Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożył w prokuraturze zarząd Spółdzielni Mieszkaniowej "Uniwersytet".
Według prezesa Wspólnoty, ktoś przechwytywał powiadomienia o kolejnych rozprawach w procesie przeciwko spółdzielni. Bernard Cieloszyk podkreśla, że z tego powodu jej zarząd stracił szansę na obronę i w efekcie został skazany na spłatę kilkusettysięcznego długu.
Przez kilka dni z powodu zadłużenia - konta spółdzielni były zablokowane przez komornika, a do lokatorów trafiły żądania zapłaty czynszu na konto windykatora. Jednak w ubiegłym tygodniu sąd apelacyjny zdecydował o odblokowaniu rachunków Wspólnoty.
Komornik miał odzyskać od spółdzielni blisko 900 tysięcy złotych w wyniku procesu wytoczonego przez prywatną firmę. Wyrok został wydany zaocznie. Na żadnej z rozpraw nie było członków zarządu spółdzielni, ponieważ nie dotarły do nich wezwania do sądu.
Jak mówi prezes "Uniwersytetu" Bernard Cieloszyk, korespondencję ktoś celowo przechwytywał. - Nie było dziełem przypadku, że ta dokumentacja zginęła, dlatego, że nie zginął jeden dokument, ale trzy dokumenty nie dotarły do spółdzielni - informuje Cieloszyk.
Cieloszyk jest pewien, że gdyby spółdzielnia wiedziała o procesie skutecznie obroniłaby się przed wizytą komornika. - Te roszczenie było już przedawnione, czyli jedynym sposobem, żeby cokolwiek uczynić w tym zakresie było przechwycenie dokumentacji kierowanej ze spółdzielni, bo inaczej nie wnikając w meritum sprawy, spółdzielnia mogła się skutecznie obronić zarzutem przedawnienia - mówi Cieloszyk.
Bernard Cieloszyk zapowiada, że prawdopodobnie już we wrześniu proces ruszy ponownie. Prezes spółdzielni dodaje, że podejrzewa, kto przejmował pisma z sądu. nie chce jednak zdradzić nazwiska tej osoby.
Przez kilka dni z powodu zadłużenia - konta spółdzielni były zablokowane przez komornika, a do lokatorów trafiły żądania zapłaty czynszu na konto windykatora. Jednak w ubiegłym tygodniu sąd apelacyjny zdecydował o odblokowaniu rachunków Wspólnoty.
Komornik miał odzyskać od spółdzielni blisko 900 tysięcy złotych w wyniku procesu wytoczonego przez prywatną firmę. Wyrok został wydany zaocznie. Na żadnej z rozpraw nie było członków zarządu spółdzielni, ponieważ nie dotarły do nich wezwania do sądu.
Jak mówi prezes "Uniwersytetu" Bernard Cieloszyk, korespondencję ktoś celowo przechwytywał. - Nie było dziełem przypadku, że ta dokumentacja zginęła, dlatego, że nie zginął jeden dokument, ale trzy dokumenty nie dotarły do spółdzielni - informuje Cieloszyk.
Cieloszyk jest pewien, że gdyby spółdzielnia wiedziała o procesie skutecznie obroniłaby się przed wizytą komornika. - Te roszczenie było już przedawnione, czyli jedynym sposobem, żeby cokolwiek uczynić w tym zakresie było przechwycenie dokumentacji kierowanej ze spółdzielni, bo inaczej nie wnikając w meritum sprawy, spółdzielnia mogła się skutecznie obronić zarzutem przedawnienia - mówi Cieloszyk.
Bernard Cieloszyk zapowiada, że prawdopodobnie już we wrześniu proces ruszy ponownie. Prezes spółdzielni dodaje, że podejrzewa, kto przejmował pisma z sądu. nie chce jednak zdradzić nazwiska tej osoby.

Radio Szczecin