Skandynawia po mojemu
Radio SzczecinRadio Szczecin » Skandynawia po mojemu
Fot. Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
Fot. Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
Otarła się o Pokojową Nagrodę Nobla, została Człowiekiem Roku 2019 magazynu Times. Naśladują ją miliony młodych ludzi na całym świecie. Uwielbiana przez lewicę i traktowana z przymrużeniem oka przez konserwatystów. Mowa oczywiście o 17-letniej dziś Grecie Thunberg.


Światowi celebryci wciąż przekonują swoich fanów, że choć mają pieniędzy jak lodu, to losy zwierząt czy przyszłość naszej planety jest dla nich najważniejsza. Nic bowiem innego, oprócz obyczajowych skandali, nie wywołuje w mediach społecznościowych tak wielu reakcji internautów i nie przyciąga uwagi czytelników kolorowych magazynów, jak walka o środowisko.

Bogatsi celebryci mają od tego lansu całe sztaby ludzi. Gwiazdy mniejszego kalibru próbują same wykreować się na zbawicieli chylącego się ku końcowi świata. Tak było w przypadku rodziców Grety Thunberg.

Malena Ernman, śpiewaczka operowa i Svante Thunberg, reżyser teatralny i menedżer swojej żony, napisali wspólnie książkę o wyzwaniach związanych ze zmianami klimatycznymi i o tym, jak to wpływa na ich rodzinę. Książka ukazała się w sprzedaży w Szwecji cztery dni po tym, jak Greta 20 sierpnia 2018 roku, rozpoczęła swój "Szkolny strajk dla klimatu" przed siedzibą szwedzkiego parlamentu.

Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że protest nastolatki był częścią akcji zaplanowanej przez think-tank ”Globalne Wyzwanie” założony przez Kristinę Persson, byłą minister przyszłości, w pierwszym rządzie premiera Stefana Löfvena.

Od maja 2018 roku kierował nim Ingemar Rentzhog. To właśnie ten lobbysta, wykorzystał na szeroką skalę Gretę Thunberg. Posłużyła mu jako maskotka do akcji internetowej ”We don’t have Time”, która szybko przekształciła się w fundację i spółkę notowaną na giełdzie w Sztokholmie.

O tym wszystkim mówiłem już na antenie Radia Szczecin w marcu, na długo przed tym, jak w Polsce zrobiło się głośno, o tym, kto stoi za szwedzką aktywistką. To wszystko prawda. Trzeba jednak przyznać, że "projekt Greta", mówiąc kolokwialnie - wypalił.

Międzynarodowa działalność nastolatki ze Szwecji, idealnie i całkiem przypadkowo, rzecz jasna, wpisuje się w lansowanie w ONZ opracowanej przez szwedzkich inżynierów technologii produkcji stali bez użycia dwutlenku węgla. Szwedzi zainwestowali w to ogromne pieniądze. Dziwiłbym się gdyby nie chcieli na tym dobrze zarobić.

Przez następne kilka lat fenomen Grety Thunberg będzie pomagał we wprowadzaniu nowego europejskiego ”zielonego ładu”, czy to się komuś podoba czy nie. Dlatego polskie władze nie powinny mieć żadnych skrupułów aby, nieco zmodyfikować wcześniej opracowany scenariusz przez kraje nie mogące udźwignąć brzemienia swojego odcisku węglowego.

Tym bardziej że młoda Szwedka podkreśla, że cenę za zatrzymanie ocieplania się klimatu, powinny zapłacić nie najwięksi truciciele naszej planety, tacy jak Chiny czy Indie, ale bogate kraje Unii Europejskiej oraz Stany Zjednoczone.

Tuż przed szczytem klimatycznym w Madrycie, Greta Thunberg sugerowała na łamach portalu ”Project Syndicate” że krajom biedniejszym, nie można odbierać możliwości cywilizacyjnego rozwoju. Szwedzka aktywistka jest i będzie czołową postacią medialną i choć jej słynne ”How dare You” budzi śmieszność i politowanie, to może być dla nas pomocne. Pozyskujmy środki na tworzenie i rozwój własnych ośrodków badawczych.

Wykorzystajmy potencjał naszych wyższych uczelni i dajmy szanse na sukces w kraju młodym polskim naukowcom i przedsiębiorcom, abyśmy w przyszłości nie musieli płacić innym za lepszą jakość powietrza jakim chcemy oddychać.
Koncert grupy Roxette w berlińskiej O2 Arena. Fot. Kuba Adamiak [Radio Szczecin/Archiwum]
Koncert grupy Roxette w berlińskiej O2 Arena. Fot. Kuba Adamiak [Radio Szczecin/Archiwum]
Była obdarzona nie tylko charakterystycznym, drapieżnym głosem ale i wrażliwą, pełną miłości do muzyki duszą. Przyszła na świat 61 lat temu jako Gun-Marie w małej miejscowości w północnej Skanii. W rodzinnym domu raczej się nie przelewało.

