Skandynawia po mojemu
Radio SzczecinRadio Szczecin » Skandynawia po mojemu
żródło: //commons.wikimedia.org.
żródło: //commons.wikimedia.org.
W niedziele minie 35 lat od zamachu na życie premiera Szwecji Olafa Palmego.

Nie będę jednak szukał dziś możliwych motywów tego morderstwa, które rozegrało się na oczach kilkudziesięciu osób pół godziny przed północą na ulicy centrum Sztokholmu. Nie będę też dociekał, dlaczego organom ścigania nigdy nie udało się ustalić kim był zamachowiec i komu być może zależało, żeby nigdy nie został zdemaskowany. Postaram się za to przybliżyć Państwu sylwetkę zamordowanego w 1986 roku premiera Szwecji.

Przodkowie ikony szwedzkiej socjaldemokracji wywodzili się po części z fińskiej i łotewskiej szlachty. Młody Olof dorastał w dobrobycie i bez jakichkolwiek trosk. Po odbyciu służby wojskowej wyjechał pod koniec lat 40. studiować do Stanów Zjednoczonych gdzie został magistrem Sztuk Pięknych. Na miesjcu zobaczył na własne oczy problem nierówności społecznych. Po powrocie do Szwecji studiował również prawo. Był popularny wśród studenckiej braci i szybko został przewodniczącym Zjednoczonego Związku Studentów. Odbył twtedy wiele podróży za Żelazną Kurtynę oraz do Azji gdzie skonfrontował się z konsekwencjami zachodniego kolonializmu. W 1954 roku rozpoczęła się jego kariera polityczna.

Jako młody, wrażliwy i inteligentny urzędnik zatrudniony w Ministerstwie Obrony zwrócił uwagę ówczesnego premiera - Tage Erlandera, i szybko stał się jego najbliższym współpracownikiem. Przez niego namaszczony objął w 1969 roku funkcję przewodniczącego partii Socjaldemokratycznej oraz automatycznie stanowisko szefa rządu. Pracując przez lata w m.in. wojskowym wywiadzie Palme, był świadomy rosnącej potęgi gospodarczej Szwecji oraz wynikających z tego zagrożeń. Za pomocą nielegalnych podsłuchów śledził szwedzkich komunistów planujących przejmowanie lokalnych struktur wiązków zawodowych. Temperował wybujałe ambicje rodzimych przedsiębiorców branży obronnej. Mniej lub bardziej skutecznie temeprował wpływy światowych mocarstw. Nawet będąc zagorzałym przeciwnikiem wojny wietnamskiej podtrzymywał zapocząrkowaną przez swojego mentora tajną współpracę ze Stanami Zjednoczonymi.

W latach 80. przymykał oczy na finansowany przez amerykańskie służby przemyt materiałów i urządzeń poligraficznych dla polskiej opozycji.

Robił też wiele, aby zmienić charakter swoich rodaków. Uważał. że imigranci nie tylko przyczynią się do ekonomicznego rozwoju Szwecji, ale z czasem zmienią również ksenofobiczny stosunek Szwedów do obcych.

- My z taką łatwością powtarzamy, że wszystko co szwedzkie jest najpiękniejsze i że Ci, którzy przyjeżdżają się tu osiedlić powinni być nam za to dozgonnie wdzięczni. Dorastałem z takimi oczekiwaniami, i wiem, że życie z nami nie należy do najłatwiejszych, mówił Palme w szwedzkiej telewizji w 1977 roku.

Olof Palme, do ostatnich swoich dni wierzył, że można w sposób pokojowy uprawiać politykę dla dobra zwykłych zjadaczy chleba, za co niestety zapłacił najwyższą cenę.

Dzisiejsza Szwecja pełna jest pustych haseł i frazesów, które mogą kojarzyć się z wartościami które były bliskie Palme, jednak jego spuścizny nigdy Szwedom nie udało się zagospodarować.
źródło:pixabay.com/pl/photos/mężczyzna-noc-ciemność-światło-2013929/
źródło:pixabay.com/pl/photos/mężczyzna-noc-ciemność-światło-2013929/
Szwedzi poddawani są praniu mózgu, strategia Urzędu Zdrowia Publicznego zakładała poświęcenie życia osób starszych i uzyskania odporności stadnej a jej autorzy powinni zostać postawieni przed Trybunałem Praw Człowieka.

