Skandynawia po mojemu
Radio Szczecin » Skandynawia po mojemu

Szwedzkie wybory, a nie: europejskie

Kilka dni temu Helené Fritzon, ”jedynka” socjaldemokratów i była minister ds. imigracji, powiedziała w telewizji, że w Polsce wyrzucono dziennikarza mediów publicznych tylko za to, że chciał zaprosić do swojego programu... kobietę. źródło: https://www.facebook.com/helenefritzonpolitiker/
Kilka dni temu Helené Fritzon, ”jedynka” socjaldemokratów i była minister ds. imigracji, powiedziała w telewizji, że w Polsce wyrzucono dziennikarza mediów publicznych tylko za to, że chciał zaprosić do swojego programu... kobietę. źródło: https://www.facebook.com/helenefritzonpolitiker/
Za cztery dni wybierzemy 52 posłów do Parlamentu Europejskiego. 21 wybiorą Szwedzi. Czy będą to posłowie przychylni Polsce, czy też nie?

Ostatnie sondaże pokazują, że 26 maja Szwedzi zagłosują podobnie jak w wyborach parlamentarnych we wrześniu. Czyli, że większość głosujących poprze kandydatów centroprawicowych. Nie oznacza to jednak, że będą oni wspierać rozwiązania korzystne dla Polski.

Jeśli chodzi o takie kwestie jak relokacja uchodźców, polityka energetyczno-klimatyczna, praworządność czy wreszcie dyrektywa dotycząca pracowników delegowanych, którą Polska zaskarżyła do Trybunału Sprawiedliwości UE, to szwedzka centroprawica mówi tym samym głosem co socjaldemokraci. Może nie wypowiada się tak ostro, jak kandydaci partii rządzącej, którzy wprost mówią, że Polsce nie należy się ani grosz z funduszy strukturalnych, ale w sumie podzielają ten pogląd.

W szwedzkich mediach, które w większości finansowane są częściowo przez rządowe dotacje, a nawet te komercyjne, trwa w najlepsze nagonka na Polskę. Realizowane przez samorządy w Polsce inwestycje - dzięki wsparciu unijnych funduszy - przedstawia się niekiedy prawie jako nasze fanaberie.

Przekaz jest bardzo jasny: Polska, która wybrała sobie rząd, który dąży do autorytaryzmu i automatycznego wykluczenia się z europejskiej wspólnoty bogaci się naszym kosztem! Oprócz tego; nie zamyka kopalni węgla, nie pozwala kobietom przerywać ciąży, nie chce przyjmować uchodźców, prześladuje osoby LGBT i ogranicza wolność słowa.

Kilka dni temu Helené Fritzon, ”jedynka” socjaldemokratów i była minister ds. imigracji, powiedziała w telewizji, że w Polsce wyrzucono dziennikarza mediów publicznych tylko za to, że chciał zaprosić do swojego programu... kobietę. Chyba pani Fritzon, pomyliły się kontynenty, ale to do Szwedów trafia. Większość z nich jest bowiem zaprogramowana, żeby takie fake newsy płynące z ust przedstawiciela ”waadzy” przyswajać jako fakty.

Jedyna partia, która trzyma rezon i nie daje się podporządkować oficjalnej antypolskiej narracji, to Szwedzcy Demokraci. We wszystkich ww. kwestiach nie zgadzają się ze swoimi oponentami. Popiera ich około 18 procent wyborców - to 8 procent więcej niż pięć lat temu. Pozwoli im to na wprowadzenie, nie 2 deputowanych jak ostatnio, ale czterech.

Dobre i to.

Przemysław Gołyński

Eurowizyjna szajba?

"Waterloo"- tą piosenką z finału Eurowizji w 1974 roku Abba rozpoczęła swoją światową karierę. Mało kto wie, że choć Szwedów ogarnęła prawdziwa duma ze zwycięstwa Abby, to grupa ta nie była początkowo tak popularna w Szwecji jak w innych krajach Europy. żródło: https://pixabay.com/pl/2431516/Efraimstochter/ (CC0 domena publiczna)
"Waterloo"- tą piosenką z finału Eurowizji w 1974 roku Abba rozpoczęła swoją światową karierę. Mało kto wie, że choć Szwedów ogarnęła prawdziwa duma ze zwycięstwa Abby, to grupa ta nie była początkowo tak popularna w Szwecji jak w innych krajach Europy. żródło: https://pixabay.com/pl/2431516/Efraimstochter/ (CC0 domena publiczna)
Szwedzi szaleją za Eurowizją. Do tego stopnia, że od kilkunastu już lat wyłonienie reprezentanta Trzech Koron jest procesem z udziałem widzów, który trwa kilka miesięcy. Koncert finałowy poprzedzają bowiem cztery konkursy, w których o dwa pierwsze miejsca walczy ośmiu wykonawców.

Artyści zajmujący w nich 3. i 4. miejsce trafiają do dodatkowego konkursu ”Ostatniej Szansy”, skąd czterech najlepszych kwalifikuje się do finałowej 12-tki. Wszystkie koncerty transmitowane są na żywo przez państwową telewizję. Ich oglądalność należy do najwyższych w Szwecji. Rekord padł w 2006 roku kiedy krajowy finał Melodifestivalen, czyli Festiwalu Melodii oglądało ponad 4 miliony 200 tysięcy widzów spośród 9 milionowej ludności.

Co roku podczas występu reprezentanta Szwecji na konkursie Eurowizji miasta pustoszeją, a większość Szwedów ogarnia festiwalowa histeria, którą skutecznie podgrzewają media.