Rodzice utrzymywali się dzięki muzyce. Ojciec Gösta był muzykiem, mama była zdolną wokalistką. Marie już jako dziecko - razem ze swoimi siostrami - śpiewała na scenie podczas różnych okazji. Kiedy miała 7 lat jej siostra zginęła w wypadku samochodowym, co mocno odbiło się na całej rodzinie. Pocieszenie Marie odnajdywała w muzyce.

Po ukończeniu szkoły średniej wybrała dwuletnie studia muzyczne na Uniwersytecie Ludowym w Svalöv. Pierwszą pracę zdobyła jako statystka w teatrze. Oprócz mniejszych ról komponowała również muzykę do kilku sztuk. Wtedy też przeprowadziła się do większego Halmstad, gdzie dorabiała również jako kelnerka. Tam poznała Pera Gessle, z którym później tworzyła znany na całym świecie duet Roxette.

Zanim do tego doszło Marie udało się w 1984 roku nagrać swoją pierwszą płytę solową ”Het vind” (Gorący wiatr). Krążek okazał się sukcesem. Marie zdobyła uznanie krytyków i sympatię licznych fanów, przede wszystkim dzięki balladzie ”Ännu doftar kärlek” (Wciąż pachnie miłość).

Kiedy w 1986 roku, razem z Perem Gessle stworzyli grupę Roxette, postanowili sobie, że ich celem będzie sukces poza granicami Szwecji. Na początku szło im kiepsko.

Przepustką stał się - wydany dwa lata później - album "The Look". W 1989 roku Roxette po raz pierwszy znalazło się na pierwszym miejscu amerykańskiej listy Billboard’a.

Równolegle z działalnością w Roxette Marie pisała teksty i tworzyła własną muzykę. W 1996 roku wydała kolejną solową płytę "Tro" (Wiara).

- Jestem mocno wierząca. Wiara daje mi niezwykłą siłę. Kiedy miałam jakieś 16 lat byłam hipiską, takie były czasy, ale wkrótce moja wiara powróciła - mówiła kilka lat temu Fredriksson w szwedzkim radiu.

W 1994 roku wyszła za mąż i urodziła dwójkę dzieci. 17 lat temu, kiedy po joggingu wróciła do domu, upadła i uderzyła się w głowę - zmieniło się wszystko. Stwierdzono u niej raka mózgu. Lekarze dawali jej tylko rok życia. Marie przezwyciężyła chorobę.

W 2010 roku Roxette znowu mogli koncertować. Dwa lata temu Marie wydała swoją ostatnią solową płytę ”Alone again” (Znowu sama), tym razem była to piękna mieszanka jazzu i soulu.

Niestety, powikłania po przebytej chorobie odebrały jej ostatecznie siły. W poniedziałek artystka zmarła.

- Zrobiłam niesamowitą karierę. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak teraz. Naprawdę - mówiła Marie Fredriksson dwa lata przed śmiercią.
W Bukareszcie rozlosowano grupy piłkarskich reprezentacji, które w 2020 roku zagrają podczas Mistrzostw Europy. źródło: https://www.uefa.com/uefaeuro-2020/
W Bukareszcie rozlosowano grupy piłkarskich reprezentacji, które w 2020 roku zagrają podczas Mistrzostw Europy. źródło: https://www.uefa.com/uefaeuro-2020/
W fazie grupowej mistrzostw Europy w piłce nożnej, zmierzymy się w czerwcu m.in. ze Szwedami.

W odróżnieniu od większości moich rodaków - nie jestem ekspertem piłki nożnej. Od zawsze kibicuję jednak naszej reprezentacji. Dlatego chciałbym podzielić się swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi drużyny Szwecji.

A zwłaszcza jej selekcjonera.

Janne Andersson jest typowym trenerem, który w tej roli sprawdził się w szwedzkiej lidze wielokrotnie. Zanim rozpoczął karierę - do 1992 roku - grał jako napastnik w dwóch klubach w swoim rodzinnym Halmstad. Po tym, gdy w 2004 roku prowadzona przez niego drużyna zdobyła wicemistrzostwo kraju Janne Andersson został wybrany trenerem roku.

W 2015 roku razem z IFK Norrköping został mistrzem Szwecji.

Rok później został selekcjonerem drużyny narodowej. Jego reprezentacja zakwalifikowała się do MŚ w Rosji eliminując w barażach drużynę Azzurri, czyli Włochów.

Podczas ostatnich finałów MŚ Szwedów zatrzymali dopiero Anglicy wygrywający 2:0. Porażka była jak najbardziej oczekiwana, bowiem Szwedzi nie lubią grać w piłkę z drużynami, którzy lepiej od nich potrafią grać w angielskim stylu.

Kluczem sukcesu trenera szwedzkiej reprezentacji jest porządek i dyscyplina w drużynie i wokół niej.

