Skandynawia po mojemu
Radio SzczecinRadio Szczecin » Skandynawia po mojemu
Polskie władze są oburzone odrzuceniem przez szwedzki sąd wniosku o aresztowanie Stefana Michnika, obywatela Szwecji, byłego stalinowskiego sędziego. We wtorek (19 lutego 2019) polskie MSZ wezwało w tej sprawie ambasadora Szwecji w Warszawie.

Czy próby polskiego wymiaru sprawiedliwości o wydanie przez Szwedów Polsce Stefana Michnika mają szanse na realizację?

Próby wpływania naszej dyplomacji na decyzje podjęte przez Sąd Rejonowy w Göteborgu są skazane na niepowodzenie. Szwedom wystarczy powołać się na niezależność sądu, co też ambasador Szwecji uczynił. Sędzia, który wydał odmowną decyzję w sprawie wydania Polsce, Stefana Michnika dopełnił tylko formalności.

Szwedzka prokuratura, która badała wniosek sądu wojskowego w Warszawie uznała, że zarzuty stawiane wobec byłego stalinowskiego sędziego są - według szwedzkiego prawa - bezzasadne. W optyce szwedzkich prokuratorów wniosek zawierał dość niejasno sprecyzowane zarzuty popełnienia przez Michnika kilkudziesięciu przestępstw sądowych.

W Polsce IPN uznał je, całkiem słusznie, za zbrodnie komunistyczne, wyczerpujące znamiona zbrodni przeciwko ludzkości.

Problem w tym, że szwedzka prokurator, która rozpatrywała wniosek, nie mogła dojść do podobnego wniosku. Nie zna bowiem dostatecznie dobrze szczegółów związanych z przestępstwami, jakich w latach 50. miał się dopuścić Stefan Michnik będąc sędzią stalinowskiego sądu wojskowego.

Prokurator Lena Medelius nawet nie musiała zgłębiać tej tematyki; nakaz aresztowania dotyczył bowiem obywatela Szwecji, którego obce państwo podejrzewa o zbrodnie popełnione prawie 70 lat temu. Do 2014 roku, każda bez wyjątku zbrodnia popełniona w Szwecji czy też ta popełniona za granicą przez szwedzkiego obywatela, ulegała po 25 latach przedawnieniu. Nie było więc w świetle szwedzkiego prawa podstaw formalno-prawnych, aby wszcząć procedurę ekstradycji Michnika do Polski.

Polskie MSZ powołuje się na fakt, że Szwecja była jednym z 60 krajów-sygnatariuszy Rzymskiego Statutu Międzynarodowego oraz, że tym samym zobowiązała się do przestrzegania jego postanowień. Mówią one m.in., że zbrodnie przeciwko ludzkości nie podlegają przedawnieniu.

Problem w tym, że jego postanowienia, które nabrały mocy prawnej w 2002 roku, dotyczą jedynie zbrodni popełnionych po tej dacie.

Nie ma co się łudzić, że rząd w Sztokholmie ruszy sumienie i pójdzie nam w tej sprawie na rękę. Nie zrobił tego w latach 80. kiedy Centrum Szymona Wiesenthala prosiło o pociągnięcie do odpowiedzialności karnej - mieszkających od zakończenia II wojny światowej w Szwecji - byłych estońskich i łotewskich kolaborantów podejrzanych o udział w Zagładzie Żydów.

Dlaczego zatem Szwedzi mieliby zmienić zdanie w przypadku Stefana Michnika, który w spokoju doczekuje swoich ostatnich dni w dobrze strzeżonym Domu Starców w Göteborgu?!

Nie zakupiliśmy przecież od Szwedów myśliwców, krążowników czy okrętów podwodnych. Nie wyraziliśmy chęci skorzystania ze szwedzkiego know-how w kwestii budowy naszej elektrowni atomowej. Nie chcemy zgodzić się na utrzymanie w naszym kraju tysięcy migrantów z Afryki czy Bliskiego Wschodu.

Ponadto nasz kraj rządzony jest przez opcję polityczną, która dla premiera Stefana Lövena stanowi zagrożenie dla postępowej Europy. My z kolei wciąż uważamy Szwecję za państwo prowadzące umiarkowaną politykę, zawsze nastawioną na kompromis.

Nie pamiętamy zazwyczaj, że szwedzki kompromis ma niezwykle wysoką cenę.