"Waterloo"- tą piosenką z finału Eurowizji w 1974 roku Abba rozpoczęła swoją światową karierę. Mało kto wie, że choć Szwedów ogarnęła prawdziwa duma ze zwycięstwa Abby, to grupa ta nie była początkowo tak popularna w Szwecji jak w innych krajach Europy. Szwedzkie radio i telewizja bardzo niechętnie emitowały piosenki sympatycznego kwartetu.

Socjaldemokratyczne państwo wolało prezentować twórczość amatorów, którzy swój talent szlifowali w ludowych domach kultury w niewielkich miasteczkach. Annfrid, Benny, Björn i Agnetha byli na owe czasy zbyt ekstrawaganccy. Zbyt podobni do popowych zespołów z nielubianych Stanów Zjednoczonych czy Brytyjskiego Imperium. Dodatkowo wkrótce stali się bardzo bogaci.

Na szczęście nie uciekli ze Szwecji do "rajów podatkowych" i nie stali się - jak tenisista Björn Borg czy reżyser Ingmar Bergman - wrogami ludu. W kKilka miesięcy po udanym turnee w Australii - w 1977 roku - członkowie Abby zostali ostatecznie zaakceptowani przez władze i stali się wysokiej próby marką Szwecji.

Żaden z późniejszych pięciu szwedzkich zwycięzców Konkursu Eurowizji nie odniósł już takiego sukcesu. Mimo tego popularność Eurowizji wśród Szwedów wciąż jest wysoka, niezależnie od wieku, co może nas nieco jednak dziwić. No, ale: przecież są gusta i guściki.

Przemysław Gołyński

Ratować swoich!

Fot. Przemysław Gołyński
Fot. Przemysław Gołyński
25 kwietnia mijają dokładnie 74 lata od dnia kiedy ostatni konwój - złożony z 20 białych autobusów Szwedzkiego Czerwonego Krzyża wypełnionych prawie tysiącem więźniów - opuścił niemiecki, nazistowski obóz koncentracyjny w Ravensbruck.

Jakie były kulisy słynnej akcji ratowania więźniów z obozów koncentracyjnych w ostatnich dniach II wojny światowej?

Przez ponad 60 lat Szwedzi żyli legendą Białych Autobusów, które jakoby uratowały z obozów kilkanaście tysięcy Żydów przed Zagładą. Fakty mają się jednak nieco inaczej...

Akcja została rozpoczęta w 1944 roku dzięki staraniom norweskich dyplomatów. Chodziło o ewakuację osadzonych w obozach koncentracyjnych członków norweskiego ruchu oporu. 7 września tego samego roku ambasador Szwecji w Berlinie, Arvid Richert wystosował do niemieckiego rządu oficjalną prośbę o zwolnienie - internowanych w obozach III Rzeszy - norweskich studentów. 2 listopada Hitler udzielił zgodę na powrót do domu 130 chorych Norwegów.

Reakcja Niemców na prośbę Szwedów daje Norwegom nadzieję na "ugranie" czegoś więcej. 30 listopada 1944 roku norweski minister Niels Dietlef proponuje rządowi Szwecji utworzenie misji Szwedzkiego Czerwonego Krzyża.

Pomysł akceptują Szwedzi. Misję ratowniczą otrzymuje viceprzewodniczący tej organizacji, hrabia Folke Bernadotte. Jako członek szwedzkiego dworu, hrabia posiadał dobre kontakty z niemieckim Czerwonym Krzyżem, którego szefem był w tamtym czasie, obergruppenfuhrer SA książe Karol Edward, dziadek obecnego króla Szwecji Karola XVI Gustawa.

Na bezpośrednie rozmowy z Himmlerem Bernadotte udaje się w lutym 1945 roku. Jego celem - zgodnie z wytycznymi MSZ - jest uzyskanie zgody Niemców na uwolnienie i transport do Szwecji lub Danii więzionych w niemieckich obozach Duńczyków i Norwegów.

Himmler godzi się, aby Szwedzi przetransportowali do obozu Neunegamme, w pobliżu granicy z Danią wszystkich skandynawskich więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych oraz urodzone w Szwecji Niemki i ich dzieci.

Światowy Kongres Żydów dowiaduje się o misji Bernadotte i apeluje do szwedzkiego rządu, aby Białe Autobusy zabierały z obozów również Żydów. Otrzymuje odmowę.

W marcu - po rozmowach z Kaltenbrunnerem i adiutantem Himmlera, Schellebergiem - Bernadotte otrzymuje pozwolenie na ewakuację z obozów także skandynawskich Żydów. 12 marca do bazy koło Hamburga docierają pierwsze "Białe Autobusy". Rozpoczyna się akcja ratownicza.

Pierwsze transporty duńskich i norweskich więźniów z obozu Sachenhausen trafiły do obozu Neuengamme blisko granicy z Danią 16 marca. W ciągu kilku dni obóz zaczął się zapełniać i liczył już ponad 3 tysiące Skandynawów.

Do obozu trafiły również Szwedki z obywatelstwem niemieckim. Niemcy wydali Bernadotte zgodę aby opróżniać Neuengamme z więźniów innych narodowości i przewozić ich Białymi Autobusami do innych obozów koncentracyjnych.

Na początku kwietnia Niemcy zgodzili się na ewakuację do Danii i Szwecji Dunek i Szwedek oraz chorych Skandynawów. Kilkanaście dni później Kaltenbrunner zgodził się, aby "Białe Autobusy" zabrały ponad 400 duńskich Żydów z obozu w Theresienstad.

