Giermasz
Radio SzczecinRadio Szczecin » Giermasz
Kentucky Route Zero
Kentucky Route Zero
Ta historia zaczyna się niczym w dobrym hollywoodzkim filmie. Mistyczne zachody słońca, niemal pustynne, opuszczone i niebezpieczne pustkowia, szemrane typy spod ciemnej gwiazdy, a pośrodku tego świata my i wielka przygoda, która czeka na nas tuż za rogiem. Jak się jednak okazuje, ta wielka przygoda, niesie także ze sobą niezwykle odpowiedzialne zadanie, którego rozwiązanie nie jest tak proste jak się początkowo może wydawać i wymagać będzie od nas nie lada sprytu. To wszystko czeka nas w grze Kentucky Route Zero od studia Annapurna Interactive, która niedawno miała swoją głośną premierę.

Grę do recenzji dostaliśmy od sklepu internetowego GOG.com
Ash of Gods: Redemption
Ash of Gods: Redemption
Gdzie nie spojrzę na opis albo recenzję Ash of Gods: Redemption - znajduję porównanie do The Banner Saga. Także ja to ominę. Zaczniemy od podstaw. To narracyjna gra RPG. Przy takich produkcjach zazwyczaj trzeba spędzić sporo czasu, ale tu trzeba go spędzić go chyba jeszcze więcej. I cierpliwość. Cierpliwość też się przyda. Bo akcja i historia w pierwszych momentach gry mają tempo zepsutego walca drogowego. Są przeplatane filmikami, ale te są raczej rzadkie - częściej wyświetlają nam się pół-statyczne okna z opcjami dialogowymi do wyboru. Dużo jest tutaj czytania. To nawet taka trochę "książko-gra".

Grę do recenzji dostaliśmy od polskiego wydawcy firmy Koch Media Poland.
Dreams - pierwsze wrażenia
Dreams - pierwsze wrażenia
GIERMASZ-Pierwsze wrażenia Dreams
Studio cenione za serię Little Big Planet zrobiło grę... o robieniu gier... Przyznajemy, że gdy czytaliśmy przedpremierowe opisy Dreams, to doprawdy - chociaż lata w branży działamy - momentami zastanawialiśmy się, czym właściwie ten tytuł będzie? Po premierze, gdy sypią się świetne oceny od recenzentów z całego świata, również nasz redakcyjny kolega Bartek Czetowicz ma okazję przetestować, dla kogo właściwie adresowana jest ta produkcja. Uznaliśmy jednakowoż, że skoro jest to tytuł tak odbiegający od standardów, że potrzebne będzie więcej czasu na jego, hmm, ogranie? Teraz posłuchajcie rozmowy o pierwszych wrażeniach naszego redakcyjnego kolegi - a pełna recenzja Dreams w Giermaszu za tydzień.

Grę do recenzji dostaliśmy od polskiego wydawcy Sony Entertainment Polska.
Zombie Army 4: Dead War
Zombie Army 4: Dead War
Motyw eliminowania zombie - różnej maści - został już przerobiony w historii gier komputerowych na tysiące różnych sposobów. Ciężko obecnie wymyślić coś nowego, ciężko czymś w pełni zaskoczyć graczy. Nie inaczej jest z nowym Zombie Army. Czwarta część gry od Rebellion Developments nie sili się na innowacje. Dostajemy odświeżony produkt, z nową fabułą i poprawionymi błędami z poprzednich części gry. Czy to dobrze? Musicie ocenić sami. Fabuła gry przedstawia czterech grywalnych bohaterów - członków "Survivor Brigade". Drużyna, która w poprzednich częściach gry zakończyła apokalipsę świata - prowadzoną przez Adolfa Hitlera - teraz stara się walczyć z pozostałościami zombie sterowanych przez jegomościa z charakterystycznym wąsikiem.

Grę do recenzji dostaliśmy od polskiego wydawcy firmy Cenega.
Darksiders: Genesis
Darksiders: Genesis
Czekałem bardzo na konsolową premierę Darksiders: Genesis. Więc i miałem wobec tej produkcji swoje wymagania. Mianowicie zamierzałem się dobrze bawić wieczorami zmęczony po pracy, bez jakiegoś "łamania palców". Co prawda, trochę tego w opisywanej grze mamy, ale sekwencje zręcznościowe były w sam raz, nie za trudne, nie za łatwe (przynajmniej dla mnie). A oprócz tego to, co najważniejsze: czyli angażująca zabawa w siekanie i rąbanie tysięcy potworów na izometrycznej planszy. Miło mi donieść, że Darksiders: Genesis spełniło oczekiwania, jakie w tym tytule pokładałem. Oto gra, która sprawia mnóstwo frajdy, a jednocześnie nie jest jakimś klonem Diablo. Ba, zachowuje ducha poprzednich odsłon serii, mimo wydawałoby się odmiennej mechaniki.