PRZEMYSŁAW GOŁYŃSKI
Krzyż Katyński w Szczecinie. Fot. Łukasz Szełemej [Radio Szczecin/Archiwum]
Krzyż Katyński w Szczecinie. Fot. Łukasz Szełemej [Radio Szczecin/Archiwum]
Co łączy mord katyński, krematoria w Treblince oraz wojnę domową w byłej Jugosławii? Według premiera Szwecji wszystkie te zbrodnie ludobójstwa są owocem konfliktów, których protoplastami byli prawicowi ekstremiści oraz nacjonaliści.

Stefan Löfven, w przemówieniu wygłoszonym podczas piątkowej konwencji wyborczej do europarlamentu, straszył odradzającym się w Europie nacjonalizmem. "Na jednym oddechu" przytoczył zbrodnie, które - jego zdaniem - stały się owocem konfliktów, do których doprowadzili prawicowi ekstremiści i nacjonaliści.


- Doświadczyliśmy tego na polach bitwy pod Verdun, widzieliśmy to przy komorach gazowych Treblinki, masowych grobach w lesie katyńskim i w byłej Jugosławii - powiedział Löfven.


Historia może się powtórzyć, dlatego w Unii Europejskiej powinien panować konsensus prowadzący do współpracy i wypracowania jednolitych rozwiązań. Jednak coraz częściej w Unii mamy do czynienia z konfliktem, a ten w efekcie może doprowadzić do jej rozpadu. Dlatego powinniśmy uczyć się od Szwedów jak utrzymać jedność.

Premier jako przykład podaje osiągnięte w styczniu porozumieniem z Liberałami i partią Centrum. Uniemożliwiło powstanie rządu centroprawicy z poparciem Szwedzkich Demokratów, którzy dla lewicy w Szwecji są uosobieniem wszelakiego zła.

Partia otrzymała łatkę nacjonalistów, a nawet faszystów; złożona jest w 80 procentach z byłych członków partii socjaldemokratycznej oraz centroprawicowej Umiarkowanej Partii Koalicyjnej. Dlatego - zdaniem Stefana Löfvena - wybory do Parlamentu Europejskiego powinni wygrać socjaldemokraci, bo tylko oni są w stanie zapewnić Europie pokój i bezpieczeństwo.

Jeśli przyjrzymy się temu, jak Szwecja radzi sobie obecnie z efektami polityki otwartych serc, gender czy polityki klimatycznej to łatwo jest dojść do wniosku, że na takie fanaberie mogą sobie pozwolić jedynie państwa bogate lub tak infantylne, jak Szwecja właśnie.

Koszty związane z prowadzeniem liberalnej polityki imigracyjnej sięgają w Szwecji ponad 1 procent PKB nie licząc strat moralnych mieszkańców tego kraju. Zniewieścienie społeczeństwa jest częścią składową polityki gender mającą na celu nie tylko ujednolicenie płci ale także doprowadzenie do dehumanizacji związków międzyludzkich. Wprowadzanie dalszych podwyżek podatków na paliwa kopalne zakończą się pogłębieniem dychotomii społecznej.


W trakcie trwania kadencji wybranego we wrześniu parlamentu najgłośniej słychać głosy szwedzkich polityków, którzy robią wszystko, aby zagwarantować sobie władzę na najbliższe lata. Dlatego strach przed nazizmem - oczywiście nie niemieckim - okazuje się najlepszym ostatnio narzędziem, aby wyeliminować politycznych konkurentów. Również tych z krajów jak Polska, Węgry czy ostatnio Włochy, które mają symbolizować strach przez obcymi, antysemityzm, populizm i nacjonalizm.

Niektórzy z nas dobrze pamiętają w jaki sposób straszono Polaków w PRL. Za Bieruta przeciwników politycznych nazywano kułakami lub szpiegami CIA, w latach 60. "wilczy bilet" otrzymywali niewygodni Gomułce wichrzyciele żydowskiego pochodzenia. Mlekiem i miodem płynąca Polska Gierka nie znosiła robotników-warchołów, a w latach 80. Jerzy Urban nazywał opozycjonistów ekstremą Solidarności.

