Giermasz
Radio SzczecinRadio Szczecin » Giermasz
God of War: Sons of Sparta
God of War: Sons of Sparta
Giermasz #693 - jaki, potwory i bóbr
W tym tygodniu zbudujemy miasto na zboczu góry, sprawdzimy w co Kratos wpakował się tym razem, spróbujemy uratować świat, skacząc po platformach oraz powiemy o poważnych konsekwencjach niszczenia bobrzych tam.

City buildery nie jedno mają imię. Raz budujemy miasto przyszłości, raz cofamy się do średniowiecza, zresztą gatunek jest z nami od dziesięcioleci, więc widział już prawie wszystko. Tym razem jednak przed nami bardzo nietypowe zadanie, bo budujemy na zboczu wysokiej góry. Z chorobą wysokościową w polskim Laysara: Summit Kingdom walczyła Katarzyna Filipowiak.

Seria God of War od ponad 20 lat zbiera sobie oddaną rzeszę fanów. Tym razem dostali oni tytuł z pobocznej serii, która zamiast być slasherem, przybrała formę bardziej metroidvaniową. Walkę z bogami w God of War: Sons of Sparta podjął Michał Król.

Baśniowa wręcz sceneria, świat do uratowania i mroczne moce do pokonania. Planet of Lana 2: Children of the Leaf stawia przed nami platformy do przeskoczenia, z którymi zmierzyła się Ela Bielecka.

Internetowe memy, jak dobrze wiemy, często biorą się z przypadku. Jakiś czas temu jednym z nich stał się polski bóbr, co oczywiście musiało znaleźć swoje odbicie w świecie gier wideo. W tym wypadku gryzoń jest w centrum dość makabrycznych wydarzeń, Kacper Narodzonek sprawdził, dlaczego tytuł Don’t Mess With Bober trzeba wziąć do serca.

Polecamy też obserwować nas na Facebooku i słuchać na Spotify.
Szukasz recenzji konkretnej gry? Mamy ich PONAD 1500. Dlatego polecamy nasz Spis Recenzji, gdzie szybko i łatwo znajdziesz interesujący Cię tekst i dźwięk. W nawiasie kwadratowym przy tytule informujemy, na jakiej platformie testowaliśmy grę.
God of War Sons of Sparta
God of War Sons of Sparta
Gdybym bazował tylko na branżowych recenzjach i opiniach graczy, God of War Sons of Sparta prawdopodobnie bym pominął. A że kocham serię z Kratosem w roli głównej, ograłem i zrobiłem na sto procent 8 z 9 gier, które wyszły do tej pory, nie było innej opcji, jak sprawdzić ją własnoręcznie. Produkcja jest zupełnie inna, niż to co znaliśmy i zapewne to wpłynęło na niezadowolenie graczy. I ja się z nimi nie zgadzam, bo mnie Synowie Sparty wciągnęli bez reszty.

Grę do recenzji otrzymaliśmy od agencji Publicis Groupe.
Laysara Summit Kingdom
Laysara Summit Kingdom
Znowu spotykamy się w wysokich górach. Jakoś tak mam, że uwielbiam gry o górach. Lubię patrzeć na zaśnieżone szczyty, słyszeć trzask napinanej liny, uderzenie młotkiem o skałę, spadające po zboczu kamyczki. Zazwyczaj wolę spotkać się bliżej z tym majestatycznym krajobrazem, ale tym razem przyszło mi budować miasto na zboczach gór w grze Laysara: Summit Kingdom.

Kod na grę dostaliśmy za pośrednictwem serwisu Press Engine.
Planet of Lana 2 Children of the Leaf
Planet of Lana 2 Children of the Leaf
Dla niektórych będzie to powrót na planetę Novo; dla mnie - to jednak pierwsza wycieczka. Wybrałam się więc na nią bez żadnych oczekiwań, za to z ciekawością, czy będzie mi przeszkadzać, że z pierwszą częścią platformówki Planet of Lana nie miałam przyjemności. Żeby nie tworzyć niepotrzebnego suspensu powiem od razu - nie, nie trzeba grać w jedynkę, żeby nacieszyć oko - i trochę mózg - nowymi przygodami Lany i kota Mui.

