Sztuczna inteligencja napisała tekst, stworzyła zdjęcie albo wygenerowała głos do reklamy. Czy odbiorca musi o tym wiedzieć? Od 2 sierpnia 2026 roku zaczęła być stosowana kolejna część unijnego AI Act, która dotyczy między innymi oznaczania treści tworzonych przy pomocy sztucznej inteligencji. Tyle że nie każdą z nich trzeba oznaczać. O tym, gdzie przebiega ta granica i kto odpowiada za publikowany materiał, porozmawiam z adwokatem Krzysztofem Tumielewiczem z Kancelarii Adwokackiej Tumielewicz.
Prowadzący: Co tak naprawdę zmieniło się 2 sierpnia 2026 roku wraz z rozpoczęciem stosowania kolejnych przepisów AI Act?
mec. Krzysztof Tumielewicz: Dotyczą nas wszystkich, dotyczą też państwa jako Radia Szczecin. 2 sierpnia 2026 roku rozpoczęło się stosowanie zasadniczej części AI Act. Chodzi tutaj głównie o artykuł 50 dotyczący tak zwanych obowiązków przejrzystości, czyli ten fragment rozporządzenia, który mówi o tym, co i kiedy, w jakich okolicznościach mamy oznaczać, jeżeli publikujemy treści, obrazy, dźwięki, teksty wspomagane lub tworzone przez AI.
Prowadzący: Czy możemy zatem ustalić sobie prostą zasadę? Wykorzystałem sztuczną inteligencję, więc muszę o tym poinformować odbiorcę. Czy może nie każde użycie AI oznacza obowiązek oznaczania treści?
mec. Krzysztof Tumielewicz: Nie każde użycie AI oznacza obowiązek oznaczania. Ten obowiązek dotyczy przede wszystkim treści, które zostały w całości wygenerowane przez AI lub treści o takim charakterze interesu publicznego. One powinny być oznaczane, też z pewnymi wyjątkami. Musimy tutaj stosować też taki zdrowy rozsądek. Jeżeli AI nam na przykład sprawdzi literówki, ewentualnie interpunkcję jakiegoś tekstu publikowanego w gazecie, a tekst będzie przygotowany przez dziennikarza, to nie ma takiego obowiązku.
Jeżeli będą to na przykład rzeczy oczywiste dla odbiorcy, gdzie byśmy cytowali jakieś wypowiedzi lub inscenizowali scenki, na przykład z Napoleonem, co dla każdego byłoby oczywiste, że zostało to wygenerowane przez sztuczną inteligencję, to również nie ma takiego obowiązku. Chodzi o to, żeby odbiorcy nie wprowadzać w błąd co do treści, które publikujemy, i żeby dla każdego było jasne, że jest to własna twórczość lub twórczość sztucznej inteligencji.
Prowadzący: A co w sytuacji, kiedy AI przygotowuje tekst, grafikę albo film, ale człowiek później wszystko sprawdzi, poprawi, zatwierdzi, zredaguje? Czy wtedy taka ingerencja człowieka zmienia obowiązki dotyczące oznaczania?
mec. Krzysztof Tumielewicz: Tak, zmienia. Jeżeli sprawdzimy, bierzemy za to odpowiedzialność i nie wprowadza to w błąd, i nie dotyczy tych szczególnych przypadków interesu publicznego, to wtedy również nie musimy oznaczać w taki charakterystyczny sposób treści, które były współtworzone lub tworzone przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji.
Prowadzący: Jak w takim razie AI Act wpływa na agencje reklamowe i firmy prowadzące klientom social media? Jeśli agencja tworzy na przykład przy pomocy AI post, grafikę, reklamę, film i publikuje go w imieniu klienta, to kto odpowiada za prawidłowe oznaczanie takiej treści?
mec. Krzysztof Tumielewicz: Odpowiada po kolei każdy, kto jest w tym łańcuchu. Czyli jeżeli byśmy na przykład posłużyli się taką sytuacją, gdzie kancelaria chciałaby się zareklamować w radiu i zleciłaby agencji marketingowej przygotowanie jakiegoś spotu reklamowego, no to agencja, jeśli wykorzystałaby w sposób istotny sztuczną inteligencję, która by stworzyła na przykład ten spot, powinna oznaczyć lub poinformować kancelarię czy podmiot, który chciałby następnie przekazać radiu, czy telewizji taką reklamę.
