Radio SzczecinRadio Szczecin » Artykuły sponsorowane
  Reklama  
Zobacz

Rynek wtórny w Zachodniopomorskiem zmienił się w ciągu kilku lat bardziej, niż widać to po samych cenach. Zmieniło się to, kto komu dzwoni pierwszy.

Jeszcze niedawno praca nad pozyskaniem oferty w biurze nieruchomości wyglądała wszędzie podobnie: lista ogłoszeń prywatnych, słuchawka i kilkadziesiąt prób dziennie. Metoda nadal działa, ale jej koszt przestał być proporcjonalny do efektu. Zanim właściciel mieszkania w ogóle odbierze telefon, zdążył już sprawdzić kilka rzeczy w internecie i zwykle ma wyrobione zdanie.

To nie znaczy, że sprzedający przestali korzystać z pośredników. Zmienił się moment, w którym pośrednik wchodzi do gry.

Najpierw wycena, dopiero potem biuro

Osoba rozważająca sprzedaż mieszkania rzadko zaczyna od decyzji o wystawieniu oferty. Zaczyna od pytania o cenę. Sprawdza, ile kosztują podobne lokale na Pogodnie czy Niebuszewie, szuka kalkulatorów, czyta o prowizjach i o tym, czy umowa na wyłączność jej się opłaca.

Dopiero po tej fazie rozpoznania pojawia się myśl o kontakcie z biurem. I tu rozstrzyga się, kto dostanie zlecenie: to biuro, które w trakcie rozpoznania było widoczne. Nie to, które zadzwoniło pierwsze po publikacji ogłoszenia, bo wtedy jest już za późno.

Dlatego nowoczesny marketing biura nieruchomości coraz mniej przypomina reklamę, a coraz bardziej obecność w kilku miejscach naraz: w mapach Google, w wynikach wyszukiwania i na stronie, która potrafi zamienić wejście w rozmowę.

Trzy punkty, w których zapada decyzja

Wizytówka w mapach. Dla lokalnego biura to zwykle pierwszy kontakt z marką. Liczy się komplet informacji, aktualne zdjęcia i opinie, bo po nich sprzedający ocenia, czy ma do czynienia z poważną firmą. Wizytówka z kilkudziesięcioma opiniami wygrywa z wizytówką z trzema, nawet jeśli obie firmy pracują tak samo dobrze.

Strona, która pyta o kontakt. Znaczna część stron biur to katalogi ofert. To przydatne dla kupujących, ale nie odpowiada na potrzebę sprzedającego. Strona nastawiona na pozyskanie zlecenia prowadzi do wyceny, do formularza, do rozmowy.

Kampanie zawężone do dzielnic. Reklama ma sens wtedy, gdy trafia do właścicieli z obszaru, w którym biuro realnie pracuje. Szerokie kierowanie generuje kontakty, których nikt nie obsłuży.

Czas reakcji, nie dobra wola agenta

Najczęstszy błąd nie leży w reklamie, tylko w tym, co dzieje się po zgłoszeniu. Właściciel, który zostawił numer, w tej samej chwili ogląda oferty konkurencji. Oddzwonienie następnego dnia oznacza rozmowę z kimś, kto zdążył umówić spotkanie gdzie indziej.

Standard, który się sprawdza, jest prosty: powiadomienie do agenta w kilka sekund od zgłoszenia, pierwsza próba kontaktu w ciągu godziny i sekwencja przypomnień dla tych, którzy nie odebrali.

Ile to kosztuje

Budżet startowy zależy od wielkości rynku. W mniejszych miejscowościach mówimy o kwotach rzędu trzech tysięcy złotych miesięcznie, w większych miastach o pięciu. Rozsądny horyzont oceny to minimum trzy miesiące, bo pierwszy schodzi zwykle na dopracowanie kierowania reklam.

Miarą nie są kliknięcia ani zasięgi, tylko koszt pozyskania podpisanej umowy. W kampaniach prowadzonych przez agencję marketingową Leady Nieruchomości dla biur i agentów z różnych miast mieścił się on najczęściej między 350 a 750 złotymi, przy budżetach od dwóch do sześciu tysięcy miesięcznie. To punkt odniesienia, nie obietnica, bo różnice między rynkami bywają duże.

Osobnym tematem jest marketing dewelopera, gdzie logika jest inna: liczy się nie pozyskanie zlecenia, tylko tempo wyprzedaży konkretnej inwestycji, a kampania musi współgrać z harmonogramem budowy.

Ile trwa droga od pierwszego wyszukiwania do podpisu

Z obserwacji kampanii prowadzonych dla biur z kilkunastu polskich miast wyłania się dość powtarzalny obraz. Od pierwszego wyszukiwania hasła o wycenie mieszkania do podpisania umowy z biurem mija najczęściej od trzech do ośmiu tygodni. Właściciel w tym czasie odwiedza średnio kilka stron, porównuje dwie lub trzy firmy i dopiero potem wykonuje pierwszy telefon.

Praktyczny wniosek jest taki, że kampania oceniana po tygodniu nie mówi niczego. Pierwsze umowy z działań rozpoczętych w danym miesiącu podpisywane są zwykle w kolejnym, a pełny obraz widać po trzech miesiącach.

Druga powtarzalna obserwacja dotyczy rodzaju zgłoszeń. Kontakty pochodzące z wyszukiwarki, gdzie właściciel sam wpisał zapytanie o sprzedaż, kończą się umową znacznie częściej niż kontakty z reklam w mediach społecznościowych, które trafiają do osób dopiero rozważających temat. Jedne i drugie są potrzebne, ale mylenie ich przy ocenie skuteczności prowadzi do złych decyzji budżetowych.

Co z tego wynika

Zimne telefony nie znikną i nadal będą narzędziem pracy. Zmieniła się ich rola: z podstawowego źródła zleceń stały się uzupełnieniem. Biura, które w ostatnich latach urosły najszybciej, nie przestały dzwonić. Doprowadziły do sytuacji, w której agent odbiera też zgłoszenia od osób, które już podjęły decyzję o sprzedaży.

Różnicę widać nie tylko w wynikach, ale i w codziennej pracy zespołu. Rozmowa z kimś, kto sam się zgłosił, jest zupełnie innym rodzajem rozmowy.

radioszczecin.tv

Najnowsze podcasty