PRZEMYSŁAW GOŁYŃSKI
Szwedzi są bardzo dumni z mięsa pochodzącego z rodzimych firm. Ich produkty są zawsze oznaczone naklejką na opakowaniu ”Kött från Sverige”, czyli: „Mięso ze Szwecji”. źródło: https://fransverige.se/
Szwedzi są bardzo dumni z mięsa pochodzącego z rodzimych firm. Ich produkty są zawsze oznaczone naklejką na opakowaniu ”Kött från Sverige”, czyli: „Mięso ze Szwecji”. źródło: https://fransverige.se/
Skandal w związku z ujawnieniem nielegalnego uboju chorych i padniętych krów w jednym w zakładów na Mazowszu przyniósł szkodę polskiemu rolnictwu przede wszystkim zagranicą.

239 kg niepewnego mięsa z Polski trafiło również do Szwecji; 100 kg skonsumowano w restauracjach i w szkolnych stołówkach Sztokholmu.

W Szwecji sprawę nagłośniono - chyba - jeszcze bardziej niż w Polsce. Nielegalna wołowina z jednej polskiej ubojni częściej gościła na ekranach szwedzkich telewizorów i w przekazach radiowych niż na stołach mieszkańców Szwecji. W głównych wydaniach wiadomości telewizji publicznej pokazywano fragmenty filmu zrealizowane przez dziennikarza „Superwizjera” okraszając je wypowiedziami przerażonych przechodniów szwedzkich miast, którzy opowiadali jak bardzo są tym faktem zszokowani.

Cieszące się wciąż w Szwecji dużą popularnością tabloidy publikowały - zachęcające do kupna gazety - tytuły jak np.: ”Chore mięso z Polski trafiło do Szwecji”, ”Trefne polskie mięso zjedzone w szwedzkiej restauracji”, ”80 szkół w Sztokholmie mogło otrzymać polskie mięso”.



Temat chorej wołowiny z Polski trafił na podatny grunt. Wegetarianie i weganie prowadzą w Szwecji od lat kampanie wymierzone w mięsożernych Szwedów. Próbują na różne sposoby obrzydzić jedzenie uwielbianych klopsików czy też steków z wołowej polędwicy. Bojówki nawiedzonych wegan atakują hodowców świń, krów, drobiu czy królików. Niektórym grożą pobiciem i śmiercią. Tylko w zachodniej części kraju odnotowano w ostatnich trzech latach ponad 200 przypadków gróźb i ataków na rolników.


Z nagonki na importowane z Polski mięso skorzystali też szwedzcy producenci mięsa. Po ostatniej suszy, wskutek której rolnikom brakowało paszy dla hodowanych zwierząt, część rogacizny i nierogacizny Szwedzi musieli przymusowo wybić, co skutkowało obniżeniem cen skupu i – tym samym - zalewem mięsa z lokalnych ubojni na sklepowych półkach.

I choć jest droższe nawet o 30 procent od wyprodukowanego na przykład w Danii lub Niemczech, cieszy się większym wzięciem.



Szwedzi są bardzo dumni z mięsa pochodzącego z rodzimych firm. Ich produkty są zawsze oznaczone naklejką na opakowaniu ”Kött från Sverige”, czyli: „Mięso ze Szwecji”. Naklejka daje nabywcom pewność, że mięso pochodzi z rodzimego chowu i że krowy, świnie i kurczaki zostały przetransportowane i „przetworzone” w szwedzkiej rzeźni zgodnie ze obowiązującymi tu wymogami i procedurami.

Podobnie oznaczone jest mleko, jajka czy ryby.

Szwedzi, którzy w Polsce uchodzą za ludzi otwartych i tolerancyjnych pokazują swój wrodzony szowinizm na przykładzie swoich produktów. Szczególnie mięsa. W ubiegłym roku protestowali przeciwko szwedzkiemu mięsu pakowanemu w Polsce - w należącej do Szwedów firmie przetwórstwa znajdującej się w Świnoujściu.



Dwa lata temu faktem zakupu przez gminę w Luleå mielonej wieprzowiny z Polski dla szkolnych stołówek, oburzeni byli socjaldemokratyczni radni. Żądali unieważnienia przetargu i rozpisania nowego z uwzględnieniem warunku; mięso ma pochodzić ze Szwecji.

W sukurs przyszli rodzice, którzy też domagali się wyłącznie szwedzkiego mięsa dla swoich dzieci. O jednolitych unijnych przepisach dotyczących organizowania przetargów przez samorządy we wszystkich krajach Unii nie chcieli słyszeć.

 Tysiące wpisów w internecie wydają się potwierdzać niechęć Szwedów do produktów pochodzących z Polski lub z innych krajów Wschodniej Europy.