Andersson, który posiada bardzo mocne cechy przywódcze uważa, że jeśli drużyna jako całość - i każdy z piłkarz z osobna - będzie wiedzieć, co ma robić na boisku, to może wygrywać z każdym zespołem.

Szwedzki trener jest urodzonym organizatorem. Wręcz pedantycznie podchodzi do każdego treningu czy odprawy z drużyną. Można powiedzieć, że jest w każdym calu przykładem prawdziwego Szweda, który wierzy, że tylko pracą i dyscypliną można dokonać rzeczy wielkich.

Jego celem jest drużyna jako kolektyw. Dlatego w reprezentacji grają wyłącznie piłkarze, którzy w pełni identyfikują się z jego filozofią. Nie ma tu miejsca na indywidualności takie jak Zlatan Ibrahimović.

Tego rodzaju zawodnik nie ma szans na pojawienie się w zespole Anderssona. Zlatan niedawno zarzucił selekcjonerowi, że ten nie powołuje do reprezentacji piłkarzy o nieszwedzkich korzeniach. Chodzi tu o zarówno imigrantów z szwedzkim paszportem jak i o zawodników mających rodziców urodzonych poza granicami Szwecji. Andersson poczuł się dotknięty uwagą Zlatana, ale prawdą jest, że trener woli, gdy ma do czynienia z piłkarzami rozumiejącymi szwedzką etykę pracy i mentalność selekcjonera.

Szwedzi przekonani są, że choć drużyna Jerzego Brzęczka jest mocna w osobie Roberta Lewandowskiego... - to jest do pokonania.

Znają nasze skłonności do spinania się podczas rozgrywek turniejowych, dlatego z pewnością będą grać twardo, szybko i dokładnie. Nasi piłkarze powinni na boisku - oprócz umiejętności gry w piłkę nożną - pokazać również to, że szwedzkie powiedzenie "Polsk Riksdag", czyli polski Sejm, będące synonimem bałaganu i dezorganizacji jest już przeżytkiem.

I jeszcze jedna uwaga: piłkarską drużynę Szwecji polscy komentatorzy sportowi nazywają często: "Reprezentacją Trzech Koron". Błąd!

Nazwa jest w Szwecji zastrzeżona dla reprezentacji hokeistów! Piłkarską reprezentację nazywa się tam: "blågula" czyli "Drużyną Niebiesko-Żółtych".

Trzymajmy się więc tego określenia, bo i rywal od razu wydaje się mniej groźny.
Linnéa Claeson jest felietonistką dziennika Aftonbladet i tak jak Greta Thunberg wciąż jest idolem dla wielu młodych Szwedów. źródlo: https://www.facebook.com/linnea.claeson.7
Linnéa Claeson jest felietonistką dziennika Aftonbladet i tak jak Greta Thunberg wciąż jest idolem dla wielu młodych Szwedów. źródlo: https://www.facebook.com/linnea.claeson.7
Ludzie pozbawieni daru wiary w Boga nierzadko deklarują się jako zagorzali agnostycy, którzy z litością i pogardą traktują wierzących. Często próbują być dla nich drogowskazem i przykładem człowieka wyzwolonego, pozbawionego kajdanów narzuconych mu przez wiarę.

W Polsce niektórzy politycy domagają się pełnego rozdziału Kościoła od państwa. Uważają np. lekcje religii w szkołach za katolicką indoktrynację. To, że nie po raz pierwszy to właśnie wierze zawdzięczamy niepodległość naszego kraju widać nie ma najmniejszego znaczenia.

Polscy liberałowie i politycy lewicy chętnie posługują się w tej kwestii przykładem Szwecji. Kraju, gdzie do szkół żaden klecha nie ma wstępu, a dzieci zamiast dekalogu, uczą się religioznawstwa. Politycy zapominają jednak, że w szwedzkiej szkole dziś kładzie się nacisk nie na przyswajanie przez dzieci wiedzy, ale przede wszystkim na to, aby przyjęły ten sam system wartości, który uznawany jest przez szwedzkie państwo za świętość.

Chodzi o równość, feminizm, równouprawnienie płci (nie tylko tych dwóch biologicznych), prawa człowieka i środowisko naturalne.

W Szwecji żadna instytucja, która jest całkowicie lub częściowo finansowana przez państwo nie może liczyć na środki, jeśli u podstaw jej działalności nie leżą wyżej wymienione pryncypia. Jeśli chodzi o organizacje - w tym szkoły - prowadzone przez stowarzyszenia czy fundacje muzułmańskie to dziwnym trafem wydaje się, że ich owe wartości nie obowiązują, ale to odrębny temat.

Wróćmy do szwedzkiej szkoły: coraz częściej mnożą się przykłady, kiedy dzieci w różny sposób manifestujący swoją chrześcijańską wiarę stają się obiektem drwin swoich nauczycieli. Dzieci opowiadają rodzicom, że ich wychowawcy próbują im żartem tłumaczyć, że chrześcijaństwo jest przeżytkiem i jest sprzeczne z nowoczesną nauką.