Tego rodzaju komentarze można przeczytać w postach członków zamkniętej grupy na Facebooku zrzeszającej dwustu kontestatorów szwedzkiego modelu przeciwdziałania skutkom pandemii koronawirusa.

Jej członkowie byli wielokrotnie cytowani przez renomowane i opiniotwórcze światowe media co nie umknęło uwadze dziennikarzom szwedzkiego radia. Ci postanowili się jej bliżej przyjrzeć. Wynik dziennikarskiego śledztwa brzmiał: to zorganizowana kampania dezinformacyjna, której celem jest wpływanie na światową opinię i politykę rządów innych państw wobec Szwecji.

Materiał dziennikarzy publicznego radia wywołał także reakcje minister ds. badań naukowych, która potępiła rzekome groźby wobec ekspertów Urzędu Zdrowia Publicznego oraz naukowców, które miały wynikać z reakcji czytelników na materiały publikowane przez członków tajnej grupy na Facebooku.

W mediach podniosły się głosy publicystów, którzy uznali to za mowę nienawiści i przykłady szkalowania dobrego imienia Szwecji. Trzeba wiedzieć, że wśród Szwedów panuje powszechne przekonanie, że ten, kto mówi za granicą źle na temat Szwecji, zasługuje na potępienie społeczeństwa. Ostatni raz mówił o tym w 1995 roku publicznie premier Göran Persson grożąc każdemu politykowi, który się tego dopuści, przysłowiowym wypalaniem żelazem.

Reakcja szwedzkiego establishmentu na krytykę ludzi kontestujących działania władz związanych z pandemią jest co najmniej zdumiewająca. Tym bardziej trudno ją wytłumaczyć w kontekście wyroku polskiego sądu w sprawie autorów książki "Dalej jest noc", który wywołał w Szwecji wielkie emocje, nie tylko w mediach.

Minister szkolnictwa Anna Ekström oraz Matilda Ernkrans minister ds. badań naukowych w związku z wyrokiem sądu nakazującym autorom książki przeproszenie za nieścisłości opublikowały na stronie internetowej rządu oświadczenie. Jego wydźwięk jest mniej więcej taki.

Jeżeli nie wiecie jak powinny wyglądać badania naukowe nad Holokaustem, to zapraszamy w październiku do Malmö na konferencję poświęconą zwalczaniu antysemityzmu. Przypominamy, że musimy wciąż pamiętać o historii Zagłady, aby ta nasza wspólna straszna przeszłość nigdy nie została zapomniana a pamięć, o niej mogła być zniekształcona.

Insynuacje szwedzkiego rządu nie spotkały się do tej pory z odpowiedzią ze strony polskiej ambasady w Sztokholmie.
źródło://pixabay.com/pl/users/jarmoluk
źródło://pixabay.com/pl/users/jarmoluk
U naszych północnych sąsiadów rynek zakładów buchmacherskich przypomina szwedzki stół na raucie organizowanym przez państwową spółkę. Do 2019 roku panowała na nim prawdziwa wolnoamerykanka.

Rozgrywki piłki nożnej, koszykówki a później również hokeja na lodzie, były wręcz przesiąknięte korupcją. Do ustawiania meczów najczęściej dochodziło w Superettan, czyli odpowiedniku naszej I pierwszej ligi piłki nożnej.

Szwedzcy działacze sportowi i przede wszystkim politycy, długo nie dopuszczali do świadomości faktu, że w kraju, który ma uchodzić za jeden z najmniej skorumpowanych na świecie, ustawianie meczów to codzienność. Ta smutna rzeczywistość nijak pasowała do ich wyobrażeń o tym, jak ma działać w Szwecji sport, który odgrywa w tym kraju szczególnie ważną społecznie rolę. Milczeli i przymykali na to oko również sportowcy, bo wywierana na nich presja i groźby przestępców były wobec nich równie skuteczne, jak wizyty w latach 90. żołnierzy tzw. mafii pruszkowskiej u restauratorów na warszawskiej starówce. Niektórzy z nich nie mieli skrupułów i świadomie zarabiali na nieczystej grze.

Naiwność instytucji szwedzkiego państwa, skrzętnie wykorzystały zorganizowane grupy przestępcze, które obok wymuszania haraczy i handlu narkotykami łatwo opanowały również zakłady bukmacherskie. Z medialnych doniesień wynika, że w tej branży wyspecjalizowały się gangi złożone głównie z imigrantów pochodzących z Bałkanów.