24 kwietnia Himmler zgodził się w końcu - w zamian za przekazanie wiadomości generałowi Eisenhowerowi o gotowości do podjęcia przez niego rozmów - aby Szwedzi zabierali z obozów kogo chcą. Od rządu ze Sztokholmu otrzymali jednak polecenie, by ewakuować więźniów pochodzących z Europy Zachodniej. Polaków i Żydów mieli zabierać w ostateczności.

Przekonał się o tym polski Żyd, Berek Jakubowicz, słynny dentysta z Auschwitz, który znalazł się w jednym z obozów przesiedleńczych. Odwiedziły go słynne już wtedy szwedzkie "Białe Autobusy".

Jakubowicz udaje Francuza i Szwedzi zabierają go wraz z innym więźniami do Neustadt skąd mają wyruszyć statki w kierunku Szwecji. Na miejscu Szwedzi nabierają jednak podejrzeń co do kraju pochodzenia kilkudziesięciu pasażerów autobusu.

- Dowódca rozkazał, aby wszyscy Polacy wystąpili z szeregu. W przeciwnym razie w dalszą podróż nie zabierze nikogo. Wystąpiliśmy z szeregu, ale błagaliśmy Szwedów, aby Ci pozwolili nam wejść na pokład. Szwedzi na prośby nie zareagowali, tłumacząc się umową z Himmlerem - powiedział przed laty szwedzkiemu radiu Jakubowicz.

Około 60 polskich więźniów zostaje przez Szwedów oddanych w ręce Niemców.

Wielu z nich zginęło po zbombardowaniu przez aliantów statku "Cap Arcona".

Dzięki decyzjom podejmowanym - często na własną rękę - przez dowódców konwojów z obozu w Ravensbruck uratowano około 1500 więźniarek różnych narodowości, w tym kilkaset Polek. Świadczą o tym protokoły przesłuchań zgromadzone w Polskim Instytucie Źródłowym w Lund.

Z misji hrabiego Bernadotte - według ostatnich oficjalnych danych - skorzystało łącznie około 15 tys. osób. Połowę z nich stanowili Skandynawowie. Potwierdzone źródła mówią o uratowanych 450 skandynawskich Żydach i o 1 tys. polskich Żydówek.

Przemysław Gołyński

Czym chata bogata

Fot. Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
Fot. Przemysław Gołyński [Radio Szczecin]
W niedzielnym wywiadzie dla dziennika Dagens Nyheter premier Szwecji Stefan Löfven ostrzegł, że państwa które nadal będą blokowały przyjęcie wspólnej polityki migracyjnej będą wkrótce karane finansowo.

Dlaczego tak bardzo zależy Szwecji, aby takie kraje jak Polska czy Węgry nie przeciwstawiały się powstaniu nowego mechanizmu relokacji migrantów?!

Stanowisko premiera można w pełni zrozumieć. Szwecja obecnie chętnie przyjmowałaby mniej migrantów, gdyby działał mechanizm przymusowej relokacji przybyszy dobijających się do granic Unii Europejskiej. Szwedzkie państwo, choć wciąż jest jednym z najbogatszych na naszym kontynencie, odczuwa już skutki swojej nieodpowiedzialnej polityki migracyjnej.

Tysiące przyjętych w latach 2015-2016 migrantów stanowi dziś dla wielu szwedzkich gmin wielkie obciążenie. Po tym, jak z budżetu państwa przestały płynąć środki na pomoc socjalną dla azylantów samorządy muszą ciąć wydatki. Szczególnie w małych miejscowościach, gdzie brakuje przemysłu.

Wielu lokalnych polityków w wyludnionych miasteczkach widziało w imigracji szansę na rozwój. W 2015 roku władze mówiły, że Szwecję zaleje "deszcz kompetencji". W mediach przytaczano fałszywe dane na temat wykształcenia przyszłych współmieszkańców. Po okresie rozpatrywania wniosków o azyl uchodźcy mieli szybko nauczyć się języka i pracować ponownie swoich zawodach.

Samorządy nie mogły się doczekać nowych obywateli. Mieli bowiem zasilić przychodnie i szpitale oraz miejskie instytucje. Ci mniej wykształceni mieli być zachętą dla przedsiębiorców, którzy woleli przenieść produkcję do krajów bałtyckich lub Polski.

Okazało się, że niewielki procent migrantów posiadających wyższe wykształcenie po uzyskaniu pozwolenia na pobyt stały wybrała osiedlenie się w większych miastach. Tysiące migrantów, często analfabetów, nie miała większych aspiracji i godziła się na przydzielenie ich do małych gmin w głębi kraju.

Jedną z gmin, która w nadziei na podreperowanie swojego budżetu przyjęła setki migrantów jest - licząca dziś ponad 10 tysięcy mieszkańców - gmina-miasto Filipstad. Gminie, gdzie do lat 80. wydobywało się rudę żelaza i mieszkańcom żyło się dostatnio - dziś grozi bankructwo. 24 procent jej mieszkańców to imigranci. Tylko co dziesiąty z nich posiada zatrudnienie. Prawie dwa tysiące osób utrzymuje się z zasiłków wypłacanych przez pomoc społeczną z budżetu gminy.

Władze centralne utrzymywały pobyt tych ludzi w gminie przez okres dwóch lat. Teraz odpowiedzialność za nich spoczywa na samorządzie.

- W jaki sposób analfabeta może w ciągu kilku lat być gotowym do podjęcia pracy?! Przeanalizowaliśmy sytuację każdej z tych osób. Większość z nich przez długie lata nie będzie mogła podjąć pracy. Finansowo nie damy rady. Będziemy musieli wystąpić z wnioskiem o upadłość - powiedział jednej z gazet Claes Hultgren, burmistrz Filipstad.