Grę do recenzji dostaliśmy od polskiego wydawcy firmy Koch Media Poland.
Cook, Serve, Delicious! 3?!
Cook, Serve, Delicious! 3?!
Chyba każdy w pewnym momencie swojego życia marzy o rozkręceniu własnego biznesu. Wizja odniesienia sukcesu, budowy własnego imperium i zarobienia niemałych pieniędzy spędza sen z powiek naprawdę wielu z nas - a ja, nie jestem tutaj wyjątkiem. I wcale nie chodzi tu o zostanie z miejsca drugim Billem Gatesem czy Jeffem Bezosem, a o stworzenie małej firmy, z której po prostu można być dumnym! I tu z pomocą przychodzi nam gra Cook, Serve, Delicious! 3?!, w której to wcielamy się w kucharza, który postanawia powalczyć o klientów na jakże trudnym, gastronomicznym rynku. Ale tym razem nie będzie to żadna mała i przytulna włoska restauracja, pub, czy amerykańska knajpa, a prawdziwy mobilny fast food! Czas więc najwyższy przygotować naszego food trucka do długiej, oj długiej drogi. Zapnijcie pasy, bo to będzie prawdziwa jazda bez trzymanki!

Grę do recenzji dostaliśmy od internetowego sklepu GOG.com
Wojna Krwi Wiedźmińskie Opowieści
Wojna Krwi Wiedźmińskie Opowieści
Wojna Krwi: Wiedźmińskie opowieści to bardzo ciekawy przypadek. Produkcja polskiego CD Projektu RED w roku 2018 zebrała znakomite branżowe recenzje, bo średnia 85 na 100 oznacza grę dużo więcej niż udaną. Również gracze nie kryli zachwytu, co jednak... nie przełożyło się na jakąś znakomitą sprzedaż. Twórcy już zapowiedzieli, że nie będzie kontynuacji Wojny Krwi, ale i tak mieli dla nas niespodziankę. Bo inaczej nie da się powiedzieć o produkcji, która z zaskoczenia, bez żadnej zapowiedzi i kampanii reklamowej wylądowała na konsoli Nintendo - Switchu.

Grę do recenzji dostaliśmy od twórców, studia CD Projekt RED.
Please The Gods
Please The Gods
Kostki, kostki... wszędzie widzę kostki... Te do gry, dodajmy dla jasności, heh. Właściwie Please The Gods jawi mi się jako jedna wielka sześcienna kostka, bo i na generowanych przez konsolę rzutach i losowości oparto zabawę w tej grze. I nie jestem do tego przekonany, chociaż ta produkcja ma jakieś swoje momenty. Bo - wiecie - wszak gra w kości to jedna z najstarszych rozrywek w historii ludzkości. Więc i w Please The Gods mają swój, hmm, hipnotyczny wpływ na gracza. Tyle, że gdy faktycznie rzucasz je ręką, przynajmniej jest (złudna, fakt) jakaś nadzieja, że masz wpływ na to, ile wypadnie. A w wydaniu konsolowym tylko się wgapiasz w ekran w nadziei, że tym razem maszyna będzie Tobie łaskawa. A chwilami to masz ochotę gryźć z wściekłości...

Grę do recenzji dostaliśmy od polskiego wydawcy firmy Ultimate Games.
Into the Breach
Into the Breach
Postapokaliptyczne klimaty to ostatnio bardzo popularny temat gier. Wizje upadających cywilizacji, walki o ostatnie, zdatne do życia miejsca na ziemi i ogólnej globalnej pożogi tak bardzo w ostatnich czasach kuszą deweloperów, że sklepowe półki wprost uginają się od tego typu tytułów. Jednak jak się okazuje znalezienie gry, która naprawdę będzie warta naszej uwagi, nie jest takim prostym zadaniem. Tym razem miało być jednak inaczej. Gra Into the Breach miała mocne papiery, by być czymś więcej, niż kolejnym, nudnym, futurystycznym indykiem. Grą, która wciągnie na długie godziny, nie da o sobie zapomnieć, sprawi, że z przyjemnością będziemy chcieli do niej wracać o każdej porze dnia i nocy.

Grę do recenzji dostaliśmy od sklepu internetowego GOG.com
Dragon Ball Z: Kakarot
Dragon Ball Z: Kakarot
Jeśli są tu dzieci lat 90-tych - nie trzeba im nic tłumaczyć i do niczego zachęcać. Starsze dzieci mogą nadal być nieprzekonane, a młodsze - zapewne znają temat, ale może trochę pobieżnie. Dragon Ball to fenomen. Również, a może nawet szczególnie w Polsce, kraju, w którym nadal duża część mieszkańców traktuje Japonię na równi z Marsem. Ja zresztą też wielu rzeczy z tego kraju nie rozumiem i nie znam. Ale dla mnie - podobnie jak wielu z mojego pokolenia - Dragon Ball to jeden z filarów późnego dzieciństwa. Jeden mój kolega urywał się z lekcji, bo akurat leciał finał jednego z turniejów. I przy Dragon Ball Z: Kakarot też można urwać kilka nocek.

Grę do recenzji dostaliśmy od polskiego wydawcy firmy Cenega
1234567