Jeszcze do niedawna za udział w nielegalnych bukach lub ustawianiu meczu nie można było nikogo ścigać i – co więcej – oczekiwać, że ktoś zostanie przez sąd skazany. Brakowało narzędzi prawnych. Wyraźnie pokazał to przebieg rozprawy sądowej dotyczącej próby przekupienia w 2017 roku rezerwowego bramkarza drużyny sztokholmskiego klubu AIK.

Dwa lata temu wprowadzono wreszcie regulację rynku zakładów wzajemnych i dokonano penalizacji korupcji w sporcie. Szybko okazało się, że ustawa hazardowa sama z siebie przekupstwa nie zlikwiduje i wymaga poprawek, niemniej daje już większe szanse na skazanie osób zamieszanych w ten niecny proceder.

O udział w niedozwolonym zakładzie bukmacherskim podejrzany jest Paweł C. Piłkarzowi zarzuca się, że będąc zawodnikiem Elfsborgu w meczu przeciwko Kalmar rozegranym w maju 2019 roku, miał przyjąć 300 tysięcy koron w zamian za otrzymanie żółtej kartki.

Szwedzka Federacja Piłki Nożnej domaga się teraz od FIFA, aby jej decyzja o zawieszeniu piłkarza w prawach zawodnika obowiązywała na całym świecie. Szwedzcy działacze są przekonani o tym, że sąd w Malmö uzna obecnego napastnika Pogoni Szczecin i trzech innych podejrzanych w tej sprawie za winnych zarzucanych im czynów.

Kultura konsensusu, która u pryncypialnych Szwedów jest wpisana w narodowe dna, niewątpliwie pozwala im tak myśleć. Sędziowie orzekający w sprawach szeroko komentowanych w mediach zwykle do tej pory wydawali wyroki, które nie budziły kontrowersji wśród rządzących. Dobrym przykładem niech będą orzeczenia w sprawach dotyczących pozwoleń na instalacje farm wiatrowych.

Wydaje mi się, że sprawy nie komplikuje również fakt, że podejrzani o korupcje noszą nazwiska, które z pewnością będą dla Szwedów łatwiejsze do zapomnienia.
Elektrownia jądrowa w Ringhals, źródło: Vattenfall
Elektrownia jądrowa w Ringhals, źródło: Vattenfall
Szwecja w budowę lądowych farm wiatrowych zainwestowała do tej pory ponad 100 miliardów koron, czyli oko 45 miliardów złotych. Zgodnie z dotychczasowymi założeniami ich rozbudowa ma zrekompensować planowane z końcem 2040 roku wygaszenie wszystkich reaktorów w szwedzkich elektrowniach jądrowych.

Tymczasem okazuje się, że odnawialne źródła energii nie będą zdolne wyprodukować w przyszłości wymaganej ilości energii tak jak do tej pory robifiy to elektrownie jądrowe. Zwłaszcza, że założenia związane z ocieplaniem się klimatu, mogą okazać się nieco przestrzelone. Rząd Szwecji zakłada, że elektrownie wiatrowe mają docelowo odpowiadać za produkcję 100 ze 160 TWh rocznego zapotrzebowania na energię elektryczną. Czyli pięciokrotnie więcej energii elektrycznej jaką udało się im wyprodukować w 2020 roku.

Planowana elektryfikacja przemysłu i transportu, niewydolna sieć przesyłowa, jak również brak możliwości magazynowania wyprodukowanej na północy kraju mocy elektrycznej, stawia pod znakiem zapytania te założenia. Sprawa skomplikowała się jeszcze bardziej po tym, jak państwowa spółka wydobywcza LKAB, zapowiedziała w listopadzie zwiększenie zużycia energii elektrycznej o kolejne 50 TWh. Eksperci są zdania, że roczne zapotrzebowanie Szwecji na energię elektryczną zwiększy się o łącznie o co najmniej 200 TWh. Spowoduje to drastyczny wzrost cen prądu i wpłynie ujemnie na konkurencyjność szwedzkiego eksportu.

Wszystko wskazuje na to, że Szwedzi będą skazani na import brudnej energii elektrycznej od europejskich kopciuchów, lub będą wycofać się z pomysłu likwidacji elektrowni atomowych. Będzie to możliwe, ale bez udziału w rządzie partii Zielonych, będącej dziś częścią mniejszościowego gabinetu Stefana Löfvena, któremu nawet teraz nie jest po drodze z koalicjantem. Sprzyja temu również fakt, że aż 70 procent mieszkańców Szwecji opowiada się za utrzymaniem energii jądrowej.