Wiele innych gmin ma podobne problemy. Aby sprostać wyzwaniom - tną wydatki. Niektóre zamroziły podwyżki dla pracowników, inne muszą przeznaczać mniej środków na oświatę, służbę zdrowia i opiekę nad ludźmi starszymi.

Dziwi jednak naiwność szwedzkiego premiera, że Polska i Węgry zgodzą się na przyjmowanie do siebie ludzi, którzy chcą polepszyć własną sytuację materialną kosztem innych nie dając nic w zamian. Na taki gest mogą pozwolić sobie ci politycy, którzy chcą, by ich kraje za wszelką cenę posiadały status humanitarnego mocarstwa.

Przemysław Gołyński

Wolno mówić wszystko. Byleby dobrze!

źródło: https://pixabay.com/pl/1315071/dimitrisvetsikas1969/ CC-0 / domena publiczna
źródło: https://pixabay.com/pl/1315071/dimitrisvetsikas1969/ CC-0 / domena publiczna
Kiedy w 1766 roku szwedzki parlament - Riksdag - zniósł cenzurę słowa drukowanego, Szwecja cieszyła się pierwszą na świecie ustawą gwarantującą obywatelom dostęp do oficjalnych dokumentów wszystkich instytucji państwa i rzecz najważniejszą - wolność prasy.

Okazuje się, że kraju uważanym na świecie jako wzór państwa demokratycznego zdarzają się przypadki, które przypominają nam o tym, że podstawowe wolności obywatelskie mogą być podważane, nawet w Szwecji.

Przez kilka ostatnich lat szwedzka dziennikarka i publicystka znana z ciętego i ostrego języka Ingrid Carlqvist prowadziła wraz Danielem Frändelövem kanał na Youtube pt. "Ingrid&Conrad".

Co tydzień emitowali na żywo audycje, podczas których komentowali ostatnie wydarzenia w Szwecji. Kontestowali politykę rządu i - nie owijając w bawełnę - krytykowali podejmowane przez rządzących decyzje. Pod lupę brali w szczególności skutki prowadzonej przez władze polityki imigracyjnej. Nieistniejący już dziś kanał odwiedzało co tydzień prawie 2 tysiące osób.

4 kwietnia Sąd Rejonowy w Helsingborgu skazał autorów bloga na kary grzywny. Carlqvist ma zapłacić 13 tysięcy koron, czyli ok 5,5 tys. zł, a Frändelöv 3 tysiące koron. Sąd uznał, że oboje złamali prawo o wolności publikacji, które nakłada na właściciela autorów wydawnictwa obowiązek wyznaczenia wydawcy. Sąd powołał się na przepis prawa (obowiązującego w Szwecji od 16 lat), dotyczącego emitowania treści przez internet. Nakłada on obowiązek wyznaczenia wydawcy również dla tego typu publikacji.

Tak się składa, że ów przepis jest dziś martwy i zdaniem obrońców autorów podcastu nie powinien być przez sąd zastosowany. Sędziowie z kolei tłumaczyli swój wyrok tym, że choć Carlqvist i Frändelöv otrzymali od prokuratury pouczenie, że ich działalność narusza prawo, to nadal ją prowadzili. Uznali to jako przejaw obojętności wobec prawa.

Tymczasem - jak się okazuje - że sąd rejonowy w Helsingborgu od 2017 roku prowadzi dokładnie taką samą działalność, wydając na żywo podcast na m.in. Facebooku, nie podając przy tym nazwiska wydawcy.

- Popełniono błąd - przyznała prezes sądu Ylwa Norling Jönsson. Na przewodniczącym składu sędziowskiego, który skazał parę dziennikarzy nie robi to jednak wrażania. Martin Persson powiedział mediom, że może się odnieść wyłącznie do sprawy, w której orzekał, a ze sprawą podcastu realizowanego przez sąd w Helsingborgu nie ma nic wspólnego.

Czyżby zatem i w Szwecji byli równi i równiejsi? Czyżby również tam kasta ludzi "naprawdę wyjątkowych" była wyjęta spod prawa?

W Szwecji jest powiedzenie: "U nas o władzy możesz mówić wszystko; ważne tylko, abyś mówił o niej dobrze".

Szwedzi się budzą?

Fot. pixabay.com / Picudio (CC0 domena publiczna)
Fot. pixabay.com / Picudio (CC0 domena publiczna)
Coraz więcej Szwedów uważa, że społeczeństwo powinno opierać się na chrześcijańskich wartościach. Czy oznacza to, że w jednym z najbardziej zlaicyzowanych krajów w Europie odradza się religia?

Ankieta przeprowadzona przez Instytut Badań Społecznych Uniwersytetu Linneusza w Växjö - po wrześniowych wyborach do parlamentu - pokazuje, że w ciągu ostatnich czterech lat o 100 procent wzrósł odsetek Szwedów, dla których ważne są chrześcijańskie wartości. Z 20 procent w 2014 do 40 procent w roku 2018. 

Przekonanie o tym, że wartości chrześcijańskie winny być fundamentem szwedzkiego społeczeństwa wzrosło wśród wszystkich wyborców; najbardziej jednak wśród sympatyków socjaldemokratów i umiarkowanych konserwatystów.

- Interesujące jest to, że przyznają się do niego osoby rzadko odwiedzające kościoły oraz uważające się z agnostyków - zauważył autor badania, profesor Magnus Hagevi.



