imigranci po kilku latach staną się podobni do nich. Będą szanować prawo, płacić podatki i służyć w wojsku czy policji. Ba: obchodzić nawet wspólnie święta i wielbić gwiazdy damskiego futbolu.

Tymczasem setki tysięcy migrantów przybyłych w ostatnich latach z Bliskiego Wschodu, Środkowej Azji oraz Afryki zrobiły coś zupełnie odwrotnego. Po uzyskaniu pozwolenia na pobyt, azylu lub obywatelstwa większość z nich postanowiła urządzić się i żyć jak u siebie. Za późno już ich zmusić do życia jak przeciętny Svensson. Postawili na stworzenie społeczności opartych na klanach wyznający swoje własne wartości.

Szwedom nie pozostaje już nic innego, jak tylko słuchać w piątki pieśni nawołujących do modlitwy w meczecie, przyodziewać córki w chusty, zapisać się na kurs języków egzotycznych oraz zacząć stosować prawa szariatu.
źródło: https://pixabay.com/pl/2354394/Ben_Kerckx/ (CC0 domena publiczna)
źródło: https://pixabay.com/pl/2354394/Ben_Kerckx/ (CC0 domena publiczna)
Sprawa zwolnienia pracownika krakowskiego sklepu IKEA stała się głośna również w Skandynawii. Tamtejsze media jednogłośnie stanęły murem za meblowym gigantem.

W katolickiej Polsce zamierzają bojkotować sklepy IKEA po tym, jak zwolniono polskiego pracownika za "mowę nienawiści wobec homoseksualistów". Tak można streścić tytuły prasowe, które kilka dni temu pojawiły się w szwedzkiej i norweskiej prasie.

Wychodzi na to, że ni stąd ni zowąd, pracownik sklepu napisał sobie w intranecie firmy, że nienawidzi osób innych niż heteroseksualne cytując przy okazji Pismo Święte. Szwedzkie media donosiły nawet, że Polak śmiał zrobić to w Międzynarodowym Dniu Przeciw Homofobii, Bifobii i Transfobii. Nie wspomniano ani słowem o tym, co takiego spowodowało jego reakcję.

W komentarzach pod artykułem jednej z poczytniejszych gazet opublikowanym na Facebooku pojawiły się obelgi pod adresem Polaków.

Postanowiłem zareagować i rzeczowo wyjaśnić, nie osądzając słów pana Tomasza ani decyzji o jego zwolnieniu, dlaczego jego zwolnienie wywołało w Polsce takie oburzenie. Napisałem zatem, że w naszym kraju zabronione jest prowadzenie agitacji politycznej czy światopoglądowej w miejscu pracy, a prawa i obowiązki zarówno pracodawcy jak i pracownika regulują zawarta między nimi umowa, która musi być zgodna z przepisami Kodeksu Pracy.

Otrzymałem wiele odpowiedzi na mój komentarz, które w 90 procentach były oczywiście negatywne i przyznawały rację IKEA.

Jeżeli ktoś z Was wyobrażał sobie Szwedów jako ludzi tolerancyjnych i kompromisowych, to muszę Was zmartwić. Jeżeli chodzi o kwestie, które są fundamentalne i stanowią część przyjętego przez szwedzkie państwo systemu wartości - jego obywatele gotowi są o nie walczyć jak o niepodległość. No, przynajmniej słownie.

Przeczytałem w nich, że katolicka Polska - tak jak każdy inny religijny kraj - jest w tyle pod względem rozwoju cywilizacyjnego. Dowiedziałem się, że przywileje osób LGBT są prawami człowieka, a Polska pełna jest brunatnych faszystów. I że Polska nie ma czego szukać w Unii Europejskiej.

Innych bardziej ostrych i pomawiających nas komentarzy nie będę przytaczał.

Poglądy Szwedów na sprawę związaną z polskim pracownikiem IKEA wcale mnie nie dziwią, natomiast dobór słów użytych m.in. przez nauczycieli, aktorów, przedsiębiorców i inżynierów, którzy skomentowali mój post, jest skandaliczny.

Ideologia LGBT - idąca w parze z gender - która w Szwecji uważana jest za naukę, z sukcesem zastąpiła Szwedom religię i wymazała z ich świadomości pojęcie zdrowego rozsądku. W tzw. Paradach Dumy organizowanych w każdym szwedzkim mieście - tak jak w PRL - obowiązkowo muszą uczestniczyć zatrudnieni w państwowych instytucjach jak i pracownicy wyższych uczelni. Czasami nawiedzeni pedagodzy zachęcają do wzięcia w nich udziału także dzieci.