Na ewentualnym pogodzeniu się Szwedów z atomem może skorzystać Polska.

Szwedzkie elektrownie jądrowe należą do najbezpieczniejszych na świecie. Zainstalowane w nich reaktory były i nadal są modernizowane. Eksperci szwedzkiego koncernu Vattenfall już uczestniczą w pracach przy budowie nowoczesnych reaktorów w krajach bałtyckich.

Wydaje mi się, że polskie władze przy wyborze technologii do budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej, powinny bliżej przyjrzeć się szwedzkiej ofercie. Z geopolitycznego punktu widzenia może to się dla nas okazać bardziej opłacalne niż zakup od Szwedów leciwych łodzi podwodnych.
fot:pixabay.com/pl/photos/kobiet-praca-rolnictwo-8-marca-3329937/
fot:pixabay.com/pl/photos/kobiet-praca-rolnictwo-8-marca-3329937/
Sto lat temu Szwedki otrzymały prawa wyborcze. W Szwecji rocznica obchodzona jest jako święto narodzin demokracji w tym kraju.

Szwedzi od dekad wręcz pragną i robią wszystko, aby ich społeczeństwo było postrzegane jako najbardziej równościowe na świecie. Te ambicje widać w Szwecji również w życiu codziennym. Całowanie kobiety w rękę, propozycja zapłacenia całego rachunku w restauracji, lub udzielenie pierwszeństwa przy wejściu do budynku, może być przez Szwedki postrzegane jako przejaw męskiego szowinizmu i spotkać się z raczej nieprzyjemną reakcją.

Jednak przedstawicielki wyzwolonych kobiet odgrywają w szwedzkiej polityce mniejszą, niż można by się spodziewać, rolę. Fakt, że w Riksdagu 48 procent deputowanych stanowią kobiety, wcale nie oznacza, że to płeć piękna pociąga za sznurki władzy w Szwecji. Ta od prawie 80 lat spoczywa w zdominowanym przez mężczyzn środowisku socjaldemokratów i ich związkowego zaplecza. Na realną władzę w Szwecji, większy wpływ od czterech liderek partii parlamentarnych, mają również przedstawiciele pracodawców oraz rodzimej finansjery.

Nie oznacza to wcale, że rząd, na którego czele stoi były działacz związkowy, nie realizuje polityki równości płci. Oczywiście, że realizuje, na tyle ile jest to realne. W instytucjach publicznych od lat stosowany jest system kwotowy przy zatrudnianiu nowych pracowników. Minister ds. Równości płci powołuje kolejne urzędy, których zadaniem jest sprawdzanie, czy kobietom gwarantowane jest równe wynagrodzenie. Ostatnio powołany do tego urząd, zachęca państwowe spółki, aby faworyzowały kobiety na kierownicze stanowiska, co chyba z równością mało ma wspólnego.

Pomimo ambicji tworzenia coraz bardziej przyjaznego kobietom społeczeństwa, władze zapominają o ochronie praw obywatelskich kobiet. Jak bowiem można wytłumaczyć jeden z największych na świecie wskaźników przestępstw seksualnych, których ofiarami padają, często pozostawiane później same sobie kobiety. Trudno również zrozumieć tolerowanie przez władze, noszenia w szkołach przez muzułmańskie dziewczynki chust zakrywających głowę, uważanych za symbol zniewolenia kobiet. Niezrozumiałym wydaje się sekowanie przez feministki kobiet, które dobrowolnie wybierają niestety nierząd, jako sposób zarobkowania.

Można mieć wątpliwość czy dziś w Szwecji kobiety mają zagwarantowane prawo do wolności sumienia i światopoglądu. Nieliczne organizacje zbliżone do środowisk zielonoświątkowców, które opowiadają się przeciwko aborcji na życzenie, traktowane są niczym ośrodki obcej dywersji. Przekonała się o tym Sarah Havneraas, przewodnicząca frakcji kobiet w partii Chrześcijańskich Demokratów, która ma odpowiadać za tworzenie programu prokobiecego tego parlamentarnego ugrupowania. Dziennik Dagens Nyheter zarzucił jej, że osiem lat temu szefowała antyaborcyjnej organizacji „Kochaj Życie". Havneraas odpowiadając na zarzuty ze strony publicystów oraz polityków powiedziała, że zawsze była zwolennikiem szwedzkiego prawa aborcyjnego i zdecydowanie odcięła się od swojej wcześniejszej działalności.

