W Albanii kolejny dzień protestów przeciwko rządowi Ediego Ramy. W stolicy kraju, Tiranie, ponownie doszło do starć z policją.
Demonstranci rzucali kamieniami, petardami i koktajlami Mołotowa, podpalali pojemniki na śmieci, a część protestujących zaatakowała budynek sądu apelacyjnego. Policja zastosowała gaz łzawiący i armatki wodne.
Protesty rozpoczęły się od żądań poprawy warunków studiowania i większego wsparcia dla młodych ludzi, ale przerodziły się w szerszy ruch domagający się dymisji premiera. Niezadowolenie podsyca również kontrowersyjny projekt luksusowego kurortu na albańskim wybrzeżu, powiązany z Jaredem Kushnerem, zięciem prezydenta USA Donalda Trumpa.
Szef rządu nie zamierza ustępować. Zapowiedział finansowe nagrody dla policjantów zaangażowanych w tłumienie zamieszek, a organizatorom i uczestnikom aktów przemocy zagroził odpowiedzialnością za wyrządzone szkody. Twierdzi też, że protesty są finansowane przez Rosję i Iran, nie przedstawił jednak publicznie dowodów na poparcie tej tezy.
Tymczasem do studentów dołączają przedstawiciele środowiska akademickiego. Związek pracowników albańskich uniwersytetów wezwał do marszu solidarności, a pod deklaracją wzywającą do dymisji Ediego Ramy i utworzenia rządu tymczasowego podpisało się prawie tysiąc wykładowców, naukowców i przedstawicieli życia publicznego.
Protesty rozpoczęły się od żądań poprawy warunków studiowania i większego wsparcia dla młodych ludzi, ale przerodziły się w szerszy ruch domagający się dymisji premiera. Niezadowolenie podsyca również kontrowersyjny projekt luksusowego kurortu na albańskim wybrzeżu, powiązany z Jaredem Kushnerem, zięciem prezydenta USA Donalda Trumpa.
Szef rządu nie zamierza ustępować. Zapowiedział finansowe nagrody dla policjantów zaangażowanych w tłumienie zamieszek, a organizatorom i uczestnikom aktów przemocy zagroził odpowiedzialnością za wyrządzone szkody. Twierdzi też, że protesty są finansowane przez Rosję i Iran, nie przedstawił jednak publicznie dowodów na poparcie tej tezy.
Tymczasem do studentów dołączają przedstawiciele środowiska akademickiego. Związek pracowników albańskich uniwersytetów wezwał do marszu solidarności, a pod deklaracją wzywającą do dymisji Ediego Ramy i utworzenia rządu tymczasowego podpisało się prawie tysiąc wykładowców, naukowców i przedstawicieli życia publicznego.

Radio Szczecin