Gdyby podobne treści pojawiły się w Polsce i dotyczyły szwedzkich produktów - byłyby przez Szwedów uważane za przejaw polskiego nacjonalizmu, ksenofobii i pewnie wyssanego z mleka matki antysemityzmu.

PRZEMYSŁAW GOŁYŃSKI
Były niemiecki obóz koncentracyjny Auschwitz. Fot. Tomasz Chaciński [Radio Szczecin/Archiwum]
Były niemiecki obóz koncentracyjny Auschwitz. Fot. Tomasz Chaciński [Radio Szczecin/Archiwum]
W Skandynawii słowa premiera Morawieckiego - wygłoszone podczas niedzielnych uroczystości z okazji 74. rocznicy wyzwolenia niemieckiego, nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau o tym, że "To Niemcy hitlerowskie a nie naziści, odpowiadają za Zagładę" - wywołały konsternację.

Słowa polskiego premiera szwedzcy komentatorzy wytłumaczyli narzuconą społeczeństwu historyczną narracją Prawa i Sprawiedliwości rodem z PRL-u. Szwedzka Agencja Informacyjna TT napisała, że komunistyczna propaganda wmawiała Polakom, iż "nie mają powodów, by się obwiniać za swoją postawę podczas II wojny światowej”, a przecież jest to sprzeczne z ustaleniami historyków, którzy twierdzą, że w Zagładzie Żydów aktywnie brały udział tysiące Polaków”.

Sugeruje się także, że polityka historyczna obecnego polskiego rządu jest ukłonem w stronę radykalnych nacjonalistów, których obecność na terenie obozu Auschwitz-Birkenau skrupulatnie odnotowano.

Cytując słowa premiera Morawieckiego o odpowiedzialności państwa niemieckiego i jego obywateli za zbrodnie ludobójstwa podczas ostatniej wojny światowej wykorzystano je do tego, by powtórzyć kłamstwa o domniemanym udziale Polaków w tym haniebnym procederze. To nie pierwszy raz, kiedy w szwedzkiej czy duńskiej prasie pojawiają się tego typu insynuacje.

Większość Szwedów zna historię raczej z literatury lub, co gorsza, z przekazów medialnych. Od dawna kojarzą oni Zagładę Żydów bardziej z Polską i Polakami aniżeli z oddziałami Einsatzgruppen, niemieckimi lager-komendantami, zakładami Siemensa czy IG Farben.

Aby pokazać jak to wygląda w praktyce posłużę się tu osobistym przykładem: znajoma dziennikarka, która przez wiele lat pracowała dla największych szwedzkich dzienników często powtarzała mi opowieść o tragicznym losie swojej rodziny. Mówiła, że jej dziadkowie mieszkali podczas wojny w miasteczku na południu Polski, skąd zostali wywiezieni do getta w Krakowie, którego komendantem był Polak.

Z getta wywieziono jej babcię do Auschwitz, a dziadka do obozu w Mauthausen-Gusen. Oboje przeżyli wojnę. Wrócili do swojego rodzinnego miasteczka w Polsce ale musieli szybko z niego uciekać. Sąsiad ostrzegł ich, że w okolicy grasują polscy partyzanci, którzy zabijają powracających do swoich domów Żydów. Para uciekła do Austrii, by po kilku latach osiedlić się w Izraelu.

Kiedy moja znajoma kilka dni temu powtórzyła tę historię postanowiłem zapytać o szczegóły. Okazało się, że miasteczko, w którym mieszkała jej rodzina to Prochowice na Górnym Śląsku, które do 1945 roku należało do Niemiec. Jak wszyscy wiemy krakowskim gettem, tak jak innymi gettami w Generalnej Guberni, zarządzały Judenraty. W Prochowicach po wojnie rządziła milicja, która pewnie nie rozróżniała czy powracający po wojnie mieszkańcy miasteczka to Żydzi czy Niemcy. Kiedy przytoczyłem mojej znajomej - szwedzkiej doświadczonej dziennikarce - powyższe fakty była zmieszana i nie wiedziała, co powiedzieć. Milczy do dzisiaj.

Niemcy są dla Szwedów bliscy, zarówno kulturowo jak i mentalnie. Były i są ich najważniejszym partnerem handlowym. Szwedzka neutralność polega na niemieszaniu się aktywnie w konflikty zbrojne. Od kiedy kraj ten dumnie szczyci się swoją neutralnością wielokrotnie pokazywał kogo potrafi wspierać - nawet, gdy ten ktoś prowadzi wojny. Nic zatem dziwnego, że Szwedzi opowiadając o koszmarze Zagłady częściej opowiadają o Polsce i Polakach niż o Niemcach.