Naukowiec, wyjaśniając przyczynę tego fenomenu twierdzi, że wyborcy kojarzą chrześcijańskie wartości w kontrze do muzułmańskich wartości, które coraz częściej są artykułowane w przestrzeni publicznej przez imigrantów pochodzących z Bliskiego Wschodu i Afryki.

Wydaje mi się, że jest to częściowo trafna konkluzja. 

Przez ostatnie lata toczą się w Szwecji debaty dotyczące mniejszości muzułmańskiej, której przedstawiciele stają się coraz bardziej roszczeniowi i domagają się wciąż to nowych przywilejów.

Dyskutuje się o publicznym wzywaniu przez muzułmanów do modlitwy, o problemach w zwalczaniu przemocy honorowej, okaleczaniu kobiecych narządów płciowych czy o zmuszaniu nastolatek do wychodzenia za mąż poza granicami Szwecji.

Prowadzi to do refleksji wśród części opinii publicznej. Coraz więcej rodowitych Szwedów kontestuje tworzoną przez polityków nową rzeczywistość, w której prawa jednostki zastępowane są prawami grup społecznych ubranych w szaty męczenników. 

Budzi to - wśród myślących zdroworozsądkowo Szwedów - tęsknotę za wartościami cementującymi ich tożsamość narodową i kulturową.

Te 40 procent wyborców, o których była wcześniej mowa może nawet podświadomie ufa, że tymi wartościami jest chrześcijaństwo. 

Istnieje jeszcze jedna przesłanka, nieujęta przez naukowców, która - moim zdaniem - determinuje przekonanie Szwedów o tym, jak ważną wartością jest chrześcijaństwo w zatrzymaniu przebudowy społeczeństwa opartym na wielokulturowość. Czują, że docelowo doprowadzi to do konieczności uznania zwierzchności tej najsilniejszej.

Tą przesłanką jest strach.



Szwedzi w obawie wykluczenia z własnej społeczności, która nie dopuszcza do artykułowania przez jednostki sprzeciwu, używają chrześcijańskich wartości jako narzędzia usprawiedliwiającego ich naturalną niechęć do tego, co inne i obce. 

Szwedzi, mając to na zawsze zaprogramowane w swojej świadomości, nigdy w Szwecji publicznie nie powiedzą, że nie obchodzi ich los człowieka biednego lub ofiarę opresyjnego zachodniego imperializmu.



Szwedzcy Demokraci, którzy są drugą siłą polityczną twierdzą, że państwo powinno w pierwszej kolejności zadbać o swoich własnych obywateli i według ich potrzeb budować i umacniać jego struktury. Już samo to stwierdzenie powoduje, że byli do tej pory całkowicie izolowani w parlamencie.

Gotowość do podjęcia z nimi rozmów w kluczowych dla Szwecji sprawach, zadeklarowała przewodnicząca Chrześcijańskich Demokratów, Ebba Busch Tor.

Przypadek?! Nie sądzę!

Przemysław Gołyński

Sto lat!

źródło: https://www.facebook.com/AmbasadaSzwecji/
źródło: https://www.facebook.com/AmbasadaSzwecji/
W tym roku przypada setna rocznica nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy Polską i Szwecją. Choć sama rocznica przypada na dzień 3 czerwca, to zapowiadana na środę wizyta w Warszawie minister spraw zagranicznych Margot Wallström skłoniła mnie do sprawdzenia, w jaki sposób oba kraje będą obchodzić owe wydarzenie.

Refleksem wykazał się ambasador Szwecji w Polsce, pan Stefan Gullgren, który już 21 stycznia opublikował w mediach społecznościowych - wypowiedziane poprawną polszczyzną - krótkie przemówienie. Jak na dyplomatę przystało mówił o nas jako o sąsiadach dzielących wspólną historię, o dobrej, ożywionej współpracy gospodarczej, kulturalnej i politycznej.

Jeśli chodzi o współpracę polityczną, to wieje tu zdecydowanie chłodem. Na stronie internetowej szwedzkiego MSZ, został opublikowany raport dotyczący przestrzegania praw człowieka, demokracji oraz praworządności w Polsce. Nie znajdziemy w nim zrozumienia dla podejmowanych przez polskie władze od 2015 roku reform.

Oprócz tego wytyka się nam, niewdrożenie Konwencji Stambulskiej o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Szwedom nie podoba się nasze prawo aborcyjne i możliwość odmowy usunięcia dziecka przez lekarza powołującego się na klauzulę sumienia. Przytacza się informacje organizacji pozarządowych mówiące o rosnącej liczbie ataków nienawiści na osoby LGBT. W raporcie czytamy również, że w ciągu ostatniej dekady zmalały obszary biedy i wzrosły wynagrodzenia. Słowem - dziki kraj!

Od kilku miesięcy, w szwedzkich mediach pojawiają się artykuły przedstawiające sytuację w Polsce w krzywym zwierciadle. Są w nich zawarte często półprawdy i insynuacje. Wyłaniający się z nich obraz Polski jest w większości przypadków niesprawiedliwy, stronniczy i nieodpowiadający rzeczywistości.

Z kolei na stronach internetowych naszego MSZ nie znajdziemy niestety opracowania dotyczącego obecnej sytuacji w Szwecji. Ostatni wpis dotyczący tego kraju pochodzi z 22 lutego i dotyczy ostrzeżenia dla podróżujących do Szwecji, który mówi o trzecim stopniu zagrożenia terrorystycznego.