Na lekcjach religioznawstwa przedstawia się ateizm jako postawę neutralną i logiczną, jednocześnie wierzący uczniowie niejednokrotnie bywają mobbingowani. Do szkół często zapraszane są za to osoby, które mają spełniać funkcję autorytetów moralnych. Jedną z nich jest Linnéa Claeson, była reprezentantka narodowej drużyny w piłce ręcznej.

- Publikuje rozmowy z facetami, którzy mnie w sieci skrzywdzili lub poniżyli wysyłając swoje fotki lub niecne propozycje. Nie ujawniam ich nazwisk, bo nie chcę koncentrować się na każdym z nich z osobna. Chcę mówić o mechanizmach, które są przyczynkiem do wykorzystywania i nienawiści wobec kobiet. To jak mężczyźni się zachowuję jest przykładem na to, że żyjemy w świecie nierówności - mówiła Claesson dwa lata temu w szwedzkim radiu.

Od kilku lat jest w Szwecji lansowana jako ikona wojującej feministki. Za swoje "występy" przed pracownikami państwowych instytucji - w tym przed uczniami szkół - otrzymuje sowite wynagrodzenie sięgające nawet 45 tysięcy koron, czyli ponad 4 tysięcy euro.

Informacje o tym, że opowieści o niemal ciągłym molestowaniu jej przez setki mężczyzn nie znajdują odzwierciedlenia w rzeczywistości, pojawiały się wielokrotnie. Ostatnio udowodniono jej, że Linnéa wycina męskie prącia z pornograficznych portali internetowych i używa ich w swoich świadectwach o rzekomych przypadkach molestowania jej w mediach społecznościowych.

Pomimo tego Claeson nadal jest felietonistką dziennika Aftonbladet i tak jak Greta Thunberg jest wciąż idolem dla wielu młodych Szwedów. Dopóki obie panie są apostołkami szwedzkiego systemu wartości, o przyszłość nie powinny się martwić . Martwią się natomiast rodzice dzieci, które zrywają z nimi więzi, jeśli ich poglądy różnią się od tych, którymi są karmione w szkole.
źródło: https://www.bbc.com/news/magazine-34345791
źródło: https://www.bbc.com/news/magazine-34345791
Zastanawiam się, dlaczego dwa słowa rodem z Danii i Szwecji, stają się od lat niezwykle popularne. Pierwsze to "hygge", słowo, które od kilku lat robi u nas furorę. Według rodzimych influencerów, czyli takich ludzi, którzy wiedzą co jest na czasie - i dzięki temu uważani są przez zabłąkanych intelektualnie za bogów - owo "hygge" jest duńską filozofią, która jakoby mówi o prostej drodze do szczęścia.

No, a przecież wiadomo, że szczęście jest na wyciągnięcie ręki. Wystarczy kierować się w życiu zasadom "hygge", a będzie ono tak łatwe, radosne i lekkie, że wkrótce będziemy szczęśliwsi od samych Duńczyków, którzy przecież znajdują się w czołówce jakiegoś tam rankingu najbardziej szczęśliwych narodów na świecie.

Tu porzucamy cudzysłów - hygge zastąpiło modne niegdyś feng-shui i dziś na siłę, ku trwodze mężów, nowoczesne panie domu próbują urządzać wnętrza swoich domostw w duńskim stylu. Tylko wtedy wszyscy domownicy będą mogli doświadczać błogiego relaksu, pijąc herbatę w swoim ulubionym kubku.

W języku polskim nie znajdziemy odpowiednika słowa hygge. Z prostej przyczyny: w naszym narzeczu mamy kilkanaście słów, których możemy użyć odpowiednio do sytuacji.

Oczywiście: jeżeli uwierzymy w brednie o duńskiej filozofii to takie słowo może wryć się na stałe w świadomość jako magiczne zaklęcie-klucz do otworzenia się Sezamu Szczęścia. I o to przecież tym wszystkim marketingowcom chodzi.

Hygge w języku duńskim opisuje kogoś lub coś, co jest przyjemne, miłe, przytulne, fajne lub zabawne. Ot - cała tajemna filozofia hygge.

Szwedzkie "lagom" przez wieki idealnie pasowało do Szwedów. Słowo jest celownikiem liczby mnogiej słowa lag, czyli prawo - w określeniu dla poprawnego porządku rzeczy. Od bałaganu Szwedów nie denerwuje bardziej nic!

Wszystko musi być na swoim miejscu i - rzecz jasna - w jak najlepszym porządku.

Lagom oznaczało w średniowieczu również: "zgodnie z prawem i dla dobra ogółu". Słowo jest mocno zakorzenione w duszy każdego Szweda. Przez wrodzoną nieśmiałość i niechęć do wyróżniania się woli być "lagom", czyli w sam raz - nie za dużo i nie za mało. W sklepach jest nawet margaryna Lätt & Lagom, gdzie zawartość tłuszczu wynosi 40 procent, o połowę mniej niż w maśle, czyli w sam raz.

