Wczesnym popołudniem w Afganistanie żołnierze pożegnają plutonowego Marcina Porębę, sapera z 5. Pułku Inżynieryjnego w Podjuchach, który zginął w wyniku eksplozji ładunku wybuchowego.
Generał Stanisław Koziej uważa, że wczorajszy atak na polski konwój w Afganistanie świadczy, iż talibowie stają się coraz groźniejsi. Podczas zamachu skutecznie został zaatakowany transporter opancerzony Rosomak, odporny do tej pory na broń partyzantów. Zdaniem generała Kozieja, polski kontyngent w Afganistanie czekają coraz trudniejsze czasy.
Podpułkownik Dariusz Kacperczyk - rzecznik Dowództwa Operacyjnego - powiedział, że na razie trudno jest ocenić, jak duży ładunek wybuchowy podłożyli talibowie. Ma to ustalić pracujący na miejscu specjalny zespół. Pułkownik Kacperczyk poinformował, że ciało poległego żołnierza zostanie przywiezione do kraju w ciągu najbliższych dni. Pięciu rannych w ataku żołnierzy jest pod opieką lekarzy. Być może trzech z nich niedługo będzie mogło wrócić do służby w bazie Giro.
Wczorajszy atak na polskich żołnierzy był prawdopodobnie wcześniej przygotowany i starannie przemyślany - uważa Wojciech Łuczak, ekspert wojskowy z miesięcznika "Raport". Zdaniem redaktora naczelnego gazety, kołowy transporter Rosomak wyleciał w powietrze, ponieważ talibowie dużo wcześniej podłożyli i dobrze ukryli ładunek - tak zwany fugas.
W opinii Wojciecha Łuczaka atak na polski patrol był celowy. Naczelny "Raportu" przypomniał, że do tej pory Rosomaki ostrzeliwane z granatników przeciwpancernych, nie robiły szkody żołnierzom. Łuczak przekonuje, że mimo śmierci jednego żołnierza, Rosomak z tej "potyczki" wyszedł zwycięsko. Gdyby żołnierze jechali innym pojazdem, doszłoby do większej tragedii.
Bogdan Klich uważa, że transportery opancerzone rosomak, których używają polscy żołnierze w czasie misji w Afganistanie, są najlepszymi pojazdami tego typu, które nasz kraj mógł tam wysłać. Zdaniem ministra obrony, który właśnie wrócił z Afganistanu z bazy Giro, w tym wypadku nie można jednak mówić, że Rosomak zawiódł.
Do ataku doszło wczoraj wieczorem czasu lokalnego, 3 kilometry od górskiej bazy Giro, w której stacjonuje około 100 Polaków. W wyniku ataku zginął plutonowy Marcin Poręba z V Pułku Inżynieryjnego w Podjuchach w Szczecinie, pięciu żołnierzy zostało rannych. Plutonowy Marcin Poręba, to jedenasta ofiara afgańskiej wojny w polskich szeregach. 15 września skończyłby 32 lata. Osierocił 7-letniego syna - mówi oficer prasowy V pułku major Zbigniew Kosztowny. Plutonowy Marcin Poręba pochodził spod Lublina.
Unia Europejska złożyła Polsce kondolencje w związku ze śmiercią naszego żołnierza, który zginął wczoraj w Afganistanie. Poinformował o tym minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który uczestniczy w spotkaniu unijnych szefów dyplomacji w Sztokholmie.
Podpułkownik Dariusz Kacperczyk - rzecznik Dowództwa Operacyjnego - powiedział, że na razie trudno jest ocenić, jak duży ładunek wybuchowy podłożyli talibowie. Ma to ustalić pracujący na miejscu specjalny zespół. Pułkownik Kacperczyk poinformował, że ciało poległego żołnierza zostanie przywiezione do kraju w ciągu najbliższych dni. Pięciu rannych w ataku żołnierzy jest pod opieką lekarzy. Być może trzech z nich niedługo będzie mogło wrócić do służby w bazie Giro.
Wczorajszy atak na polskich żołnierzy był prawdopodobnie wcześniej przygotowany i starannie przemyślany - uważa Wojciech Łuczak, ekspert wojskowy z miesięcznika "Raport". Zdaniem redaktora naczelnego gazety, kołowy transporter Rosomak wyleciał w powietrze, ponieważ talibowie dużo wcześniej podłożyli i dobrze ukryli ładunek - tak zwany fugas.
W opinii Wojciecha Łuczaka atak na polski patrol był celowy. Naczelny "Raportu" przypomniał, że do tej pory Rosomaki ostrzeliwane z granatników przeciwpancernych, nie robiły szkody żołnierzom. Łuczak przekonuje, że mimo śmierci jednego żołnierza, Rosomak z tej "potyczki" wyszedł zwycięsko. Gdyby żołnierze jechali innym pojazdem, doszłoby do większej tragedii.
Bogdan Klich uważa, że transportery opancerzone rosomak, których używają polscy żołnierze w czasie misji w Afganistanie, są najlepszymi pojazdami tego typu, które nasz kraj mógł tam wysłać. Zdaniem ministra obrony, który właśnie wrócił z Afganistanu z bazy Giro, w tym wypadku nie można jednak mówić, że Rosomak zawiódł.
Do ataku doszło wczoraj wieczorem czasu lokalnego, 3 kilometry od górskiej bazy Giro, w której stacjonuje około 100 Polaków. W wyniku ataku zginął plutonowy Marcin Poręba z V Pułku Inżynieryjnego w Podjuchach w Szczecinie, pięciu żołnierzy zostało rannych. Plutonowy Marcin Poręba, to jedenasta ofiara afgańskiej wojny w polskich szeregach. 15 września skończyłby 32 lata. Osierocił 7-letniego syna - mówi oficer prasowy V pułku major Zbigniew Kosztowny. Plutonowy Marcin Poręba pochodził spod Lublina.
Unia Europejska złożyła Polsce kondolencje w związku ze śmiercią naszego żołnierza, który zginął wczoraj w Afganistanie. Poinformował o tym minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który uczestniczy w spotkaniu unijnych szefów dyplomacji w Sztokholmie.

Radio Szczecin