Choć minister Wallström odwołała swoją środową wizytę w Warszawie, to setną rocznicę nawiązania stosunków dyplomatycznych między Szwecją a Polską w sposób mistrzowski wykorzystuje szwedzkie MSZ. W ramach obchodów jubileuszu ambasada Szwecji w Warszawie nagrała serię filmików pod tytułem "Szwedzka teoria sukcesu - kobiety w biznesie". Dyrektorzy (z reguły kobiety) dużych, działających w Polsce firm ze Szwecji opowiadają w nich, jak osiągnęli swój sukces i jak ważna jest obecność kobiet na decyzyjnych stanowiskach w biznesie.

Kolejny raz pokazują nam Szwedzi jak wykorzystywać tego typu wydarzenia do własnego politycznego marketingu. Brakuje nam tych umiejętności. Może coś się w tym temacie zmieni, jeśli w końcu nasze MSZ obsadzi ambasadora w Sztokholmie? Jeśli będzie to możliwe w tym roku, to można przypuszczać, że będzie to nasza forma obchodów stulecia nawiązania stosunków dyplomatycznych między Szwecją i Polską.
Felieton Przemysława Gołyńskiego [Radio Szczecin]

Zbawicielka Greta

Fot. Przemysław Gołyński
Fot. Przemysław Gołyński
Młoda Szwedka, Greta Thunberg stała się na świecie twarzą ruchu młodzieży na rzecz ochrony klimatu.

Aktywiści ochrony środowiska oraz sympatycy lewicy 16-letnią Gretę Thunberg porównują do współczesnej Joanny d’Arc. Parafia Szwedzkiego Kościoła Luterańskiego w Limhamn w Malmö okrzyknęła ją mesjaszem naszych czasów. Znany hokeista Börje Salming chce, aby nastolatka wkrótce została premierem Szwecji. Politycy norweskiej partii socjalistycznej nominowali ją do Nagrody Nobla.

Szwedzkie media zgodnie powtarzają, że popularność Grety na świecie jest równa tej, jaką w latach 70. cieszyła się ABBA. Jedno jest pewne: Szwedzi otrzymali (brzydko mówiąc) kolejną eksportową markę "Made in Sweden i będą z niej dumni, choćby okazała się wydmuszką.



Niestety, wiele przemawia za tym, że właśnie tak jest w tym przypadku.

Zanim przedstawię fakty na poparcie tej tezy chciałbym zaznaczyć, że osobiście uważam, iż to dobrze, że dzieci troszczą się o środowisko i mają świadomość, że odpowiednie zachowanie i nawyki mogą pozytywnie wpływać na otaczające nas środowisko. Oburza natomiast to, że dorośli wykorzystują nieletnich, by czerpać z nich zyski. Chodzi zarówno o te materialne jak i polityczne.



Greta Thunberg jest córką szwedzkiej śpiewaczki operowej i celebrytki Maleny Ernman. Jej ojciec Svante jest aktorem, producentem operowym oraz menedżerem swojej żony. 24 sierpnia 2018 roku para wydała książkę, w której oprócz wyrzutów sumienia z powodu sposobu życia, który niszczy klimat opisuje także m.in. problemy Grety i jej siostry Beaty związane z chorobą Asperberga, na którą cierpią obie dziewczynki.



Cztery dni wcześniej Greta rozpoczęła swój szkolny strajk przed budynkiem Riksdagu.

W tym samym dniu jej zdjęcie zrobione "przypadkowo" w tym miejscu publikuje w mediach społecznościowych Ingemar Renzhog, założyciel firmy We Don't Have Time. Firma przedstawia się bardziej jako ruch społeczny i angażuje w internecie miliony ludzi.

Zarówno Renzhog jak i matka Grety brali wcześniej razem udział w galach i konferencjach organizowanych przez fundacje działające na rzecz ochrony klimatu.

 Kilka godzin później lewicowy dziennik Aftonbladet publikuje pierwszy artykuł o proteście Grety. Dzień przed ukazaniem się książki jej rodziców gazeta Dagens Nyheter publikuje obszerny wywiad z jej matką i ilustruje go zdjęciem dziewczynki strajkującej w obronie klimatu. 

Od tego momentu Greta staje się symbolem - prowadzonej w szwedzkich mediach od miesięcy - kampanii, której przekaz jest prosty: ”jeśli nic nie zrobimy, ziemia za 10 lat przestanie istnieć”.

O proteście Grety mówią media na całym świecie. W październiku w dzienniku The New Yorker pojawia się obszerny artykuł o szkolnym strajku Grety z linkiem na stronę We Don't Have Time. 26 listopada 2018 roku spółka Renzhoga informuje o emisji akcji. Miesiąc wcześniej Greta zostaje doradcą fundacji o tej samej nazwie i zasiada w jej zarządzie. W grudniu nastolatka zabiera głos na konferencji klimatycznej w Katowicach, później przemawia na forum ONZ.

W lutym Greta Thunberg informuje media, że "z uwagi na brak czasu" opuszcza fundację We Don't Have Time. 

W prospekcie emisyjnym spółki - dostępnym dla każdego w sieci - jej nazwisko pojawia się 11 razy. Ingemar Renzhog twierdzi, że jego przedsięwzięcie nie ma na celu osiągnięcia zysków. Spółka We Don't Have Time jest obecnie warta około 15 milionów koron. Po sprzedaży akcji - która ma ruszyć 22 kwietnia - jej wartość może sięgnąć 72 milionów koron, czyli prawie 8 milionów dolarów.

PRZEMYSŁAW GOŁYŃSKI

Stockholm, vi har ett problem!

Fot. Melker Dahlstrand/Sveriges riksdag
Fot. Melker Dahlstrand/Sveriges riksdag
Dla większości rządów europejskich państw jest jasne, że ich obywatele, którzy kilka lat temu wyjechali do Syrii i Iraku, by stać się tam bojownikami kalifatu powinni wrócić i zostać osądzeni w kraju, którego są obywatelami. Inaczej sprawa wygląda w Szwecji.