Dziś to słowo już nie za bardzo pasuje do Szwedów, bo czy Gretę Thunberg można uznać za racjonalną nastolatkę, a politykę wewnętrzną szwedzkiego rządu za umiarkowaną?

Ponownie porzucam cudzysłów: lagom stało się eksportowym hitem, dzięki któremu na światowych rynkach lepiej sprzedają się szwedzkie kuchenki i meble; tak samo działa to w przypadku jego duńskiego odpowiednika. Marketingowy bełkot, który urósł do rangi mitu.

Zamiast hygge czy lagom wolę uniwersalny zdrowy rozsądek, który wszystkim serdecznie polecam.
Przestępstwem, jakiego się dopuściła radna był, według szefostwa partii, romans z członkiem krajowego zarządu partii Szwedzkich Demokratów - Johnnym Skalinem. źródło: https://www.facebook.com/nina.burchardt.5
Przestępstwem, jakiego się dopuściła radna był, według szefostwa partii, romans z członkiem krajowego zarządu partii Szwedzkich Demokratów - Johnnym Skalinem. źródło: https://www.facebook.com/nina.burchardt.5
Ponoć jest jest ślepa i nie zna granic i - choć jak pisał nieodżałowany Edward Stachura - o niej się nie mówi, to o TEJ MIŁOŚCI z przyjemnością opowiem.

Ona: 45-letnia socjaldemokratka, od pięciu lat radna gminy Hudiksvall. On: 41-letni deputowany Riksdagu z ramienia prawicowej partii Szwedzkich Demokratów, od dziewięciu lat w parlamencie.

Kilka miesięcy temu, pomimo przynależności do dwóch zupełnie różnych i rywalizujących ze sobą partii, wyznali sobie miłość. Nina Burchardt postanowiła w sierpniu spotkać się szefem lokalnych struktur Robotniczej Partii Socjaldemokratycznej i poinformować go o tym, że odnalazła tego jedynego i darzy go prawdziwym uczuciem.

To, że okazał się nim być były rzecznik Szwedzkich Demokratów - Johnny Skalin, początkowo nie przeszkadzało przewodniczącemu partii w rodzinnym mieście radnej. Mało tego; jak napisała Nina na swoim Facebooku: facet jej pogratulował i mocno wyściskał, życząc przy okazji wiele szczęścia.

No, ale jak to bywa w socjalistycznych partiach, stanowisko w tej sprawie musiał zabrać kolektyw, a mówiąc ściślej: Komitet Wykonawczy Zarządu Partii.

Z jego posiedzenia, które było poświęcone wyłącznie kwestii zaufania wobec pani Burchardt, samą zainteresowaną wyłączono. Kilka dni później poinformowano ją pisemnie, że komitet podjął decyzję, w której postuluje, aby Nina złożyła rezygnację z zarówno z funkcji sprawowanych w partii, jak i z tych pełnionych w radzie miasta.

Przestępstwem, jakiego się dopuściła radna był, według szefostwa partii, romans z członkiem krajowego zarządu partii Szwedzkich Demokratów - Johnnym Skalinem.

Ninę zmuszono do wydania pod koniec września oświadczenia, że z końcem roku, wycofa się z polityki "aby zrobić miejsce dla młodszych od siebie". Od tamtej pory objęta została ostracyzmem swoich dotychczasowych partyjnych towarzyszy i odczuwa pogardliwą obojętność. Dlatego parę dni temu postanowiła ujawnić prawdę.

- Moje życie prywatne nie powinno nikogo interesować. Nie rozumiem kwestii podważania zaufania wobec mojej osoby. Zawsze twardo broniłam wartości i ideologii; fundamentu, na którym powstała partia Socjaldemokratów - mówiła w szwedzkiej telewizji Nina Burchardt.

Chodzi o - wciąż z dumą powtarzany przy każdej okazji przez polityków tej formacji - uniwersalizm, jakim jest równość wobec ludzi bez względu na ich rasę, narodowość, wiarę czy światopogląd.

Szef Socjaldemokratów w Hudiksvall w oświadczeniu wydanym prasie napisał: "Chcę podkreślić, że naszą decyzję nie podjęliśmy na podstawie kwestii braku zaufania wobec Niny Burchardt, ale wobec funkcji, jaką pełni jej partner we władzach Szwedzkich Demokratów. Partii, która od socjaldemokratycznych wartości jest najdalej”.

Idąc tym tokiem rozumowania, to dziwne, że Szwedzcy Demokraci nie zmusili swojego posła do rezygnacji ze sprawowanych funkcji. Ba - nawet tego nie komentują.

Miłość jest jednak silniejsza, bowiem Nina nie zamierza rezygnować ze swojego wybranka pomimo innych przekonań i decyzji partyjnych towarzyszy.
Fot. Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
Fot. Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
O Szwecji - jako kraju otwartym na imigrantów w każdej liczbie - nie będziemy już słyszeć. Od teraz ”Mocarstwo Humanitarne” chce przyjmować tylu ile kraje sąsiednie - do kilkunastu tysięcy uchodźców rocznie.

