Giermasz
Radio SzczecinRadio Szczecin » Giermasz
Onimusha Way of the Sword
Onimusha Way of the Sword
Giermasz #720 - wampiry, potwory i klony
Zapraszamy na cotygodniowy odcinek Giermaszu. Będziemy biegać po Karpatach próbując ratować swoją rodzinę z niewoli wampirów, na ratunek z kataną i magią w rękach ruszymy też do Kioto z epoki Edo, by bronić miasto przed hordami potworów, wcielimy się w byłego oficera Republiki, by wziąć udział w Wojnie Klonów i przeżyjemy międzygalaktyczną przygodę w świecie w stylu retro anime.

The Blood of Dawnwalker to nowy polski hit gatunku RPG, który podbił serca milionów graczy na całym świecie. Wyzwanie wampirom (tu zwanymi wrakirami) w fikcyjnej Kotlinie Sangorskiej mieszczącej się w Karpatach rzucił Patryk Srokowski.

20 lat kazali nam czekać twórcy na nową, główną odsłonę serii slasherów osadzonych głównie w fantastycznej wersji feudalnej Japonii. Czy warto było czekać opowie Michał Król, który z kataną w ręce biegał po Kioto w Onimusha: Way of the Sword.

W redakcji mamy kilku fanów gier wojennych, kilku miłośników Gwiezdnych Wojen i kilku graczy lubiących turowe gry taktyczne. Ale tylko Jarek Gowin lubi je wszystkie na raz, więc dla Was sprawdził najnowsze Star Wars Zero Company.

Międzygalaktyczna przygoda dla dwóch graczy w trybie kooperacyjnym? Kacper Narodzonek sprawdził Orbitals, produkcję osadzoną w zupełnie nowym świecie w stylu retro anime.

Polecamy też obserwować nas na Facebooku i słuchać na Spotify.
Szukasz recenzji konkretnej gry? Mamy ich PONAD 1700. Dlatego polecamy nasz Spis Recenzji, gdzie szybko i łatwo znajdziesz interesujący Cię tekst i dźwięk. W nawiasie kwadratowym przy tytule informujemy, na jakiej platformie testowaliśmy grę.
The Blood of Dawnwalker
The Blood of Dawnwalker
Jak myślicie, jak długa jest droga od średniowiecznego rycerskiego zakonu do krwiożerczej bestii żywiącej się ludzką krwią i lubującej się w dręczeniu niewinnych ludzi? Ano, w zasadzie jedno pokolenie. Serio!

Grę do recenzji otrzymaliśmy od dystrybutora, firmy Cenega.
Onimusha Way of the Sword
Onimusha Way of the Sword
Nie sądziłem, że po ostatnim średnim remasterze dwójki z minionego roku będę miał wypieki przy kolejnej, już pełnoprawnej części serii Onimusha. Ale była nadzieja, bo po równo dekadzie doczekaliśmy się piątej głównej odsłony tego slashera. I okazało się, że Onimusha: Way of the Sword może śmiało walczyć o miano najlepszej części całej serii.

Grę do recenzji otrzymaliśmy od dystrybutora, firmy Cenega.
Star Wars Zero Company
Star Wars Zero Company
Star Wars: Zero Company nie zawodzi.Ma swoje problemy, ale one schodzą na dalszy plan. Dawno nie cieszyły mnie tak kolejne misje, jakie oferuje ta taktyczna turówka osadzona w najsłynniejszym uniwersum filmowym.

Grę do recenzji otrzymaliśmy od agencji Publicis Groupe.
Orbitals
Orbitals
Gry oparte na kooperacji potrafią skraść moment w giereczkowej banieczce. Nie szukając daleko – It Takes Two czy Split Fiction od szwedzkiego studia Hazelight miały więcej niż swoje pięć minut, łapiąc za serca graczy, ale i recenzentów – możecie to wygrzebać również w Giermaszowych archiwach. Coś jest bardzo miłego w siedzeniu na kanapie z kimś, z kim razem rozwiązujemy zagadki i przeskakujemy po planszach, aby tylko spełnić cel i przenieść się na kolejny poziom. Tym razem swojego co-opa wypuściło Nintendo, które pokazało Orbitals, które sprawdza naszą umiejętność pracy w parze w kosmosie.