Nieżyjący już założyciel IKEA, Ingvar Kamprad, znał się na biznesie i wiedział jak przypodobać się władzy. Kiedy w 1994 roku ujawniono, że do lat 50. ub. wieku Kamprad był aktywnym działaczem nazistowskiej organizacji - napisał on do pracowników IKEA list z przeprosinami, w którym swoją fascynację narodowym socjalizmem tłumaczył młodym wiekiem.

Szwedzi odetchnęli z ulgą i nadal mogli być dumni z IKEA. W 2010 roku w jednym z wywiadów Kamprad przyznał jednak, że zaprzyjaźniony z nim twórca ruchu szwedzkich nazistów Per Engdahl był "wielkim człowiekiem".

Dzisiejsza IKEA jest kierowana przez rodzinę Kamprada. Tak jak wiele innych szwedzkich marek, które stanowią część kreowanego na zewnątrz wizerunku Szwecji, IKEA utożsamia się z polityką państwa.

Pytanie jest, czy także poza granicami Szwecji może wymagać od zatrudnianych tam pracowników dzielenia swoich wartości?
Międzynarodowy Komitet Olimpijski podczas zgromadzenia członków MKOl-u w Lozannie zdecydował, że gospodarzami zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2026 roku będą Mediolan oraz Cortina d’Ampezzo. Fot. źródło: pixabay.com/pl/igrzyska-pierścienie-symbol-3169
Międzynarodowy Komitet Olimpijski podczas zgromadzenia członków MKOl-u w Lozannie zdecydował, że gospodarzami zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2026 roku będą Mediolan oraz Cortina d’Ampezzo. Fot. źródło: pixabay.com/pl/igrzyska-pierścienie-symbol-3169
Międzynarodowy Komitet Olimpijski podczas zgromadzenia członków MKOl-u w Lozannie zdecydował, że gospodarzami zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2026 roku będą Mediolan oraz Cortina d'Ampezzo. Włoska kandydatura okazała się lepsza od oferty Szwedów.

Za siedem lat zimowe igrzyska miały się rozgrywać w Sztokholmie, Åre i Falun. Ze względu na brak w Szwecji torów saneczkowych i bobslejowych Szwedzi postanowili, aby do swojej oferty organizacji zimowej olimpiady dodać Łotwę.

Niestety, niewiele to pomogło. Włosi w Lozannie zdobyli 47 głosów, Szwedzi 34. Taka porażka boli. Zwłaszcza, że stało się to już po raz szósty. W Szwecji panowało przekonanie, że mają szansę wygrać z Włochami walkę o organizację tej prestiżowej imprezy. Jednak porażka była owocem braku poparcia dla tej inicjatywy od zwykłych zjadaczy chleba.

Choć Szwedzki Komitet Olimpijski zapewniał, że nie otrzyma od państwa ani korony, to jednak większość Szwedów bała się, że ucierpią na tym budżety gmin i regionów. Taka obawa jest całkiem uzasadniona. Wiele szwedzkich gmin zmuszona jest do cięć wydatków na opiekę nad seniorami, opiekę zdrowotną czy oświatę. Brakuje środków z lokalnych podatków.

W gminach na północy kraju, z których do miast emigrują młodzi ludzie, miejsc pracy nie przybywa, ale za to przybywa nowych mieszkańców, którym trzeba zapewnić lokum i opierunek. Nie bez znaczenia była też kwestia bezpieczeństwa. Szwecja to jeden z europejskich krajów, w którym przypada najmniej policjantów na 100 tysięcy mieszkańców.

Zapewnienie ochrony uczestnikom zimowej olimpiady z pewnością osłabiłoby i tak już niski poziom bezpieczeństwa mieszkańców Falun czy Sztokholmu.

Szwedzkie władze liczyły, że zimowa olimpiada w Szwecji będzie znakomitą okazją do pokazania światu kraju, który - według nich - jest rajem na ziemi. Wynik głosowania w Lozannie przyniósł im rozczarowanie; gdyby był dla nich pomyślny, mógłby przynieść im wstyd o wiele większy niż ten podczas finałowej prezentacji szwedzkiej kandydatury.