Kto by pomyślał, że sto lat demokracji w Szwecji doprowadzi do tak niecnych obyczajów przypominających opowieści o polowaniach na czarownice lub znanych z czasów stalinowskich, kiedy partyjni bonzowie żądali wyznania winy od towarzyszy oskarżanych o zdradę ideałów partii?
fot. Hallkom, pixabay.com
fot. Hallkom, pixabay.com
Za każdym razem, kiedy słyszę z ust polskich polityków lub (co gorzej) ekspertów tezę o tym, że powinniśmy przyjąć szwedzką strategię walki z pandemią, to nie mogę się nadziwić skąd te osoby, czerpią wiedzę na ten temat.

Zacznijmy od tego, że władze Szwecji już na początku pandemii podjęły polityczną decyzję, że problemem będą zajmowali się eksperci Urzędu Zdrowia Publicznego oraz główny epidemiolog kraju.

Anders Tegnell przyznał w kwietniu, że jego celem nie będzie zahamowanie rozprzestrzeniania się koronawirusa, ale utrzymanie infekcji na takim poziomie, aby nie była zagrożeniem dla systemu opieki zdrowotnej. Ujawniona później przez media korespondencja między urzędnikami Zdrowia Publicznego potwierdziła ostatecznie, że intencją ekspertów było nabycie przez społeczeństwo odporności stadnej.

Upragnionej odporności nie osiągnięto i nie pomogły w tym żadne modele matematyczne ani rzekoma wybitna wiedza skompromitowanych dziś wirusologów. Również parta na dogmacie o wyjątkowości Szwedów teoria, że zachoruje niewiele osób, nie wytrzymała zderzenia z rzeczywistością.

Wielu z Was pomyślało w tej chwili o tym, że przecież Szwedzi poszli jednak va bank. Nie zamknęli gospodarki, a ludzie, mogli żyć tak jakby koronawirus, nie istniał. Czyżby? Porównajmy teraz ze Szwecją sąsiednią Danię, gdzie również rządzą socjaldemokraci.

Mette Frederiksen uznała już w kwietniu, że SARS-CoV-2 stanowi śmiertelne zagrożenie dla całego społeczeństwa. Już od samego początku zdecydowała się podejmować odważne i niepopularne politycznie decyzje. Szybko zamknięto granice oraz zdecydowano o testowaniu jak największej liczby Duńczyków, tak aby móc później, izolować osoby zakażone od zdrowej populacji.

Dzięki podjętym wiosną restrykcjom latem liczba śmiertelnych ofiar COVID-19 w liczącym prawie 6 milionów mieszkańców kraju, była osiem razy mniejsza od tej, odnotowanej w 10-milionowej Szwecji. Również obecnie liczba zgonów jest w Szwecji, pięciokrotnie wyższa niż w Danii.

Również, jeżeli chodzi o sytuację ekonomiczną, objęta od grudnia podobnym do naszego lockdownem Dania, ma lepsze wskaźniki od stawianego za wzór do naśladowania sąsiada.

Częściowe zamrożenie sektora usług, w tym tak ważnej dla duńskiej gospodarki turystyki, nie będzie o wiele bardziej odczuwalne niż w Szwecji, która nie zamknęła, ani granic czy restauracji. Według prognoz ekonomistów w tym roku duńskie PKB zmniejszy się o 4,5 procent. Oznacza to, że spadek będzie mniejszy o 1 procent od oczekiwanego w Szwecji. Już w przyszłym roku prognozuje się, że duńska i szwedzka gospodarka będą rozwijały się w tym samym tempie.

Pomimo braku lockdownów bezrobocie w otwartej na wszystko Szwecji wynosi obecnie 7,7 procent. Natomiast w Danii bez pracy jest 5,8 procent mieszkańców tego kraju. Tego udało się dokonać właśnie dzięki lockdownom i co najważniejsze Duńczykom udało się również uratować więcej istnień ludzkich.

Może gdyby ci wszyscy cwaniacy, którzy powołują się na opinię Tegnella na temat maseczek ochronnych, słuchali lekarzy i zdrowego rozsądku, to tych uratowanych od COVID-19 nieszczęśników mogło być więcej.