Grę do recenzji otrzymaliśmy od firmy ConQuest, dystrybutora Nintendo na terenie Polski.
Hamster Playground
Hamster Playground
Rozmowa - Michał Azarewicz ze studia Mass Creation
Tym razem moim gościem był Michał Azarewicz ze studia Mass Creation. Porozmawialiśmy o ich początkach, endless runnerach, grze Corridor Z i powiązanej z nim nowelce wizualnej Date Z oraz oczywiście Shing!, które na rynku azjatyckim przeszło wizualną metamorfozę. Sporo czasu poświęciliśmy ich najnowszej grze Hamster Playground (tu karta Steam), która wyjdzie 11 lipca oraz wydawnictwu We Dig Games, którego Disco Samurai prezentuje się wyjątkowo ciekawie. Zapraszam, Michał Król.

"Przygotuj się na potężną dawkę słodkości, wytrwały trening i ostrą rywalizację, gdy razem ze swoim chomikiem staniecie do wyścigu w labiryncie oraz na deskorolce – kolejne tryby rozgrywki już wkrótce! Pierwsi przekroczcie linię mety by zdobyć nagrody i smakołyki!"

Need for Speed: Underground (2003 r.)
Need for Speed: Underground (2003 r.)
Stare, ale jare - Need for Speed: Underground (2003 r.)
W 2001 roku na ekranach kin pojawia się film Szybcy i Wściekli. Wtedy chyba nawet sami twórcy nie zakładali, że produkcja o nielegalnych wyścigach zapoczątkuje serię, której kolejne odsłony wychodzić będą ponad 20 lat. Dodatkowo udało się im osiągnąć inną, niespodziewaną rzecz – mistycyzm nielegalnych wyścigów przeniknął do popkultury, czego nie dało się nie odczuć na rynku gier. Kilka miesięcy po premierze sequelu do Szybkich i Wściekłych EA wypuszcza siódmą odsłonę swojej arcadowej ścigałki, która, jak później się okaże, będzie wspominana przez graczy długimi latami.

Need for Speed: Underground czerpał garściami z estetyki street racingu. Naklejki na karoserii, pstrokate kolory, body kity i słynne nitro, które pojawia się w serii po raz pierwszy. Zresztą – po raz pierwszy również pojawia się fabuła, w której z niedzielnego kierowcy wyścigowego stajemy się postrachem miasta. Pniemy się w górę kilku klasyfikacji w różnych typach rywalizacji. Ścigamy się po torach (o ile szlak wytyczony z ulic można tak nazwać), mierzymy się na ćwierć mili, a także latamy bokiem w próbach driftu, Oczywiście w międzyczasie odblokowujemy nowe auta, jak i części tuningowe, aby z malutkiego coupe zrobić potwora, który pod kołami zwija asfalt.

Co urzekło graczy? Nie bez znaczenia jest to, że gra idealnie wpisała się w zeitgeist epoki, w której wychodziła. Czerpanie z klimatów wyścigów ulicznych i tuningu, okraszone klimatycznym soundtrackiem i mamy receptę na hit początku XXI wieku. Oczywiście – jakby nie dało się w to grać, to też by to tak nie zagrało. Fakt, wcześniejsze Need for Speedy miały różne powodzenie, ale raczej oceny nie spadały poniżej dobrych. Underground był odbiciem po nieco słabszym Hot Pursiuit 2 i przekonał z powrotem starych wyjadaczy serii modelem jazdy, co widać w ówczesnych recenzjach tytułu.

NFS: Underground pokazał, że nie potrzeba wielu aut (w grze było ich zaledwie 20) i wielu różnych wyzwań. Klimat trafiający w czasy epoki, przyjemny model jazdy i przyciągająca otoczka to recepta na to, żeby zostać jednym z najcieplej wspominanych tytułów w historii serii. Rok później wychodzi Underground 2, którego fani przyjmują z równie otwartymi ramionami, co daje serii rozpęd, aby co roku wypuszczać nowe odsłony, które również można chyba zaliczyć do złotego okresu serii, ponieważ nikt, kto jara się ścigałkami nie będzie zrzędził na Carbona czy pierwsze Most Wanted. Potem jednak jakby w zawieszeniu zaczęło coś trzeszczeć i następne tytuły tak jednogłośnie nie były uwielbiane, jednak Underground niewątpliwie zapisał się szczerozłotymi zgłoskami w historii Need for Speeda.