Mija 26 lat od katastrofy samolotu Ił-62 "Tadeusz Kościuszko", który rozbił się w Lesie Kabackim pod Warszawą. Była to jedna z najtragiczniejszych katastrof w historii polskiego lotnictwa.
Zginęły 183 osoby: wszyscy pasażerowie i załoga. Przyczyny wypadku badała specjalna komisja rządowa. Według pierwszych ustaleń, powodem katastrofy było zmęczenie materiałów. Dopiero kilka lat później okazało się, że zawinili radzieccy mechanicy, którzy przewiercili jedno z łożysk w maszynie. To doprowadziło do poważnej awarii.
Specjaliści dodają, że tylko opanowanie kapitana samolotu - Zygmunta Pawlaczyka ograniczyło rozmiar katastrofy. Pilotowi udało się skierować Iljuszyna nad Las Kabacki i w ten sposób uniknąć rozbicia na Ursynowie. Z zapisu czarnych skrzynek wynika, że jego ostatnie słowa, które słyszeli kontrolerzy lotów, brzmiały: "Cześć. Giniemy".
Imiona kapitana i załogi noszą dwie ulice w stolicy.
Specjaliści dodają, że tylko opanowanie kapitana samolotu - Zygmunta Pawlaczyka ograniczyło rozmiar katastrofy. Pilotowi udało się skierować Iljuszyna nad Las Kabacki i w ten sposób uniknąć rozbicia na Ursynowie. Z zapisu czarnych skrzynek wynika, że jego ostatnie słowa, które słyszeli kontrolerzy lotów, brzmiały: "Cześć. Giniemy".
Imiona kapitana i załogi noszą dwie ulice w stolicy.

Radio Szczecin