W szwedzkim Riksdagu trwają prace nad założeniami nowej polityki migracyjnej, które mają satysfakcjonować większość sił w parlamencie.

Rządzący socjaldemokraci, dla których społeczne poparcie z miesiąca na miesiąc topnieje szukają wszelkich sposobów, aby utrzymać rząd premiera Löfvena, przed upadkiem. Zuchwałość imigranckich gangów powoduje, że zagrożeni nie czują się już tylko właściciele lokali gastronomicznych, sklepów spożywczych czy sami stróże prawa.

Dziś praktycznie każdy mieszkaniec Szwecji może paść ofiarą zdalnie odpalonego ładunku wybuchowego, który może eksplodować tuż przed wejściem do klatki schodowej w kamienicy, w której mieszka lub w swojej ulubionej restauracji.

Przemoc z gett na przedmieściach powoli zagląda w oczy również bogatym mieszkańcom snobistycznych dzielnic, którzy do tej pory beztrosko żyli w innej rzeczywistości.

Atak bombowy w modnym Södermalm w Sztokholmie - na początku października - a także coraz częstsze napady na dzieciaków ubranych w markowe ciuchy, udowodnił hipsterom, celebrytom i wszelkiej maści trendseterom, że wielokulturowość w wersji szwedzkiej, to brutalna rzeczywistość, od której pomimo zainwestowania grubego szmalu w małe klitki w białej dzielnicy nie mogą już uciec.

Najgorsze, że na razie państwo jest bezradne. Brakuje policjantów, a nowych chętnych nie widać. Prawo też kuleje, a lepszego boją się uchwalać.

Ponad 7-procentowe bezrobocie, zamrożony wzrost gospodarczy oraz coraz większe wydatki na ludzi niezdolnych samodzielnie się utrzymać powodują, że wielkoduszni socjaldemokraci, zaczynają mówić językiem, który do tej pory przypisywany był populistycznym ksenofobom wybranym przez niedouczoną ciemnotę na prowincji.

Nowa sytuacja będzie wymagała zmiany wizerunku.

Szwedzi nie będą już chcieli dalej chwalić się za granicą z dobrodziejstw państwa opiekuńczego. Długie, płatne urlopy rodzicielskie czy hojne świadczenia dla wielodzietnych rodzin, mogą wkrótce być w Szwecji dostępne jedynie dla uczciwie płacących podatki.

Dlatego należy się spodziewać, że Mocarstwo Humanitarne ubierze się w szaty dzielnej małoletniej dziewczynki walczącej o to, co dziś dla nas powinno być najdroższe.

Z naciskiem na: najdroższe!
Jest jednak pewna postać naszego rodaka, którą znają i szanują wszyscy Szwedzi od ponad 200 lat. Jest nim wielki polski patriota i emigrant - Henryk Bukowski. źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Bukowski
Jest jednak pewna postać naszego rodaka, którą znają i szanują wszyscy Szwedzi od ponad 200 lat. Jest nim wielki polski patriota i emigrant - Henryk Bukowski. źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Bukowski
Kiedy nawiązujemy nowe znajomości z osobami innej narodowości, to - licząc, że zdobędziemy natychmiast ich sympatię - często przywołujemy naszych narodowych bohaterów.

Większość Skandynawów wzruszy tylko ramionami lub uśmiechnie się z pożałowaniem, gdy dumnie powiemy, że jesteśmy synami tej samej ziemi co Kopernik, Fryderyk Chopin czy Jan Paweł II. Przeciętny Szwed, jest bowiem święcie przekonany o tym, że Kopernik był Niemcem, a Chopin Francuzem.


Niestety, papież Polak jest dla nich tak mało ważną postacią jak dla nas twórca szwedzkiego państwa dobrobytu - socjaldemokrata Per Albin Hansson. Szwecja, choć świecka wciąż patrzy na kraje katolickie przez pryzmat protestanckiej spuścizny, podejrzliwie i z nieukrywaną niechęcią.


Jest jednak pewna postać naszego rodaka, którą znają i szanują wszyscy Szwedzi od ponad 200 lat. Jest nim wielki polski patriota i emigrant - Henryk Bukowski. Powstaniec Styczniowy, który znalazł się w Szwecji po tym, gdy musiał uciekać z Moskwy, gdzie jako student prawa wraz ze swoimi kompanami próbował z Kremla wykraść oryginał Konstytucji III Maja.


Bukowski jako szlachcic, powstaniec i człowiek dobrze wychowany o miłej aparycji wzbudzał w Sztokholmie niemałe zainteresowanie. Kiedy przypadkowo trafił na dwór króla Karola XV, ten zaproponował mu pensję. Bukowski grzecznie odpowiedział wtedy monarsze, że nie potrzebuje jałmużny, ale pracy. W jej znalezieniu pomogła mu królowa Józefina, która - mówiąc kolokwialnie - załatwiła mu posadę pomocnika u znanego w mieście jubilera i antykwariusza Christana Hammera.