Szkoda, że wciąż w Szwecji nie ma nikogo, kto twardo i głośno protestowałby przeciwko oszczerstwom, które godzą w dobre imię państwa polskiego i Polaków.

Osobiście nie wystarczają mi przeprosiny za ten czy inny artykuł, wysłane mailem, od tej czy innej redakcji. Polska ambasada w Sztokholmie od miesięcy pozostaje bez ambasadora. Szkoda.

PRZEMYSŁAW GOŁYŃSKI

*Svensson - jedno z najbardziej popularnych, szwedzkich nazwisk. Jak w Polsce: "Kowalski".
Uspakajająca barwa w nazwie partii tak jak i rastafariańska fryzura minister kultury, kojarzy się z beztroską wolnością. Czyli tym, za czym tęskni coraz więcej Szwedów. Fot: Kristian Pohl/Regeringskansliet
Uspakajająca barwa w nazwie partii tak jak i rastafariańska fryzura minister kultury, kojarzy się z beztroską wolnością. Czyli tym, za czym tęskni coraz więcej Szwedów. Fot: Kristian Pohl/Regeringskansliet
Ten rząd zrodził się w bólu, po wielu tygodniach politycznych targów i negocjacji - stawianych żądań i strojenia fochów. Stefan Löfven udowodnił, że jest graczem cierpliwym, gotowym dać ostatecznie przeciwnikowi coś, co ten uzna za swój sukces.

Zdobył poparcie Liberałów i obiecał być posłuszny pyszałkowatej liderce partii Centrum rozbijając tym samym programowy sojusz ugrupowań centroprawicy w Riksdagu.

Komunistom z partii Lewica, od których głosów w parlamencie zależało powodzenie tego projektu przysiągł, że nie posunie się do rzeczy niegodnych socjaldemokraty i nie zmieni przepisów prawa pracy - tak jak chcieli tego centro-liberałowie. Zrobił wszystko co mógł, by powstał prawie taki sam rząd, jakiemu szefował przez cztery lata poprzedzające ostatnie wybory. Z wypróbowanym już koalicjantem, czyli z partią Zielonych. Obdarował ich tekami wicepremiera, a także ministra środowiska, równouprawnienia, pomocy humanitarnej i kultury.

Oznacza to w praktyce, że w kwestii dla przyszłości Szwecji najważniejszej, czyli imigracji, nie zmieni się nic na korzyść mieszkańców tego kraju. Zarówno Zieloni jak i wspierająca nowy rząd partia Centrum domagają się, by tak jak uchodźcom, również i migrantom uciekającym z krajów, gdzie toczą się konflikty zbrojne, umożliwić staranie się o prawo do osiedlenia się w Szwecji na zasadzie łączenia rodzin.

Choć w ostatnich wyborach Partia Zielonych, ledwo co zdobyła wystarczającą ilość głosów, by znaleźć się w parlamencie, to jest ugrupowaniem, które socjaldemokratom daje niezbędny certyfikat "polityki-bio". Stefan Löven nie może bowiem nie być premierem rządu wyjątkowego i najlepszego na świecie. Bowiem tylko taki może najdzielniej walczyć o uratowanie klimatu dla planety Ziemia. Oprócz zielonego listka, koalicjant posiada gorące wręcz stosunki - z działającymi legalnie w Szwecji - organizacjami islamistycznymi.

Kiedy obecna minister równouprawnienia Åsa Lindhagen zasiadała w prezydium samorządu Sztokholmu, wielokrotnie lekką ręką przyznawała Islamic Relief -uznanej w Wielkiej Brytanii za organizację terrorystyczną - dotacje. Amanda Lind, na dzień przed powołaniem jej na stanowisko ministra kultury, wychwalała publicznie pod niebiosy swojego partyjnego kolegę Mehmeta Kaplana.

To on w 2014 roku został pierwszym islamistą w szwedzkim rządzie. Dwa lata później musiał ustąpić ze stanowiska ministra budownictwa po tym, jak ujawniono, że spotykał się w Turcji z faszystami z Szarych Wilków. Do ugrupowania tego należał swojego czasu Mehmet Ali Ağca, który dokonał nieudanego zamachu ns papieża Jana Pawła II. Do dziś dla szwedzkiej minister kultury Mehmet Kaplan jest "pionierem i bohaterem", który codziennie walczył o to, by realizować politykę Partii Zielonych.