Przedstawicielka samorządu Sztokholmu postanowiła zrobić coś według niej spontanicznego i co mogło być zauważone przez prezydium MKOL-u. Efekt był niestety żenujący.

Przemysław Gołyński
Midsommar, czyli bój o truskawkę. Fot: Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
Midsommar, czyli bój o truskawkę. Fot: Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
Pojutrze Szwedzi obchodzić będą swoje ulubione święto - Midsommar, czyli letnie przesilenie. W Szwecji jest bardziej popularne od Świąt Bożego Narodzenia.

Midsommar, wbrew pozorom nie jest odmianą naszej Nocy Kupały, choć posiada również częściowo pogańskie odniesienia. Bardziej związane jest z Nocą Świętojańską. Wcześniej obchodzono je zawsze 23 czerwca - na pamiątkę narodzin Jana Chrzciciela.

Od 1953 roku Midsommar jest w Szwecji ruchomym świętem, które przypada zawsze w sobotę między 20 a 26 czerwca. Wigilią tego święta jest Midsommarafton.

Jeżeli święta Bożego Narodzenia i Wielkiejnocy uchodzą za rodzinne to Midsommar obchodzi się tu wśród znajomych; koniecznie na łonie natury. Oprócz wspólnych zabaw, śpiewów i tańców wokół "majowego słupa", którego wierzchołek zdobi krzyż oraz zawieszone na nim dwa wianki, ważne są świąteczne potrawy.

Nie może zabraknąć młodych ziemniaków z koperkiem, śledzia w sosie śmietankowym, łososia i oczywiście truskawek. Ale uwaga: nie byle jakich!

Muszą być szwedzkie.

To znaczy: wyhodowane i zebrane w Szwecji, najlepiej pochodzące z lokalnych upraw.

"Szwedzkość" truskawek jest poddawana wyrywkowym kontrolom Urzędu Rolnictwa. W tym roku przeprowadzi się ponad 200 takich kontroli.

Bada się kolor, świeżość i rozmiar truskawek. Ich średnica nie może być mniejsza niż 18 mm. Szwedzkie truskawki charakteryzuje ładny kształt, dobry wygląd i - według samych Szwedów - wyjątkowy, słodki smak. Niektóre owoce poddawane są specjalistycznej kontroli w niemieckim laboratorium. Jeżeli okaże się, że truskawki są sprzedawane jako szwedzkie, ale faktycznie pochodzą z innego kraju, towar zostaje zarekwirowany, a sprzedającemu grozi grzywna.

- Klienci żądają, aby truskawki były szwedzkie. U innych handlarzy bywa z tym różnie - powiedział szwedzkiej telewizji Ferman Jabbar, który pozytywnie przeszedł próbę truskawkowego eksperta.

Sprzedawcy, mają świadomość jak ważne dla Szwedów jest to, że truskawki zakupione na Midsommar są szwedzkie. Niektórzy próbują zbić na tym dobry interes oferując im owoce np. z Polski. Przebicie jest wielokrotne. W sprzedaży szwedzkie truskawki, tuż przed Midsommar kosztują 80 koron za kilogram, czyli 32 złote.

Co ciekawe: za to, że Szwedzi mają fioła na punkcie zarówno szwedzkich truskawek, jak i rodzimych młodych ziemniaków, nikt nie robi im wyrzutów.

Nawet najbardziej polityczno-poprawni kulturo-marksiści, którzy od lat starają się wymazać Szwedom ze świadomości jakiekolwiek szwedzkie symbole czy zwyczaje - nie mają odwagi zabrać głosu.

Midsommar to jedyne święto, podczas którego Szwedzi zapominają o nakazach i zakazach; o kłótniach i problemach. Spotkanie na ulicy osoby pijanej, tej czy innej płci, traktują jako dowód, że Midsommar ma się dobrze.

Przemysław Gołyński
źródło: https://pixabay.com/pl/4099168/sabine_1603/(CC0 domena publiczna)
źródło: https://pixabay.com/pl/4099168/sabine_1603/(CC0 domena publiczna)
Szwecja jako kierunek turystyczny jest dla większości z nas wciąż droga. Tego lata jednak ze względu na rekordowo niską wartość korony w stosunku do złotówki urlop w Szwecji może okazać się tańszy niż kiedykolwiek.



