Nagrywanie rozmów i podsłuchiwanie staje się naszą narodową specjalnością. Sklepy z asortymentem rodem z filmów o Jamesie Bondzie przeżywają prawdziwe oblężenie. Dyktafon w zegarku albo długopisie, kamera w guziku czy oprawie okularów – to koszt kilkuset złotych. Tymczasem kwestia inwigilowania jest w Polsce dość lekko traktowana, bowiem prawo podsłuchiwać Polaków ma aż 12 służb. Co ciekawe, materiał zdobyty nawet z nielegalnego procederu może posłużyć jako dowód w sądzie. Wszystko zależy od decyzji sędziego. Czy jesteśmy za bardzo inwigilowani przez Państwo? Przez kogo może być podsłuchiwany przeciętny Kowalski? A może Wy używaliście dostępnych na rynku urządzeń szpiegujących, by udowodnić zdradę ukochanej osoby?

Radio Szczecin