Rosyjski bezzałogowiec uderzył po stronie ukraińskiej dwa kilometry od przejścia granicznego Dorohusk-Jagodzin.
W pobliskiej miejscowości zawyły syreny, konieczna była także ewakuacja dwóch przejść granicznych. Alarm został już odwołany.
Pierwsze ostrzeżenie o nalotach na terytorium Ukrainy mieszkańców Lubelszczyzny otrzymali przed godziną 17. - Wojsko poderwało myśliwce - informował rzecznik prasowy Dowództwa Operacyjnego Rodzaju Sił Zbrojnych podpułkownik Jacek Goryszewski. - W obwodzie wołyńskim obserwujemy, w niedalekiej bliskości od naszej granicy, bezzałogowe statki powietrzne rosyjskie, m.in. odrzutowe.
Wraz ze zbliżaniem się dronów do polskiej granicy przyszedł kolejny alert. Tym razem wzywający do znalezienia miejsca schronienia. Przy granicy zawyły syreny, zareagowała też Straż Graniczna.
- Wstrzymane zostały odprawy graniczne w drogowym przejściu granicznym w Dorohusku oraz drogowym przejściu granicznym w Zosinie. Oba te przejścia ewakuowano - przekazał rzecznik prasowy Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej major Dariusz Sienicki.
- Było słychać huk i widać czarny dym - mówi po dronowym ataku tuż obok granicy wójt Dorohuska. Jak przekazał wójt Wojciech Sawa, w momencie ataku był na spotkaniu z mieszkańcami poza Dorohuskiem. - Zadzwoniła do mnie żona, że był wybuch i że był mocno słyszalny i że jest czarny dym w okolicach Bugu, czyli po drugiej stronie granicy. No i taką informację dostałem i od razu przerwałem zebranie i wróciłem do Dorohuska - relacjonuje Sawa.
W miejscowości po wybuchu zawyły dwie syreny. To kolejny rosyjski atak w bezpośrednim sąsiedztwie przejścia granicznego w Dorohusku. Wójt Wojciech Sawa od tygodnia prowadzi w całej gminie zebrania wiejskie poświęcone zagrożeniu. - To był strzał w dziesiątkę, żeby rozmawiać z mieszkańcami o tym, co się stało dwa tygodnie temu na terenie naszej gminy. To się potwierdziło, że trzeba się z ludźmi spotykać i uświadamiać ich, że jest taka sytuacja, a nie inna - uważa Sawa.
Zakończyło się posiedzenie sztabu kryzysowego zwołane przez wojewodę lubelskiego. Jak przekazał wojewoda Krzysztof Komorski, wszystkie procedury zadziałały. - Uruchomiono syreny we wszystkich czterech sektorach na terenie całego województwa. Potwierdzam, że wszystkie urządzenia zostały włączone w ilości większej niż ostatnio, dlatego że doprogramowujemy cały czas te kolejne urządzenia. I kiedy przyszła informacja o realnym zagrożeniu po ataku z powietrza na terenie Ukrainy, później miała miejsce ewakuacja przejścia granicznego, dlatego że panowie komendanci podjęli taką decyzję po podwyższeniu tego alertu. To miało miejsce około godziny 16.50 - powiedział wojewoda.
Według wstępnych informacji, dron nie naruszył polskiej przestrzeni powietrznej. Alarm odwołano, a ruch na granicy został wznowiony.
Pierwsze ostrzeżenie o nalotach na terytorium Ukrainy mieszkańców Lubelszczyzny otrzymali przed godziną 17. - Wojsko poderwało myśliwce - informował rzecznik prasowy Dowództwa Operacyjnego Rodzaju Sił Zbrojnych podpułkownik Jacek Goryszewski. - W obwodzie wołyńskim obserwujemy, w niedalekiej bliskości od naszej granicy, bezzałogowe statki powietrzne rosyjskie, m.in. odrzutowe.
Wraz ze zbliżaniem się dronów do polskiej granicy przyszedł kolejny alert. Tym razem wzywający do znalezienia miejsca schronienia. Przy granicy zawyły syreny, zareagowała też Straż Graniczna.
- Wstrzymane zostały odprawy graniczne w drogowym przejściu granicznym w Dorohusku oraz drogowym przejściu granicznym w Zosinie. Oba te przejścia ewakuowano - przekazał rzecznik prasowy Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej major Dariusz Sienicki.
- Było słychać huk i widać czarny dym - mówi po dronowym ataku tuż obok granicy wójt Dorohuska. Jak przekazał wójt Wojciech Sawa, w momencie ataku był na spotkaniu z mieszkańcami poza Dorohuskiem. - Zadzwoniła do mnie żona, że był wybuch i że był mocno słyszalny i że jest czarny dym w okolicach Bugu, czyli po drugiej stronie granicy. No i taką informację dostałem i od razu przerwałem zebranie i wróciłem do Dorohuska - relacjonuje Sawa.
W miejscowości po wybuchu zawyły dwie syreny. To kolejny rosyjski atak w bezpośrednim sąsiedztwie przejścia granicznego w Dorohusku. Wójt Wojciech Sawa od tygodnia prowadzi w całej gminie zebrania wiejskie poświęcone zagrożeniu. - To był strzał w dziesiątkę, żeby rozmawiać z mieszkańcami o tym, co się stało dwa tygodnie temu na terenie naszej gminy. To się potwierdziło, że trzeba się z ludźmi spotykać i uświadamiać ich, że jest taka sytuacja, a nie inna - uważa Sawa.
Zakończyło się posiedzenie sztabu kryzysowego zwołane przez wojewodę lubelskiego. Jak przekazał wojewoda Krzysztof Komorski, wszystkie procedury zadziałały. - Uruchomiono syreny we wszystkich czterech sektorach na terenie całego województwa. Potwierdzam, że wszystkie urządzenia zostały włączone w ilości większej niż ostatnio, dlatego że doprogramowujemy cały czas te kolejne urządzenia. I kiedy przyszła informacja o realnym zagrożeniu po ataku z powietrza na terenie Ukrainy, później miała miejsce ewakuacja przejścia granicznego, dlatego że panowie komendanci podjęli taką decyzję po podwyższeniu tego alertu. To miało miejsce około godziny 16.50 - powiedział wojewoda.
Według wstępnych informacji, dron nie naruszył polskiej przestrzeni powietrznej. Alarm odwołano, a ruch na granicy został wznowiony.

Radio Szczecin