Zadaniem Bukowskiego było skatalogowanie jego zbiorów dzieł sztuki. W 1870 roku zaledwie trzy lata później Bukowski otworzył własny antykwariat, który zrewolucjonizował dotychczasowy handel sztuki w Szwecji. Bukowski sprzedawał nie tylko dzieła sztuki. W antykwariacie Polaka można było również nabyć płyty gramofonowe oraz unikatowe francuskie wina i koniaki.


Jednocześnie skupywał wszystko, co miało związek z historią Polski i przekazywał Muzeum Polskiemu w Rapperswillu w Szwajcarii oraz do bibliotek Krakowa. To właśnie Bukowskiemu zawdzięczamy, m.in. wydaną w Bazylei drugą edycję traktatu Mikołaja Kopernika "O obrotach sfer niebieskich".


Antykwariusz ze Sztokholmu był dla Stefana Żeromskiego protoplastą postaci opiekuna Judyma w "Ludziach bezdomnych". Stanisław Przybyszewski pisał o nim: "Człowiek o niesłychanie gorącym sercu, zdumiewającej ofiarności, fana­tycznej miłości ku Polsce, człowiek, który zbyt Polskę i Polaków ukochał, i właśnie wskutek tego stał się zgorzkniałym mizantropem, co sercu jego nie przeszkadzało co chwilę wybuchać gorętszym jeszcze płomieniem ukochania: Henryk Bukowski.".


W tych dniach kiedy oprócz naszych bliskich wspominamy także naszych bohaterów gorąco polecam i jego.

Dom aukcyjny Bukowski znajduje się w tym samym miejscu, gdzie ponad sto lat temu działał antykwariat Henryka Bukowskiego i należy dziś do jednego z najbardziej renomowanych na świecie.
Mobilna zapora, która ma chronić uczestników festynów przed wjazdem terrorysty samochodem w tłum ludzi. Fot. Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
Mobilna zapora, która ma chronić uczestników festynów przed wjazdem terrorysty samochodem w tłum ludzi. Fot. Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
O tym, że migrantom z Bliskiego Wschodu, czyli przeważnie młodym mężczyznom, którzy chcą polepszyć swoją sytuację materialną za granicą łatwiej jest wjechać do Szwecji niż być z tego kraju wydalonym, wie większość Szwedów. Wiadomo: władze mają związane ręce, przepisy.

Te przepisy mówią, że nikt nie może być ze Szwecji wydalony do kraju pochodzenie, jeżeli są tam prowadzone działania wojenne lub jeżeli komuś będzie groziło tam prześladowanie. Argument dość skutecznie jest wykorzystywany przez Syryjczyków, Irakijczyków, młodych mężczyzn z Afganistanu nie mówiąc już o Palestyńczykach, którzy u Szwedów mają specjalne fory.

Dziwić może natomiast, że ten właśnie przepis staje się dla szwedzkich władz przeszkodą nie do pokonania, gdy chodzi o wydalenie z kraju osób podejrzewanych o wspieranie terroryzmu czy nawet mających na swoim koncie próbę dokonania aktu terroru.

Otóż w specjalnym areszcie szwedzkiej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (SÄPO) siedzi sześciu mało sympatycznych facetów, wśród których jest kilku imamów stanowiących trzon siatki radykalnych islamistów.

Panowie w salkach znajdujących się na terenie swoich meczetów wychwalali Państwo Islamskie i namawiali młodych imigrantów do wyjazdu do Syrii, aby w szeregach ISIS walką wspierali swoich duchowych braci.

Jeden z nich, niejaki Abdel Nasser El Nadi, przez lata otrzymywał dotacje na prowadzenie wyznaniowej szkoły podstawowej w Göteborgu, w której zatrudniał tych dżyhadystów, którzy powrócili z wojny w Syrii i Iraku do Szwecji.

W sprawie ich wydalenia zabrał ostatnio głos nawet szwedzki rząd, który oświadczył, że ci ludzie stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa i nie mogą liczyć na - przewidziany prawem w takich sytuacjach - akt łaski. Natomiast Sąd Migracyjny stwierdził, że gdyby zostali ze Szwecji wydaleni, to w swoich krajach byliby prześladowani. Dlatego muszą pozostać na miejscu.

Innym przykładem, gdzie prawo okazuje się sojusznikiem terrorystów jest sprawa 23-letniego dziś Syryjczyka, który w 2017 roku - zaledwie w sześć miesięcy po przyjeździe do Szwecji jako uchodźca - dokonuje ataku na knajpę w spokojnym Ängelholmie w Skanii.