Wiele osób pyta mnie często czy w Szwecji jest bezpiecznie. To kwestia dość złożona. Z pewnością poruszanie się po szwedzkich drogach jest bardzo bezpieczne: w ubiegłym roku liczba ofiar śmiertelnych wypadków drogowych w Szwecji wyniosła 287 osób. To o prawie dziesięć razy mniej niż w Polsce.

Jeżeli natomiast chodzi o bezpieczeństwo osobiste, to sprawy mają się zdecydowanie gorzej. Nie będę zanudzał statystyką, ale powszechnie wiadomo, że liczba przestępstw na tle seksualnym w Szwecji należy do najwyższych na świecie. Ryzyko, że staniemy się ofiarą wybuchu granatu jest, niestety, tak samo wysokie, jak... w Meksyku.


Żeby nie być gołosłownym, przytoczę kilka wybranych, odnotowanych przez policję zdarzeń kryminalnych z ostatnich trzech dni:
  • dwie strzelaniny w Uppsali

  • ciężko pobita konduktorka w pociągu

  • dwóch mężczyzn ostrzelanych w Malmö

  • napaść grupki mężczyzn na kobiety w Gävle

  • bijatyka z udziałem 15 osób w Uppsali

  • strzelanina w dzielnicy Sztokholmu, Tensta

  • próba zabójstwa w Helsingborgu

  • postrzelony mężczyzna na parkingu w Sztokholmie

  • strzelanina w Kalmar

  • postrzelony mężczyzna grożący wysadzeniem bomby na dworcu w Malmö

  • śmiertelna ofiara strzelaniny w Malmö

  • trzy nocne eksplozje w Malmö

  • podejrzany ładunek podłożony pod wejście do budynku policji w Linköping



To bilans zaledwie trzech dni.

Nietrudno zauważyć, że liczba zdarzeń kryminalnych jest niewątpliwie zatrważająca. Oczywiście; dla przeciętnego turysty w Szwecji ryzyko stania się ofiarą ww. przestępstw jest niewielkie, choć większe niż np. w Polsce.

Szwedzkie władze chcą za wszelką cenę utrzymać obraz Szwecji jako kraju spokojnego, gdzie bezpieczeństwo gwarantuje przyjaźnie nastawiona do ludzi policja. 
Niestety, spokojna Szwecja to już projekcja przeszłości. Natomiast funkcjonariusze policji są dziś często przepracowani i zestresowani. Nie ma się co im dziwić. Wielu z nich opuszcza szeregi i zmienia pracę na inną, bardziej przyjemną i bezpieczniejszą.


Na szczęście, niewielkie turystyczne miejscowości położone blisko jezior czy morza z reguły pozbawione są tych problemów, z którymi boryka się wiele szwedzkich miast.

I jeżeli mam coś polecić, to właśnie takie małe oazy spokoju. Tam oprócz przebywania z przepiękną i czystą naturą będziecie mogli poznać niezwykłą uczynność Szwedów i doświadczyć prawdziwej, tradycyjnej ”fika”.

Co to oznacza, dowiecie się na miejscu.

Przemysław Gołyński
Fot. Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
Fot. Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
Od 1916 roku 6. dzień czerwca obchodzony był jako Dzień Flagi Szwecji. W 1983 roku dzień ten zyskał status święta narodowego. W ten sposób chciano upamiętnić dzień objęcia tronu przez Gustawa Wazę w 1523 roku, po tym jak prowadzone przez niego powstanie odebrało władzę duńskiemu królowi i doprowadziło do końca Unii Kalmarskiej.

Dopiero w 2005 roku szósty dzień czerwca ogłoszono dniem wolnym od pracy.


Szwedzi od lat 90. ubiegłego wieku - choć do dziś są jednym z najbardziej etnocentrycznych narodów Europy - dość niechętnie celebrują 6 czerwca. Zwłaszcza na tle Norwegów Szwedzi wypadają blado.

Jedną z przyczyn, dlaczego nie okazują swojej dumy z historii swojego narodu, jest fakt, że przez ostatnie ponad sto lat - z niedługimi przerwami - kraj rządzony był przez socjaldemokrację i związki zawodowe.

Szwedzki ruch robotniczy przedkładał narodowy patriotyzm nad międzynarodową solidarność ludzi pracy. Po drugiej wojnie światowej Szwedom ciężko było być dumnymi - większość z nich podskórnie odczuwała winę i wstyd za pomoc rządu dla wojennej machiny III Rzeszy.