Rząd premiera Löfvena nie wymusił na parlamencie uchwalenia prawa pandemicznego. Zrobił to pod presją opozycji. Z nowego prawa bał się będzie korzystać. Ważniejsze są słupki poparcia.

Przykład Danii dowodzi, że prowadzenie odpowiedzialnej polityki i troska o zdrowie i życie obywateli muszą być podstawowymi priorytetami każdego rządu.

Warto zawsze o tym pamiętać.
Foto: HMS Nyköping:Försvarsmakten
Foto: HMS Nyköping:Försvarsmakten
Koalicja socjaldemokratów z Zielonymi, która rządzi obecnie w Szwecji, wychodzi od wielu lat z założenia, że członkostwo w NATO przyniesie krajowi większe szkody wizerunkowe niż militarne korzyści.

- Prowadzimy politykę bealiansowości. Mamy bardzo dobrą i bliską współpracę z NATO i naszym sąsiadem - Finlandią. Te filary naszej polityki powinniśmy wszyscy chronić, a nie nimi grać, powiedziała Linde szwedzkiemu radiu.

Szwedzi już w latach pięćdziesiątych po cichu współpracowali z NATO, świadcząc sojuszowi wiele usług wywiadowczych. Dzięki temu Amerykanie mieli gwarantować Szwecji pomoc, w przypadku agresji ze strony państw Układu Warszawskiego.

Sztokholm mógł dzięki temu spokojnie lansować się na arenie międzynarodowej w roli "jedynego sprawiedliwego" i chętnie angażował się w rozjemcze próby zakończenia konfliktów zbrojnych w różnych częściach świata. Przy okazji, często oferując obu zwaśnionym stronom zakup szwedzkiej broni. Tak jak miało to na przykład miejsce w przypadku wojny między Iranem a Irakiem.

Po zakończeniu „zimnej wojny” Szwecja skoncentrowała swoją uwagę na kraje byłego bloku wschodniego. Tym razem już bez potrzeby markowania swoich prawdziwych intencji. „Szwedzki model” trafił na podatny grunt i przyniósł Szwedom spodziewane zyski.

Sprawa skomplikowała się, kiedy wbrew zapewnieniom Berlina, nowy car Rosji, pokazał swoje neoimperialne oblicze, zajmując część wschodniej Ukrainy.

Rozbrojona w czasach międzynarodowej odwilży Szwecja została zmuszona do szybkiej odbudowy swojej siły odstraszania wschodniego sąsiada. Postawiono na współpracę militarną z Finlandią oraz państwami należącymi do NATO. Szwedzi zdecydowali nawet o zakupie amerykańskiego systemu rakiet typu Patriot. Najbliższy plan modernizacji armii zakłada do 2025 roku wzrost budżetu sił zbrojnych o 32 procent.

Idealnym kolejnym krokiem zabezpieczającym Szwecję przed agresją ze strony Rosji, byłoby członkostwo w NATO tak jak, chce tego opozycja. Socjaldemokraci stawiają jednak na tzw. bezaliansowość, będącą jednym z filarów stosowania miękkiej siły na forum ONZ, gdzie Szwecja odgrywa obecnie ważną rolę w propagowaniu Agendy 2030.

Dlatego członkostwo Szwecji w NATO jest kwestią odległą i wydaje mi się, że należy ją rozpatrywać w kategorii political-fiction.
fot: Przemysław Gołyński (Radio Szczecin)
fot: Przemysław Gołyński (Radio Szczecin)
Odchodzący w niesławie rok, nie oszczędził nikogo. Pandemia koronawirusa tak samo dotkliwie doświadczyła Polaków mieszkających w kraju, jak i tych na emigracji.

Ci ostatni, często nieświadomi tego, co się wokół nich dzieje ufają, że znajdują się w lepszej sytuacji od nas.

Szczególnie dobrze, widać to na przykładzie Szwecji. Do dzisiaj wielu Polaków jest przekonanych o tym, że strategia walki z COVID-19 przyjęta przez szwedzkie władze okazała się dla mieszkańców tego kraju najmniej uciążliwa i pozwoliła przedsiębiorcom, na prowadzenie działalności i zarabianie pieniędzy.

To prawda. Szwecja jest rajem dla ludzi, których jedynym celem w życiu są pieniądze. Dlatego tylko tam, władze zdecydowały o tym, że wojnę z niewidzialnym wrogiem, mogą wygrać jedynie silniejsze jednostki.