Ale to też nie zwalnia tego ostatecznego odbiorcy, czyli w tym przypadku radia czy telewizji, od tego, żeby weryfikować i badać to, bo możemy założyć, że nie każdy musi chcieć się pochwalić tym, że korzystał w takim czy innym zakresie z narzędzi sztucznej inteligencji. Więc po kolei każdy z tych podmiotów powinien racjonalnie ocenić, czy materiał powstał przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji, a jeżeli tak, czy zostały spełnione kryteria do tego, żeby informować o tym odbiorcę.
Prowadzący: A jak to jest w przypadku zwykłej firmy? Na przykład mamy restaurację, która generuje zdjęcie potrawy, dewelopera wizualizującego mieszkanie, sklep modelkę prezentującą ubranie, a hotel zdjęcie pokoju. Czy w tej sytuacji odbiorca musi wiedzieć, że to, co ogląda, zostało stworzone przez AI, a nie wykonane przez człowieka, który fotografował daną rzecz?
mec. Krzysztof Tumielewicz: To też zależy, dlatego że gdybyśmy na przykładzie restauracji chcieli wykorzystać wizerunek Roberta De Niro do tego, że tworzymy spot przy wykorzystaniu jego wizerunku, który testuje jakiś posiłek czy potrawę w restauracji, no to oczywiście powinniśmy to oznaczyć, już niezależnie od kwestii wykorzystania za zgodą lub bez jego prawa do wizerunku.
Natomiast jeśli tworzymy po prostu czy prezentujemy jakieś danie, które tworzy nam sztuczna inteligencja, czy prezentujemy pokój hotelowy, czy na przykład deweloper tworzy pewną wizualizację osiedla, które powstanie. Jeśli nie wprowadzamy w błąd, że osiedle na Bohaterów Warszawy będzie z widokiem na morze, a będzie ono tutaj niedaleko Turzyna, to takiego obowiązku nie ma. Można by odpowiedzieć, że to zależy od konkretnego przypadku. Chodzi przede wszystkim o to, żeby odbiorcy nie wprowadzać w błąd. Na tym zależało przede wszystkim ustawodawcy.
Prowadzący: A w sytuacji, kiedy na przykład jedna firma dostarcza materiał drugiej? Klient przesyła na przykład do radia albo do agencji gotową reklamę stworzoną przez AI, ale o tym nie informuje. Materiał zostaje opublikowany. Kto może wtedy odpowiadać za brak wymaganego oznaczenia? My jako radio, firma, agencja czy klient, który nam ją podesłał i de facto nas oszukał, nie informując nas o tym, że to jest AI?
mec. Krzysztof Tumielewicz: Myślę, że odpowiadać może każdy, bo też nie można byłoby powiedzieć, że radio jest całkowicie zwolnione z tego, że nie ma obowiązku sprawdzać, weryfikować i oceniać tego również przy wykorzystaniu takiej podwyższonej staranności jako podmiot zorganizowany.
Ale oczywiście, jeśli taka sytuacja będzie odpowiednio zabezpieczona umowami między radiem a dostawcą tej reklamy i dostawca czy producent reklamy, do której wykorzysta sztuczną inteligencję, złoży stosowne oświadczenia i wprowadzi radio w błąd, a dla radia nie będzie to łatwe do wychwycenia, że taki materiał został wyprodukowany przez AI i powinien zostać oznaczony, no to można sobie wyobrazić taką sytuację, że radio nie będzie ponosiło odpowiedzialności.
Ale też nie chciałbym tego puentować w taki sposób, że radio czy telewizja jest całkowicie zwolniona tylko dlatego, że zawrze stosowną umowę i poprosi o stosowne oświadczenia. Myślę, że powinien tutaj działać zdrowy rozsądek po obu stronach kontraktu.
Prowadzący: A gdzie zaczyna się deepfake? Czy wygenerowany głos albo twarz, postać zawsze wymagają oznaczenia, czy dopiero wtedy, kiedy odbiorca może uznać je za prawdziwe bądź nie?
mec. Krzysztof Tumielewicz: Wtedy, kiedy odbiorca może je uznać za prawdziwe. O to w tym chodzi, żeby nie wprowadzać w błąd. Jeśli prezentujemy post z Józefem Stalinem na Marsie, wiemy, że każdy powinien się zorientować, że mamy do czynienia po prostu z wytworem sztucznej inteligencji.
Natomiast jeśli wkładamy jakieś słowa w usta polityka czy wykorzystujemy wizerunek znanej postaci, która na przykład odbiera pojazd, którego nigdy nie odebrała, jest to wyinscenizowane, wytworzone przez sztuczną inteligencję, to powinniśmy to oznaczyć tak, żeby ludzie nie myśleli, że Robert De Niro jeździ samochodami chińskiej produkcji, na przykład.