W latach 70. Szwecja za wszelką cenę chciała odgrywać rolę dobrego samarytanina i mocno postawiła na pomoc humanitarną dla krajów III Świata. Chętnie przyjmowano politycznych uciekinierów z Chile i Libanu.

W 1975 roku parlament zmienił wytyczne polityki imigracyjnej. Od tej chwili obcokrajowcy nie musieli się już asymilować. Postanowiono, że imigranci będą mogli wybierać czy chcą identyfikować się z szwedzką kulturą większości czy wolą zatrzymać i rozwijać własną kulturową tożsamość i język.

W późniejszych latach rozpoczęto wdrażanie polityki opartej na politycznej poprawności, według której wszystko, co kojarzy się z własną narodowością powinno być zastąpione czymś, co jest neutralne. Z czasem własna tradycja, kultura, narodowe symbole stały się dla Szwedów niewygodne i często były powodem do wstydu.


Obecnie tylko nieco 30 procent Szwedów deklaruje, że w różny sposób obchodzi narodowe święto. Kościół Szwecji, czyli ewangelicko-luterański ludowy Kościół do roku 2000 był instytucją państwową. Do dziś należy do niego prawie 6 milionów Szwedów. Jednak to właśnie Kościół Szwecji jest instytucją, która najchętniej zrywa historyczne i kulturowe więzy z szwedzkim narodem.

Coraz więcej parafii decyduje się odwoływać tradycyjne nabożeństwa dla uczniów kończących rok szkolny.


Kilka dni temu szwedzka biskup Eva Brunne stwierdziła, że czasami zauważa, że ma ona o wiele więcej wspólnego ze spotykanymi muzułmanami niż z konserwatywnymi chrześcijanami. Brunne podkreśliła - w wypowiedzi dla szwedzkiego radia - że w każdej religii można znaleźć skrajności. Chrześcijaństwo miało przecież swoje wojny krzyżowe, natomiast - zdaniem pani biskup - islamscy terroryści stanowią bardzo małą cząstkę wyznawców Mahometa.


Może dlatego część Szwedów woli brać udział 6 czerwca w Święcie Ognia kończącym ramadan niż obchodzić narodowe święto?

Przemysław Gołyński
Fot. Przemysław Gołyński
Fot. Przemysław Gołyński
Nękanie i prześladowanie w miejscu pracy osób pochodzenia żydowskiego ze względu na ich pochodzenie to nie mobbing, a przejaw antysemityzmu. Trwający od kilku lat proceder, jaki ma miejsce w renomowanym szwedzkim szpitalu próbują zatrzymać żydowskie organizacje oraz specjalny wysłannik administracji prezydenta Donalda Trumpa.

Rzecz dzieje się w Instytucie Karolinska; uniwersyteckim szpitalu, którego komitet co roku przyznaje Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny.

Na jednym z oddziałów szpitala pracuje pewien lekarz żydowskiego pochodzenia, który podlega dość osobliwemu ordynatorowi. Z pewnych źródeł dowiedziałem się niedawno, że jest nim syn południowoamerykańskiego imigranta-chirurga, który kiedyś operował samego Che Guevarę.

Ordynator do dziś nie ukrywa swoich lewackich sympatii i nienawiści do Żydów i państwa Izrael publikując w mediach społecznościowych antysemickie materiały.

Przez kilka lat mężczyzna - wraz z innymi pracownikami szpitala - systematycznie nękał i prześladował lekarza, a także jego żydowskich kolegów zatrudnionych w Instytucie Karolinska. Na widok lekarza ordynator miał w zwyczaju rzucać antysemickie epitety, jak na przykład ”idzie żydowskie ghetto”. Odmawiał mu wydania zgody na zagraniczny wyjazd na naukowe seminarium, przeszkadzał w kontaktach z pacjentami i w rozwijaniu jego kariery.

Sekowany lekarz już w 2017 roku powiadomił o sprawie władze tej prestiżowej placówki i związki zawodowe. Jednym z przedstawicieli związku okazał się być poplecznik ordynatora. Wszczęto nawet wewnętrzne śledztwo, które jednak nie przyniosło żadnych rezultatów, a sytuacja żydowskiego lekarza się nie poprawiła.