Dla rządu premiera Stefana Löfvena sprawa powrotu do kraju terrorystów i ich rodzin do kraju jest wyjątkowo kłopotliwa. Do tej pory kilkadziesiąt osób, które na własną rękę powróciło do Szwecji z wojennej wyprawy nie zostało pociągniętych do odpowiedzialności karnej. Co więcej: służby specjalne wiedzą niezwykle mało na temat tego, co szwedzcy najemnicy tzw. Państwa Islamskiego, robili tam na miejscu.

Często mają związane ręce bowiem nie posiadają odpowiednich narzędzi. Na przykład: by skutecznie ich śledzić. Rząd wielokrotnie zapowiadał wprowadzenie przepisów dających służbom większe możliwości inwigilacji, ale wciąż ich brakuje.

Ponadto w Szwecji przynależność do organizacji terrorystycznej nadal nie jest zakazana. Władze samorządowe natomiast chętnie służą profesjonalną pomocą psychologiczną. Szczególnie dla kobiet i dzieci. Niewielu jednak z tej pomocy korzysta, bo osoby te nie mają ochoty się ujawniać.

Przebywającym w niewoli Kurdów w Syrii kilkudziesięciu terrorystom ze szwedzkim paszportem Szwecja odmawia konsularnej pomocy w powrocie do kraju. Szwedzi mają jednak kłopot z potępieniem podjętego kilka lat temu przez te osoby świadomego wyboru. Niektórzy uważają również, że ISIS niewiele ma wspólnego z islamem, a jest tylko patriarchalną organizacją zbudowaną na fundamencie męskiej kultury przemocy.

- Islamscy ekstremiści nie chcą, aby feminiści, aktywiści na rzecz ochrony środowiska i samotne matki mogły żyć w pokoju. ISIS jest przykładem na to, co może się wydarzyć, kiedy męska kultura przemocy bez przeszkód może wykorzystywać swoje narzędzia władzy. Ofiarami tzw. Państwa Islamskiego w regionie konfliktu byli najczęściej muzułmanie i mniejszości narodowe. Żyjący w pokoju i wolności muzułmanie zdecydowanie odcinają się od radykalnego islamu, którego ISIS chce być orędownikiem. Tak naprawdę służą oni jedynie śmierci - powiedziała podczas debaty w Riksdagu deputowana partii Lewica, Linda Snecker.

W wypowiedziach udzielanych szwedzkim mediom byli bojownicy kalifatu utrzymują, że nie byli do końca świadomi w czym będą uczestniczyć. Niektórzy z nich twierdzą, że nie brali udziału w walkach. Mówią, że liczą na rozsądek rządzących.

Szwedzi woleliby uniknąć sądzenia w kraju swoich obywateli, którzy z własnej woli przyłączyli się do ISIS. Minister spraw wewnętrznych Mikael Damberg zaproponował - w czwartek w Brukseli - powołanie Międzynarodowego Trybunału ds. Zbrodni tzw. Państwa Islamskiego. Inicjatywa spotkała się z dość chłodnym przyjęciem. Jedynie Niemcy zwietrzyli szansę, by po raz pierwszy od czasów drugiej wojny światowej wystąpić w roli oskarżycieli, a nie oskarżonych.

Jeśliby ów trybunał powstał to prawdopodobnie Niemcy, w odróżnieniu od Szwedów, nie będą sądzić własnych obywateli. Otóż niemiecki rząd pracuje nad ustawą umożliwiającą odebranie obywatelstwa osobom biorącym udział w wojnie po stronie ISIS.

Szwedzi takiego rozwiązania nie biorą pod uwagę.

PRZEMYSŁAW GOŁYŃSKI
12

FOTOGALERIA

Szwedzkie wybory, a nie: europejskie
Eurowizyjna szajba?
"Będziemy waszą Arką Noego" - wywiad z Samehem Egyptsonem
"Będziemy waszą Arką Noego" - wywiad z Samehem Egyptsonem
Ratować swoich!
Czym chata bogata
Wolno mówić wszystko. Byleby dobrze!
Szwedzi się budzą?
Sto lat!
Zbawicielka Greta
© Polskie Radio Szczecin SA. Wszystkie prawa zastrzeżone.Regulamin korzystania z portaluPolityka prywatnościBiuletyn Informacji Publicznej

Szanowny Użytkowniku.

Poniżej zebraliśmy informacje dotyczące zasad przetwarzania Twoich danych osobowych wynikających z Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (zwanym dalej RODO). Prosimy o ich przeczytanie – nie powinno to zająć zbyt wiele czasu. Z niniejszego opracowania dowiesz się jakie obowiązki ma Administrator, jakie przysługują Ci prawa oraz w jaki sposób z tych praw korzystać. W razie jakichkolwiek wątpliwości skontaktuj się z nami.

Przechodząc do serwisu lub klikając w prawym górnym rogu tej informacji, zgadzasz się na przetwarzanie Twoich danych osobowych oraz na wskazane poniżej działania.

Wykorzystujemy pliki cookies oraz inne technologie

W naszych serwisach wykorzystujemy pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) i inne pokrewne technologie, mające na celu:

Zakres wykorzystywania plików cookies możesz zdefiniować w ustawieniach wykorzystywanej przez Ciebie przeglądarki. Bez wprowadzenia zmian ustawień, informacje w plikach cookies mogą być zapisywane w pamięci Twojego urządzenia. Więcej szczegółów znajdziesz w Polityce prywatności .

Co to są dane osobowe?