Adnan, uzbrojony w noż kuchenny i tzw. pas szahida rzuca w pub butelkami przypominającymi koktajle Mołotowa. Zostaje zatrzymany ale po kilku godzinach jest już na wolności, bowiem w butelkach zamiast benzyny jest sok, a pas szahida okazuje się atrapą. Później okazało się, że młody Syryjczyk pozorował zamach, bo chciał być zastrzelony i stać się islamskim męczennikiem.

Niespełna rok później Adnan zostaje skazany na półtora roku więzienia i wydalenie z kraju. Dziś jest już na wolności, ale bez prawa pobytu w Szwecji. Pomimo tego otrzymuje od gminy pieniądze na utrzymanie. Jego wydalenie ze względu na sytuację w Syrii jest niemożliwe - twierdzi Urząd Migracyjny.

Policja szacuje, że w Szwecji z nakazem wydalenia z kraju przebywa kilkadziesiąt tysięcy migrantów z Bliskiego Wschodu. Ci ludzie często są w gorszej sytuacji niż młody Adnan. Żyją i ukrywają się dzięki pomocy swoich rodaków. Duchowego wsparcia szukają w meczetach.
źródło: https://www.facebook.com/pg/rfsl.forbundet/photos/?ref=page_internal
źródło: https://www.facebook.com/pg/rfsl.forbundet/photos/?ref=page_internal
Mieszkańcy Szwecji od wielu lat znajdują się w światowej czołówce rankingu ludzi szczęśliwych i zadowolonych z życia. Również turyści odwiedzający ten kraj postrzegają Szwedów jako indywidua, które posiadają tyle wolności i oferowanych przez społeczeństwo możliwości do samorealizacji, że w Szwecji niemożliwością jest, aby być nieszczęśliwym.

Władze od lat 30. minionego wieku dbają, aby wszyscy byli szczęśliwi. Elementy zagrażające zdrowej tkance szwedzkiego społeczeństwa były od niego izolowane lub eliminowane. Do późnych lat 50. ponad 4500 osób z zaburzeniami psychicznymi poddano zabiegowi lobotomii.

Co szósty pacjent umierał wkrótce po zabiegu. Pochodzące na ogół z nizin społecznych kobiety, których zachowanie odbiegało od ogólnie przyjętych norm, poddawano przymusowej sterylizacji nawet do połowy lat 70. W ten sposób szansę na urodzenie dziecka odebrano ponad 60 tysiącom kobiet.

Wydaje się, że po latach promocji genderyzmu, szwedzcy specjaliści od inżynierii społecznej doczekali się kolejnej grupy obywateli, których chcą pozbawić prawa do fachowego leczenia i normalnego życia. Są nimi osoby, którym chętnie wmawia się, żeby zainteresowały się, czy aby przypadkiem ich psyche jest kompatybilne z ciałem.

Zagubieni młodzi ludzie szukający sposobu na określenie własnego ”ja” poddawani nieustannej indoktrynacji gender coraz częściej się gubią lub też - chcąc zdobyć wśród rówieśników popularność - wpadają w zastawioną na nich pułapkę.

Od 2001 do 2018 roku liczba nastolatków określających siebie transseksualistami wzrosła o 155 razy (od 12 do 1859 osób).

Od paru lat organizacje LGBT w tym kraju podnoszą alarm, że szwedzcy nastolatkowie cierpią katusze z powodu dysforii płciowej. Niektórzy mają jakoby próbować targać się na swoje życie. Wiosną sprawą zajęła się sama minister ds. równości, Åsa Lindhagen.

- Wśród młodych transseksualnych osób odsetek tych, które próbowały odebrać sobie życie wynosi 40 procent… 40 procent - nie mogę tego pojąć - mówiła przejęta minister.

Z tego powodu rząd postanowił przygotować projekt ustawy umożliwiający ubieganie się o sterylizację osobom już od 15 roku życia. Bez zgody rodziców. Wszystko oczywiście w imię dobra dziecka. Urzędnicy nawet przywoływali konwencję praw dziecka ONZ. Okazało się jednak, że informacje o tym, że 40 procent nastolatków próbowało popełnić samobójstwo z powodu świadomości, że posiada inną płeć niż wskazuje na to ciało, nie mają pokrycia w faktach i są po prostu propagandą organizacji LGBT.

Ujawnili to szwedzcy dziennikarze śledczy w reportażu telewizyjnym Tranståget.

Widzowie mogli również zobaczyć jak szwedzka służba zdrowia podchodzi do leczenia młodych osób zwracających się o pomoc do specjalistycznych przychodni. W niektórych przypadkach już po 5 konsultacjach zapada diagnoza i rozpoczyna się terapia hormonalna.

Zwykle kończy się sterylizacją. Jednocześnie w reportażu pokazano młodych ludzi, którzy zarzucają lekarzom, że nie byli informowani ani o zagrożeniach wynikających z leczenia hormonami ani o nieodwracalnych skutkach operacji usunięcia narządów płciowych.

Szwedzka młodzież wciąż wierzy, że najważniejsze w ich rozwoju jest prawo do samookreślenia siebie, w tym te do określenia własnej płci.
12345