Odporność stadna była celem — nie ochrona ludzi starszych i najbardziej narażonych na nieznany patogen. Dla nich zamiast miejsca na OIOM-ie oferowano zastrzyk morfiny. Dla paru tysięcy ludzi, pozostawionych przez swoich najbliższych w domach opieki, oznaczał początek drogi pożegnania z życiem.

Król Karol XVI Gustaw jako głowa państwa przyznał niedawno, że kraj poniósł klęskę w walce z covidem. Na słowa szczerości nie odważył się premier. Rząd bowiem nie jest przecież stworzony do tego, aby walczyć z kryzysami.

Szwedzi gorzko przekonali się o tym już w 2004 roku. Wtedy socjaldemokratyczny rząd Görana Perssona nie potrafił zorganizować szybkiej pomocy dla rodaków - ofiar tsunami w Tajlandii - którzy spędzali tam Święta Bożego Narodzenia. Ylva Johansson, obecna unijna komisarz ds. migracji była wtedy ministrem zdrowia. Pasywność rządu przyczyniła się dwa lata później do wyborczej porażki Socjaldemokratów.

Również kryzys migracyjny z 2015 roku wciąż okazuje się dla Szwecji ponad jej siły, choć rzecz jasna, nikt oficjalnie nie chce się do tego przyznać. Dowodem na to jest wzrost przestępczości, segregacja czy wysokie bezrobocie wśród imigrantów, którzy pięć lat temu, poświęcali swój cały majątek, aby dostać się do Szwecji i złożyć tam wniosek o azyl.

Dwa lata temu pożary lasów były dla Szwedów zbyt trudne do ugaszenia. Na pomoc Szwecji solidarnie wstawiło się wtedy pół Europy. W tym bohaterscy strażacy z Polski. Dopiero po zakończeniu ich misji, Szwedzi z typowym dla siebie narcyzmem przyznali, że Polacy nie tylko doskonale wykonują swój fach, ale do tego jeszcze mówią po angielsku.

Koronawirus jest niestety silniejszy nawet od nadludzi, dla których istnieje wyłącznie rzeczywistość alternatywna nieustannie kreowana przez, wiernych heglowskiej teorii nowoczesnego państwa, utopistów.

Wierzę, że w nadchodzącym roku, uwolnimy się od zagrażającej naszemu życiu i zdrowiu zarazy, czego wszystkim bez wyjątku życzę.
źródło: pixabay.com
źródło: pixabay.com
Pamięć ludzka jest krótka. Któż bowiem dziś pamięta o tym, że 35 lat temu szwedzki skoczek narciarski, zrewolucjonizował tę dyscyplinę sportu zimowego? Dokonał tego 19-letni wówczas Jan Boklöv.

Trzeba uczciwie przyznać, że zrobił to przez czysty przypadek.

Szwed odkąd skończył 11 lat, cierpi na padaczkę. Chorobie towarzyszy zaburzenie mowy, czyli jąkanie. Nastolatek, upewniwszy się u lekarzy, czy nie ma przeciwwskazań, postawił na sport. Nieśmiały Boklöv, zapisał się wtedy do rodzimego klubu sportowego Koskullskulle AIF gdzie, rozpoczął swoją przygodę ze skokami.

Sport ten wymaga pełnej koncentracji, dzięki temu podczas treningów czy konkursów, skoczek nie był narażony na ataki epilepsji. Jan Boklöv miał jednak problemy z opanowaniem techniki skoków. Zwłaszcza z utrzymaniem równo nart podczas skakania.

W połowie grudnia 1985 roku na skoczni w Falun podczas konkursu o mistrzostwo kraju Szwed nie potrafił utrzymać nart, które za każdym razem w momencie wyjścia z progu, odbijały się o jego piersi i uniemożliwiały oddawanie dobrych skoków. Młody skoczek nie poddawał się i za wszelką cenę próbował skorygować błąd.

- W pewnym momencie każda z nart, odeszła w swoją stronę, tworząc literę V. Skoczyłem wtedy o 20 metrów dalej. To samo zrobiłem podczas drugiego skoku. Odległość okazała się ta sama, mówi Boklöv.

Tak narodził się sławny styl V, dzięki któremu Szwed zyskał popularność i zaczął wygrywać konkursy. Z tym było na początku ciężko. Wielu skoczków, a przede wszystkim sędziów, uważało styl prezentowany przez Boklöva za herezję. Skoki które, oddawał, imponowały odległością, ale dla większości sympatyków tego sportu, były po prostu brzydkie.