Dane osobowe to informacje o zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osobie fizycznej. Mogą to być m.in. imię i nazwisko, adres e-mail czy numer telefonu. W zakresie korzystania z takich jak nasz serwisów internetowych wyróżnia się również dane osobowe takie jak jak adres IP użytkownika, informacja o dotychczasowej aktywności użytkownika, informacja zbierana za pośrednictwem tzw. plików cookies, a także podobnych technologii. Jeśli dany plik cookie nie zawiera danych osobowych, ale możliwe jest zestawienie informacji z tego pliku z inną informacją pozyskaną od Ciebie, tzn. jeśli jest możliwość zidentyfikowania Twojej osoby – takie pliki cookies są również objęte ochroną wynikającą z przepisów dotyczących bezpieczeństwa danych osobowych.

Pliki cookies, potocznie zwane "ciasteczkami” są plikami, w których podczas przeglądania strony internetowej, zapisują się pewne informacje trafiające ostatecznie do urządzenia końcowego (np. komputera lub smartfona). Pliki cookies mają wiele funkcji – od umożliwiających prawidłowe funkcjonowanie naszego serwisu internetowego, po pozwalające na zachowywanie preferencji użytkownika, jak również personalizowanie stron internetowych w zakresie wyświetlanych treści oraz dostarczanych reklam.

Co powinieneś wiedzieć w zakresie bezpieczeństwa Twoich danych osobowych w związku z RODO

  1. Administratorem Twoich danych osobowych jest Polskie Radio Szczecin S.A. z siedzibą przy al. Wojska Polskiego 73, 70-481 Szczecin (zwane dalej „Rozgłośnią”).
  2. Na mocy art. 37 ust. 1 lit. a) RODO został powołany Inspektor Ochrony Danych (IOD), który nadzoruje sferę przetwarzania danych osobowych w Rozgłośni. Z IOD możesz skontaktować się pisząc na adres podany powyżej lub na adres mail iod@radioszczecin.pl . Inspektor chętnie pomoże we wszystkich kwestiach związanych z ochroną danych osobowych, w szczególności udzieli odpowiedzi na pytania dotyczące przetwarzania Twoich danych osobowych.
  3. Twoje dane osobowe przetwarzane będą w celu :
  4. Rozgłośnia przetwarza Twoje dane osobowe w ściśle określonym, minimalnym zakresie niezbędnym do osiągnięcia celach, o których mowa powyżej.
  5. Twoje dane osobowe mogą zostać udostępnione innym podmiotom. Podstawą ww. działania mogą być przepisy prawa (np. ZUS, administracja skarbowa, wymiar sprawiedliwości) lub właściwie skonstruowane, zapewniające bezpieczeństwo danym osobowym, umowy powierzenia danych do przetwarzania podmiotom trzecim, z którymi współpracuje Rozgłośnia (np. z podmioty sektora teleinformatycznego i telekomunikacyjnego, usług analitycznych i marketingowych).
  6. Twoje dane osobowe mogą być przekazywane do państwa trzeciego lub organizacji międzynarodowej wyłącznie za Twoją jednoznaczną zgodą uzyskaną po uprzednim przestawieniu zasad i potencjalnych skutków takiego przekazania oraz spełnieniu szeregu wymogów określonych zapisami RODO.
  7. W przypadku wskazanym w pkt 5 i 6 Twoje dane będą zabezpieczone w sposób zapewniający im poufność z wykorzystaniem właściwych rozwiązań technicznych i technologicznych zgodnych z dobrymi praktykami stosowanymi w procesie bezpiecznego przetwarzania danych osobowych.
  8. Twoje dane osobowe będą przechowywane przez okres niezbędny do realizacji celu dla jakiego zostały zebrane, zgodnie z terminami archiwizacji określonymi przez ustawy szczególne oraz ustawę z dnia 14 lipca 1983 r. o narodowym zasobie archiwalnym i archiwach (Dz.U. z 2018 r., poz. 217), a w przypadku gdy były przetwarzane na podstawie wyrażonej przez Ciebie zgody – do momentu jej wycofania.
  9. W związku z przetwarzaniem Twoich danych osobowych przysługuje Ci prawo do:
  10. Z powyższych uprawnień można skorzystać bezpośrednio w siedzibie Polskiego Radia Szczecin S.A., kierując korespondencję na adres siedziby Administratora lub na adres poczty elektronicznej Inspektora Ochrony Danych.
  11. Jeżeli uznasz, iż przetwarzanie dotyczących Twoich danych osobowych narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO) przysługuje Ci prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego na adres: Urząd Ochrony Danych Osobowych, ul. Stawki 2, 00-193 Warszawa
  12. Podanie danych osobowych jest dobrowolne ale w zależności od sytuacji może być wymogiem ustawowym lub umownym. W szczególnych przypadkach niepodanie danych może warunkować realizację działań których jesteś Podmiotem (w tym zawarcie umowy).
  13. Twoje dane będą mogą podlegać zautomatyzowanemu przetwarzaniu polegającemu na profilowaniu. Personalizujemy treści i reklamy a także poddajemy analizie aktywność na stronie i w Internecie. Jednym ze sposobów przetwarzania przez nas danych osobowych jest tzw. profilowanie, które polega na tym, że możemy w oparciu o Twoje dane tworzyć dla Ciebie profile preferencji i następnie dostosowywać treści wyświetlanych reklam tak, aby odpowiadały Twoim potrzebom i zainteresowaniom. Jednocześnie informujemy, że nie dokonujemy zautomatyzowanego podejmowania decyzji, w tym w oparciu o profilowanie.