Kod na grę dostaliśmy za pośrednictwem serwisu Game Press.
Don't Mess With Bober
Don't Mess With Bober
Tak wyszło, że mam już doświadczenie w recenzowaniu gier z gryzoniami w roli głównej. Temat uzbrojonej wiewiórki czasem wraca jako anegdotka w różnych kontekstach wśród Giermaszowej redakcji (dobra, tylko ja to przywołuję – no ale, ej, wiewiór z bronią), więc po zobaczeniu gry, w której protagonistą miał być bóbr, nie miałem za bardzo wyboru i stwierdziłem, że to trzeba po prostu ograć. Zdradzając wcześnie moje uczucia – nie wszystko złoto, co obiecuje gryzonia.

Kod na grę dostaliśmy za pośrednictwem serwisu Press Engine.
Hamster Playground
Hamster Playground
Rozmowa - Michał Azarewicz ze studia Mass Creation
Tym razem moim gościem był Michał Azarewicz ze studia Mass Creation. Porozmawialiśmy o ich początkach, endless runnerach, grze Corridor Z i powiązanej z nim nowelce wizualnej Date Z oraz oczywiście Shing!, które na rynku azjatyckim przeszło wizualną metamorfozę. Sporo czasu poświęciliśmy ich najnowszej grze Hamster Playground (tu karta Steam), która wyjdzie 11 lipca oraz wydawnictwu We Dig Games, którego Disco Samurai prezentuje się wyjątkowo ciekawie. Zapraszam, Michał Król.

"Przygotuj się na potężną dawkę słodkości, wytrwały trening i ostrą rywalizację, gdy razem ze swoim chomikiem staniecie do wyścigu w labiryncie oraz na deskorolce – kolejne tryby rozgrywki już wkrótce! Pierwsi przekroczcie linię mety by zdobyć nagrody i smakołyki!"

Grand Theft Auto IV
Grand Theft Auto IV
Stare ale jare - Grand Theft Auto IV (2008 r.)
Niko it’s Roman, let’s go bowling! - jest coś symbolicznego w tym telefonie od Romana. Świat się wali, misje się piętrzą, a kuzyn chce iść na kręgle. Ten mem przetrwał lata i nie jest tylko żartem. Jest esencją Grand Theft Auto IV. Bo to nie była gra o przestępczości. To była gra o rozczarowaniu. Kiedy w 2008 roku gra wchodziła na rynek, była wydarzeniem większym niż premiera filmu. 310 milionów dolarów w pierwsze 24 godziny. Rekord branży. Wejście w erę HD, nowy silnik Rage, fizyka Euphoria. Wszyscy spodziewali się większego, głośniejszego San Andreas, a dostali coś zupełnie innego.

Niko Bellic nie przyjeżdża do Ameryki po zabawę. Przyjeżdża po nowe życie, po spokój, po sens. A dostaje Liberty City, miasto ciężkie, wilgotne i betonowe. To nie jest kolorowa satyra. To dramat imigranta, który zderza się z marketingową wersją American Dream. Każda decyzja ma smak straty, a oba zakończenia są gorzkie. I mechanika to podkreśla. Samochody są ciężkie, hamują długo. W zakrętach czujesz bezwładność. Postrzelony przeciwnik nie pada jak manekin, chwieje się, łapie za ranę, próbuje utrzymać równowagę. Miasto reaguje. Deszcz zmienia prowadzenie. NPC chowają się pod dachami. To nie był plac zabaw. To była symulacja życia w brutalnym mieście.

Dlatego wielu graczy było zawiedzionych. Za mało luzu, za mało groteski, za mało lekkości. Nawet Roman dzwoniący w środku strzelaniny działał, jak ironiczny komentarz: „Chodź na kręgle. Udawajmy, że wszystko jest normalne”.Dziś? Ponad 25 milionów sprzedanych egzemplarzy do 2013 roku. Wersja Complete Edition nadal ma mocną społeczność. Na komputerach ta historia miała niestety sporo technicznych zgrzytów. Część muzyki zniknęła przez wygasłe licencje. A jednak Liberty City wciąż oddycha. Bo GTA IV nie chciało nas bawić. Chciało nas zostawić z czymś cięższym. To nie jest najlepsze GTA. Ale jest najbardziej prawdziwe ze wszystkich części, które do tej pory się ukazały.