W 1988 roku Szwed po raz pierwszy wygrał konkurs Pucharu Świata na dużej skoczni w Lake Placid. W tym samym roku podczas olimpiady zimowej w Calgary zajął 18 miejsce. Boklöv, wygrał jeszcze 4 konkursy Pucharu Świata, jednak w 1991 roku złamał nogę i nie powrócił już do pełnej dyspozycji. Wynaleziony przez niego styl V był już standardem, kiedy w 1993 roku postanowił zakończyć karierę.

Jan Boklöv nie dorobił się fortuny, uprawiając sport, który kochał. Jak sam mówi, nie robił tego wcale dla pieniędzy. Żartuje, że jest mimo tego najdroższym skoczkiem w historii, bo dzięki jego stylowi, skoki stały się dłuższe i prawie każda skocznia musiała zostać przebudowana.

Sławny szwedzki skoczek, po wielu latach spędzonych w Luksemburgu wraz z żoną i dziećmi, mieszka obecnie w małej miejscowości pod Sztokholmem.
źródło: pixabay.com
źródło: pixabay.com
Zrównoważony rozwój, zielona transformacja czy bezemisyjna gospodarka to hasła, które wywołują w większości z nas pozytywne skojarzenia. Któż bowiem nie chce żyć w czystym środowisku?

Jesteśmy również świadomi, że za komfort trzeba zapłacić, choć tak do końca nie wiemy jakie koszty będziemy musieli ponieść i jak szybko uzyskamy, choćby poprawę jakości powietrza.

O tym, że Szwedzi na punkcie ekologii mają bzika, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Ich ambicja w tej kwestii nie jest bynajmniej podyktowana altruizmem. Szwecja jest dzięki swojej kulturze oraz zaradności i pomysłowości obywateli krajem czystym. Zielona transformacja daje dziś możliwość zwiększenia zysku branż, w których Szwedzi są naprawdę najlepsi. Umożliwia również umocnienie swojej marki na rynku globalnym.

Rząd Szwecji przyjął zobowiązanie, że do 2040 roku produkowana energia elektryczna w tym kraju będzie pochodziła w 100 procentach z odnawialnych źródeł energii. Od dwóch dekad, dotowane przez władze centralne media publiczne i komercyjne, implementują w świadomość społeczeństwa przesłanie, że zielona energia to jedyna szansa na lepszą przyszłość. Robią to bardzo efektywnie. Żadna z partii reprezentowanych w Riksdagu nie ma wątpliwości, że cel jest słuszny. Niektóre partie mają może inne sposoby na to w jaki sposób ten ambitny cel osiągnąć, ale to sprawy drugorzędne.

Bezrefleksyjna polityka energetyczna rządu napotyka jednak na nieoczekiwany opór, który co ciekawe jest pozbawiony barw politycznych. Przeciwko budowie lądowych farm wiatrowych protestują niewielkie, zapomniane przez władze centralne, gminy środkowej i północnej Szwecji. Ich mieszkańcom przeszkadza nie tylko szum turbin wiatrowych, ale również na przykład brak możliwości uzyskiwania przychodów z turystyki. Nie wszyscy mieszkańcy małych miejscowości chcą je opuścić i przeprowadzić się do większych miast, choć państwo coraz częściej, stara się ich do tego zmuszać, likwidując szkoły i przedszkola czy też zamykając miejscowe przychodnie zdrowia.

Szwedzkim samorządom udało się zablokować powstanie 400 farm wiatrowych, pomimo pozytywnych decyzji wydanych inwestorom przez sądy ds. Gruntów i ochrony środowiska. Pomogło im w tym weto samorządowe.

Trzy tygodnie temu rząd Szwecji zapowiedział, że najpóźniej do 1 czerwca 2021 roku przygotuje projekt ustawy, która w przyszłości uniemożliwi gminom skorzystanie z tego narzędzia. Antydemokratyczne zapędy władz spotkały się ze sprzeciwem części opozycji. Jednak obecny układ sił w parlamencie oraz nadzwyczaj mocne w Szwecji lobby energetyczne, dają wystarczające argumenty, aby przypuszczać, że oddolne protesty na odległej prowincji przejdą do historii.

Tym bardziej, że u naszych północnych sąsiadów coraz częściej słychać głosy, że demokracja to przeżytek. Signum temporum czy zapowiedź powrotu totalitaryzmu?
1234567