Sprawą zajęli się natomiast pracownicy Centrum Szymona Wiesenthala, którzy zażądali jesienią spotkania z kierownictwem Instytutu Karolinska. Próbowano potem ordynatorowi zaproponować zmianę miejsca zatrudnienia, ale ten stanowczo odmawiał. Minęło kilka miesięcy; władze szpitala wymienili co prawda kilku szefów kliniki, ale ci nowi wolą zachować lojalność wobec tych wcześniejszych.

Rabin Abraham Cooper z Centrum Szymona Wiesenthala - kilka tygodni temu - postanowił skontaktować się w tej sprawie z amerykańskim rządem. Elan Carr, specjalny pełnomocnik prezydenta Trumpa ds. Monitorowania i Walki z Antysemityzmem podjął odpowiednie kroki i natychmiast polecił pracownikom ambasady USA w Sztokholmie przeprowadzenie rozmowy z prześladowanym lekarzem.

Nie wiadomo jaki efekt przyniesie interwencja amerykańskiego rządu.

Tymczasem personel instytutu twierdzi, że w szpitalu wciąż panuje zmowa milczenia. Wydaje się także, że samorządowcy sprawujący zwierzchnią władzę nad Karolinska nie wierzą, że antysemickie prześladowania mogą mieć tam miejsca, bowiem placówka wdrożyła przecież "program zerowej tolerancji" dla tego rodzaju zachowań.

Jak widać walka z antysemityzmem, którego przecież w Szwecji nie ma, jest tak samo owocna, jak walka komunistów o pokój za czasów Związku Sowieckiego. Kilka dni temu premier Szwecji ogłosił, że w przyszłym roku odbędzie się w Malmö międzynarodowa konferencja poświęcona ofiarom Zagłady i problemowi antysemityzmu.

Założę się, że jej uczestnicy skoncentrują się na tych rasistach, których dobrze znają, czyli tych z USA, Francji, Wielkiej Brytanii.

I - rzecz jasna: z Polski!

Przemysław Gołyński
Kilka dni temu Helené Fritzon, ”jedynka” socjaldemokratów i była minister ds. imigracji, powiedziała w telewizji, że w Polsce wyrzucono dziennikarza mediów publicznych tylko za to, że chciał zaprosić do swojego programu... kobietę. źródło: https://www.fac
Kilka dni temu Helené Fritzon, ”jedynka” socjaldemokratów i była minister ds. imigracji, powiedziała w telewizji, że w Polsce wyrzucono dziennikarza mediów publicznych tylko za to, że chciał zaprosić do swojego programu... kobietę. źródło: https://www.fac
Za cztery dni wybierzemy 52 posłów do Parlamentu Europejskiego. 21 wybiorą Szwedzi. Czy będą to posłowie przychylni Polsce, czy też nie?

Ostatnie sondaże pokazują, że 26 maja Szwedzi zagłosują podobnie jak w wyborach parlamentarnych we wrześniu. Czyli, że większość głosujących poprze kandydatów centroprawicowych. Nie oznacza to jednak, że będą oni wspierać rozwiązania korzystne dla Polski.

Jeśli chodzi o takie kwestie jak relokacja uchodźców, polityka energetyczno-klimatyczna, praworządność czy wreszcie dyrektywa dotycząca pracowników delegowanych, którą Polska zaskarżyła do Trybunału Sprawiedliwości UE, to szwedzka centroprawica mówi tym samym głosem co socjaldemokraci. Może nie wypowiada się tak ostro, jak kandydaci partii rządzącej, którzy wprost mówią, że Polsce nie należy się ani grosz z funduszy strukturalnych, ale w sumie podzielają ten pogląd.

W szwedzkich mediach, które w większości finansowane są częściowo przez rządowe dotacje, a nawet te komercyjne, trwa w najlepsze nagonka na Polskę. Realizowane przez samorządy w Polsce inwestycje - dzięki wsparciu unijnych funduszy - przedstawia się niekiedy prawie jako nasze fanaberie.

Przekaz jest bardzo jasny: Polska, która wybrała sobie rząd, który dąży do autorytaryzmu i automatycznego wykluczenia się z europejskiej wspólnoty bogaci się naszym kosztem! Oprócz tego; nie zamyka kopalni węgla, nie pozwala kobietom przerywać ciąży, nie chce przyjmować uchodźców, prześladuje osoby LGBT i ogranicza wolność słowa.