Prowadzący: Jeżeli Instagram, Facebook, TikTok czy YouTube umożliwiają oznaczanie materiału jako stworzonego przez AI, to czy skorzystanie z takiego oznaczenia jest wystarczające do spełnienia obowiązków wynikających z AI Act?
mec. Krzysztof Tumielewicz: No to też pewnie zależy od konkretnego przypadku, dlatego że to są wyspecjalizowane, duże firmy, które stosują przepisy dotyczące sztucznej inteligencji. Ma być to jasne dla odbiorcy, ma być to czytelne. Jeżeli uznamy już, że ten obowiązek oznaczenia istnieje, no to powinien on być jasno wyartykułowany, tak żeby każdy potencjalny, przeciętny odbiorca był w stanie to odczytać.
Powinien być albo wyraźny hologram, albo powinna być wyraźna informacja na tekście, że wykorzystano grafikę przy użyciu AI lub, jeżeli mówimy na przykład o muzyce czy głosie, powinien pojawić się na początku jasny komunikat głosowy, że powstało to przy wykorzystaniu AI.
Prowadzący: A co w sytuacji, kiedy przeglądając internet natrafimy na zdjęcie, przy którym jesteśmy przekonani, że zostało stworzone przez AI, ale nie ma tego oznaczenia? Co wtedy jako użytkownik internetu, który być może dał się oszukać, może zrobić? Do jakiej instytucji się zgłosić? Jeżeli jest to post na Facebooku, można go zgłosić, ale jeżeli jest to na przykład grafika, plakat powieszony na ścianie w kancelarii prawnej, który pokazuje złe przepisy prawa, to co ja w takiej sytuacji jako zwykła osoba mogę zrobić?
mec. Krzysztof Tumielewicz: W Polsce została uchwalona ustawa o systemach sztucznej inteligencji, która tworzy całą strukturę organów, komisji, które będą powołane do tego, by kontrolować takie sytuacje. Będzie można do nich zgłaszać wszystkie tego typu przypadki naruszenia, wprowadzenia w błąd i po to te systemy są tworzone, w kooperacji z regulacjami unijnymi, by móc sprawować kontrolę nad przestrzeganiem zasad, o jakich mowa w AI Act.
Prowadzący: Myśli pan, że systemy doganiają rzeczywistość czy, jak często to bywa, zostają trochę z tyłu?
mec. Krzysztof Tumielewicz: Myślę, że ciężko jest za systemami informatycznymi nadążyć krok w krok. Natomiast ja uważam, że dobrze, że takie organy kontroli i nadzoru powstają, bo jest to tak potężne narzędzie, że bez tego nadzoru mogłoby ono przekroczyć pewne granice, których pewnie, myślę, że wszyscy byśmy nie chcieli, aby przekraczało.
Prowadzący: Na zakończenie chciałem jeszcze zapytać, co realnie grozi firmie, agencji albo redakcji, która nie zastosuje się do tych obowiązków. Kto będzie sprawował nadzór w Polsce? To już mniej więcej wiemy, ale jakie realne kary lub sankcje będą nakładane?
mec. Krzysztof Tumielewicz: AI Act wskazuje odpowiedzialność finansową. Mowa tutaj jest o kwotach nawet do 15 milionów euro albo, w przypadku przedsiębiorstwa, do 3 procent całkowitego światowego rocznego obrotu z poprzedniego roku.
Natomiast należy też powiedzieć, że to są takie kwoty, myślę, że te najwyższe i w praktyce będzie to miarkowane, oceniane pewnie też proporcjonalnie do tego, jakie ewentualne korzyści lub szkody wyrządziło dane naruszenie. Więc te górne pułapy zostały określone przez ustawodawcę właśnie w taki sposób: do 15 milionów euro i do 3 procent światowego obrotu danego przedsiębiorstwa.
Prowadzący: A w sytuacji osób prywatnych, nie firm?
mec. Krzysztof Tumielewicz: Jeżeli doszłoby do wprowadzenia w błąd, na przykład w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, lub naruszenia ustawy RODO albo ochrony danych osobowych, mogą być to sankcje, może być to odpowiedzialność zarówno cywilnoprawna, jak również w niektórych przypadkach nawet odpowiedzialność karna.
Prowadzący: Dziękuję. Moim gościem był pan Krzysztof Tumielewicz z Kancelarii Adwokackiej Tumielewicz.
mec. Krzysztof Tumielewicz: Dziękuję bardzo.

Radio Szczecin