O tym, jaką politykę będą realizowali Zieloni ministrowie w drugim rządzie Stefana Löfvena, nikt ze szwedzkich politologów nie ma wątpliwości. Uspakajająca barwa w nazwie partii jak i rastafariańska fryzura minister kultury kojarzy się z beztroską wolnością. Czyli tym, za czym tęskni coraz więcej Szwedów.

PRZEMYSŁAW GOŁYŃSKI
źródło: https://www.dn.se/
źródło: https://www.dn.se/
Atak szaleńca na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza odbił się głośnym echem w Skandynawii, zwłaszcza w Szwecji, która miała nieszczęście doświadczyć morderstw dwóch polityków w miejscach publicznych.

Prawdziwych sprawców zabójstwa premiera Olofa Palmego nie ujęto do dziś. Pomimo upływu prawie 33 lat od wieczoru, kiedy z rewolweru zamachowcy padły śmiertelne strzały przy Sveavagen, wciąż nie są znane motywy tego strasznego mordu. Pod uwagę brane są różne wersje, w tym i ta, jakoby socjaldemokratyczny premier padł ofiarą spisku oficerów sztabu generalnego szwedzkich sił zbrojnych, którzy chcieli w ten sposób uniemożliwić uleganie rządu moskiewskim wpływom.

Ostatnie miesiące przed zabójstwem Palmego poprzedzały niewybredne ataki prasowe pod jego adresem. Przedstawiciele opozycji jak i nieprzychylni socjaldemokratom publicyści wytykali premierowi uległość wobec Związku Sowieckiego i - jakoby zamierzoną - bezradność w stosunku do powtarzających się przypadków naruszeń integralności szwedzkich wód terytorialnych przez okręty podwodne obcych mocarstw. Panowało przekonanie, że jedyną osobą w kraju, która ma wątpliwość, co do kraju pochodzenia tych okrętów jest właśnie premier Palme.

Latem 1985 roku premier Szwecji lansował na forum ONZ autorską ideę basenu Morza Bałtyckiego, jako strefy wolnej od broni atomowej. Był świadomy przychylności Kremla dla tego pomysłu. W marcu 1986 roku, podczas oficjalnej wizyty w Moskwie miał otrzymać gwarancję od samego Gorbaczowa, że Sowieci poprą plan. Strzały przed kinem "Grand" zatrzymały go na zawsze w Szwecji. Jednak nikt po jego śmierci nie odważył się wprost oskarżać opozycji o podżeganie do zabójstwa.

We wrześniu 2003 roku, kiedy od ciosów zadanych nożem w jednej z galerii handlowych w Sztokholmie zginęła Anna Lindh, minister spraw zagranicznych Szwecji, kraj był w szoku. Nożownik zbiegł z miejsca zbrodni. Ujęto go dwa tygodnie później. Okazał się nim być serbski imigrant.

Początkowo nie przyznawał się do zabójstwa młodej polityk. Później, podczas procesu, winę za jej śmierć obarczał głosy, które jakoby miał słyszeć i które namawiały go do popełnienia morderstwa.

Kilka lat później przyznał w wywiadzie dla jednej z gazet, że w czasie popełnienia przestępstwa był bezrobotnym i załamanym człowiekiem, który gardził politykami. Kiedy zobaczył Lindh na schodach sklepu podjął natychmiast decyzję o ataku. Sądowi biegli, lekarze psychiatrii orzekli, że Serb jest zdrowy i skazano na dożywotnie więzienie.

Dziwić zatem może jak szybko dziś szwedzcy publicyści uznali zamach na życie prezydenta Adamowicza za mord polityczny oraz to, że motywem zabójcy miała być nienawiść do partii politycznej, której członkiem była wcześniej jego ofiara.

Niezależenie od tego, czym naprawdę kierował się morderca prezydenta Gdańska jego śmierć nie powinna być symbolem ofiary walki politycznej, która w Polsce - tak jak w innych krajach - toczy się codziennie.

Ostre słowa padają zbyt często po każdej ze stron politycznego sporu, równie, a może i bardziej dosadne padają także za Bałtykiem.

PRZEMYSŁAW GOŁYŃSKI
Margot Wallström. źródło: www.regeringen.se/
Margot Wallström. źródło: www.regeringen.se/
Szwedzkie Ministerstwo Spraw Zagranicznych podsumowało dwuletnią kadencję Szwecji, jako stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ.