Kilka dni temu Helené Fritzon, ”jedynka” socjaldemokratów i była minister ds. imigracji, powiedziała w telewizji, że w Polsce wyrzucono dziennikarza mediów publicznych tylko za to, że chciał zaprosić do swojego programu... kobietę. Chyba pani Fritzon, pomyliły się kontynenty, ale to do Szwedów trafia. Większość z nich jest bowiem zaprogramowana, żeby takie fake newsy płynące z ust przedstawiciela ”waadzy” przyswajać jako fakty.

Jedyna partia, która trzyma rezon i nie daje się podporządkować oficjalnej antypolskiej narracji, to Szwedzcy Demokraci. We wszystkich ww. kwestiach nie zgadzają się ze swoimi oponentami. Popiera ich około 18 procent wyborców - to 8 procent więcej niż pięć lat temu. Pozwoli im to na wprowadzenie, nie 2 deputowanych jak ostatnio, ale czterech.

Dobre i to.

Przemysław Gołyński
"Waterloo"- tą piosenką z finału Eurowizji w 1974 roku Abba rozpoczęła swoją światową karierę. Mało kto wie, że choć Szwedów ogarnęła prawdziwa duma ze zwycięstwa Abby, to grupa ta nie była początkowo tak popularna w Szwecji jak w innych krajach Europy. ż
"Waterloo"- tą piosenką z finału Eurowizji w 1974 roku Abba rozpoczęła swoją światową karierę. Mało kto wie, że choć Szwedów ogarnęła prawdziwa duma ze zwycięstwa Abby, to grupa ta nie była początkowo tak popularna w Szwecji jak w innych krajach Europy. ż
Szwedzi szaleją za Eurowizją. Do tego stopnia, że od kilkunastu już lat wyłonienie reprezentanta Trzech Koron jest procesem z udziałem widzów, który trwa kilka miesięcy. Koncert finałowy poprzedzają bowiem cztery konkursy, w których o dwa pierwsze miejsca walczy ośmiu wykonawców.

Artyści zajmujący w nich 3. i 4. miejsce trafiają do dodatkowego konkursu ”Ostatniej Szansy”, skąd czterech najlepszych kwalifikuje się do finałowej 12-tki. Wszystkie koncerty transmitowane są na żywo przez państwową telewizję. Ich oglądalność należy do najwyższych w Szwecji. Rekord padł w 2006 roku kiedy krajowy finał Melodifestivalen, czyli Festiwalu Melodii oglądało ponad 4 miliony 200 tysięcy widzów spośród 9 milionowej ludności.

Co roku podczas występu reprezentanta Szwecji na konkursie Eurowizji miasta pustoszeją, a większość Szwedów ogarnia festiwalowa histeria, którą skutecznie podgrzewają media.

"Waterloo"- tą piosenką z finału Eurowizji w 1974 roku Abba rozpoczęła swoją światową karierę. Mało kto wie, że choć Szwedów ogarnęła prawdziwa duma ze zwycięstwa Abby, to grupa ta nie była początkowo tak popularna w Szwecji jak w innych krajach Europy. Szwedzkie radio i telewizja bardzo niechętnie emitowały piosenki sympatycznego kwartetu.

Socjaldemokratyczne państwo wolało prezentować twórczość amatorów, którzy swój talent szlifowali w ludowych domach kultury w niewielkich miasteczkach. Annfrid, Benny, Björn i Agnetha byli na owe czasy zbyt ekstrawaganccy. Zbyt podobni do popowych zespołów z nielubianych Stanów Zjednoczonych czy Brytyjskiego Imperium. Dodatkowo wkrótce stali się bardzo bogaci.

Na szczęście nie uciekli ze Szwecji do "rajów podatkowych" i nie stali się - jak tenisista Björn Borg czy reżyser Ingmar Bergman - wrogami ludu. W kKilka miesięcy po udanym turnee w Australii - w 1977 roku - członkowie Abby zostali ostatecznie zaakceptowani przez władze i stali się wysokiej próby marką Szwecji.

Żaden z późniejszych pięciu szwedzkich zwycięzców Konkursu Eurowizji nie odniósł już takiego sukcesu. Mimo tego popularność Eurowizji wśród Szwedów wciąż jest wysoka, niezależnie od wieku, co może nas nieco jednak dziwić. No, ale: przecież są gusta i guściki.

Przemysław Gołyński
123456