W zamieszczonym na stronie internetowej rządu komunikacie możemy przeczytać, jak dzielnie Szwecja walczyła o pokój i bezpieczeństwo na świecie oraz aktywnie działała na rzecz przestrzegania prawa międzynarodowego. Bezwarunkowo broniła wolności i równouprawnienia kobiet oraz podejmowała liczne kroki na rzecz pokoju, w szczególności na Bliskim Wschodzie.

To tylko niektóre z 10 wymienionych w tekście punktów mówiących o sukcesach i wysiłkach Szwecji w roli członka Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Trzeba przyznać, że niewątpliwym sukcesem Margot Wallström, szefowej szwedzkiej dyplomacji - byłego, ale wciąż urzędującego rządu - było doprowadzenie w grudniu do rozmów pokojowych pomiędzy stronami wojny domowej w Jemenie. Osiągnięte w Sztokholmie porozumienie pozwoliło na wymianę jeńców i chwilowe zawieszenie broni.



Szwecja, aspirująca do bycia humanitarnym mocarstwem świata z pierwszym i jedynym na naszej planecie feministycznym rządem, tak jak każdy kraj, prowadzi politykę nastawioną na zabezpieczenie własnych interesów. Rząd Stefana Löfvena starał się wykorzystać międzynarodowy prestiż ONZ do umocnienia pozytywnego wizerunku Szwecji na świecie. W rządowy program pomocy humanitarnej SIDA pompowane są rok w rok miliardy koron, które zasilają agendy ONZ. Dzięki temu Szwedom jest znacznie łatwiej eksportować ideologię gender, na której punkcie mają obsesję, oraz siać wizję klimatycznego armagedonu. 



Ważnym celem szwedzkiej polityki zagranicznej jest pomoc Palestyńczykom. W 2014 roku Szwecja oficjalnie uznała Palestynę za państwo. Pomoc finansowa udzielona Autonomii Palestyńskiej w ciągu ostatnich czterech lat zamknie się w tym roku sumą 150 milionów euro. Pomocowe środki ze Szwecji często trafiają do organizacji mających powiązania z terrorrystami Hamasu. 



Choć pani Wallström równouprawnienie kobiet traktuje jako świętość, nie przeszkadza jej to w utrzymywaniu ciepłych kontaktów z rządami krajów arabskich, gdzie często kobiety są dyskryminowane. Wallström wręcz promowała, by Arabia Saudyjska została członkiem ONZ-owskiej Komisji ds. Kobiet. Kraj, w którym aktywistki walczące o prawa kobiet poddawane są torturom, w tym wstrząsom elektrycznym.



Gdy w lipcu 2017 roku Szwecja przejęła przewodnictwo w Radzie Bezpieczeństwa - ONZ nie podjęła działań w sprawie podjęcia rezolucji potępiającej prześladowania i mordowania przez ISIS tysięcy chrześcijan w Syrii, Iraku, Iranie, Sudanie, Afganistanie czy Somalii. Nie zrobił tego, w przeciwieństwie do Sejmu, również szwedzki parlament, który uznał, że nie może pełnić roli sądu.

Rząd w Sztokholmie powołał natomiast w 2016 roku swojego przedstawiciela w działającej u boku ONZ międzynarodowej Organizacji Współpracy Islamskiej. Jego zadaniem ma być ujawnianie przejawów islamofobii i antysemityzmu na świecie.

Niestety, tragedia chrześcijan na Bliskim Wschodzie wydała się szwedzkim władzom problemem błahym, na którym nie można było zbić kapitału politycznego.

PRZEMYSŁAW GOŁYŃSKI
Fot: www.pixabay.com/
Fot: www.pixabay.com/
W tym roku z pewnością doczekamy się decyzji duńskiego rządu w sprawie budowy odcinka gazociągu Nord Stream 2 w okolicach wybrzeży Bornholmu. Kopenhaga do tej pory unikała podjęcia w tej sprawie ostatecznej decyzji, czekając na wspólne stanowisko zarówno Rady Europy, jak i Parlamentu Europejskiego.

Poza tym możemy się spodziewać, że tak jak w 2018 roku, rząd Larsa Lokke Rasmussena, dalej będzie prowadził ostrą politykę migracyjną oraz podejmował odważne działania mające na celu przeciwdziałanie tworzeniu się społeczeństw alternatywnych.

Nowa koalicja rządowa w Norwegii

Norwegowie otrzymają niebawem nowy rząd koalicyjny. Rozmowy w tej sprawie właśnie się rozpoczęły. Jeśli zakończą się sukcesem do obecnego rządu premier Erny Solberg, przyłączy się Chrześcijańska Partia Ludowa, co będzie oznaczać, że po ośmiu latach Norwegią ponownie będzie miała rząd większościowy.

Choć Norwegowie obawiają się w tym roku wzrostu cen prądu oraz niepokoją ich spadki na giełdzie, to nic nie wskazuje, by ich sytuacja finansowa miała się znacznie pogorszyć. Jednak aby przyszłym pokoleniom żyło się równie dobrze jak dziś, norweska premier w przemówieniu noworocznym zaapelowała do swoich rodaków, by postarali się o to, by na świat przychodziło więcej Norwegów.

Fiński prezydent obawia się populistów

Finowie coraz częściej wyrażają swoją niechęć z powodu obecności w kraju uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki. Wrogo nastawione do imigrantów ugrupowania nacjonalistyczne organizowały w ubiegłym roku wiele demonstracji i pochodów, dając wyraz swojemu niezadowoleniu z obecnej polityki fińskiego rządu. Na początku grudnia fińską opinię publiczną oburzyły informację o kilku przypadkach gwałtów na nieletnich na północy kraju, jakich mieli się dopuścić imigranci.

Prezydent republiki Sauli Niinistö obawia się, że takie nastroje, będą również podgrzewane przez współtworzących obecny rząd polityków partii Prawdziwych Finów. Jesienią prezydencję w Radzie Europy przejmie Finlandia. Fiński rząd zapowiedział w związku z tym, że położy główny nacisk na politykę klimatyczną.

Szwedzi czekają na nowy rząd

Choć Szwedzi we wrześniu wybierali nowy parlament to tamtejszym politykom, wciąż nie udało się powołać nowego rządu. Zarówno centrolewica, jak i partie tworzące blok centroprawicowego sojuszu otrzymały niemal identyczne poparcie wyborców. Szybkie utworzenie rządu byłoby możliwe z poparciem prawicowej partii Szwedzkich Demokratów, jednak żaden z politycznych bloków, nie chce z nimi współpracować. Nic nie wskazuje na to, by największe partie w parlamencie miały porozumieć się między sobą w sprawie utworzenia rządu ponad podziałami. Dotychczasowe próby zakończyły się fiaskiem, co może oznaczać, że wczesną wiosną dojdzie do rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych. Największe szanse skorzystania na tym, mają socjaldemokraci oraz partia Szwedzkich Demokratów.

Choć krajem rządzi gabinet odwołanego przez parlament premiera Stefana Löfvena, który nie posiada mandatu do podejmowania ważnych dla przyszłości kraju decyzji, to pod koniec grudnia rząd nominował dwóch nowych sędziów Sądu Najwyższego. Jakoś wcale mnie nie dziwi, że na razie ani szwedzka opozycja, ani Unia Europejska nie oprotestowała tych nominacji.

Przyszły nowy szwedzki rząd będzie musiał szybko podjąć decyzję w sprawie przepisów prawa migracyjnego. W lipcu przestanie bowiem obowiązywać wprowadzone niespełna trzy lata temu tymczasowe prawo do stałego pobytu dla uchodźców. Stało się to po tym, kiedy urzędnicy migracyjni z powodu napływu tysięcy uchodźców, nie byli w stanie dokładnie rozpatrywać ich wniosków o udzielenie im schronienia. Jeśli, nie uda się przedłużyć tych obostrzeń, to wszyscy przybyli po 2016 roku do Szwecji uchodźcy oraz ich rodziny automatycznie otrzymają prawo do stałego pobytu.

Szwecja wciąż nie radzi sobie z walką z przestępczością. Policja nie jest na tyle silna, by zapewnić bezpieczeństwo mieszkańcom dzielnic miast zamieszkanych przez imigrantów. Sprawcy przestępstw pozostają bezkarni wobec prawa, dzięki czemu stają się coraz bardziej zuchwali. Tworzą, coraz to nowe struktury, a ich działalność przybiera nowe formy.

Możemy niestety być pewni, że informację o niepokojach w Szwecji w tym roku, będą pojawiały się częściej, niż miało to miejsce w latach ubiegłych.

PRZEMYSŁAW GOŁYŃSKI
flag-1536905 1280
123456