Brytyjski premier odmówił zdymisjonowania rządowego kota pomimo jego ewidentnej niekompetencji.
4-letni Larry trafił na Downing Street ze schroniska zeszłej zimy po tym, jak w okolicy urzędu premiera pojawiły się szczury. Gryzonia sfilmowała przed siedzibą premiera kamera telewizji podczas transmisji na żywo. Pracownicy schroniska zapewniali wówczas, że Larry będzie świetnym szczurołapem.
Jeszcze latem premier David Cameron mówił, że Larry odnosi sukcesy jako łowca. Okazało się jednak, że nie radzi sobie nawet z myszami.
Brytyjskie media donoszą, że sam premier Cameron próbował bezskutecznie przejąć jego obowiązki. Kiedy podczas weekendu premier zaprosił do swej rezydencji dwóch ministrów na roboczy obiad, poważną dyskusję przerwała im mysz przemykająca pod ścianą. David Cameron rzucił w nią widelcem, ale spudłował.
Zamiast polować, Larry śpi podobno po całych dniach, albo wypuszcza się romansować z kocicą Maisie z domku ogrodnika w pobliskim parku św.Jakuba.
Pytany, czy Larry powinien złożyć dymisję, rzecznik premiera oświadczył dziś: "Larry przynosi wiele radości wielu ludziom". Nie jest to do końca prawda, bo podobno nie lubi mężczyzn, choć w maju zrobil wyjątek dla prezydenta Obamy i dał mu się pogłaskać.
Kot nie kosztuje nic podatnika, gdyż karmi go na własny koszt personel Downing Street.
Jeszcze latem premier David Cameron mówił, że Larry odnosi sukcesy jako łowca. Okazało się jednak, że nie radzi sobie nawet z myszami.
Brytyjskie media donoszą, że sam premier Cameron próbował bezskutecznie przejąć jego obowiązki. Kiedy podczas weekendu premier zaprosił do swej rezydencji dwóch ministrów na roboczy obiad, poważną dyskusję przerwała im mysz przemykająca pod ścianą. David Cameron rzucił w nią widelcem, ale spudłował.
Zamiast polować, Larry śpi podobno po całych dniach, albo wypuszcza się romansować z kocicą Maisie z domku ogrodnika w pobliskim parku św.Jakuba.
Pytany, czy Larry powinien złożyć dymisję, rzecznik premiera oświadczył dziś: "Larry przynosi wiele radości wielu ludziom". Nie jest to do końca prawda, bo podobno nie lubi mężczyzn, choć w maju zrobil wyjątek dla prezydenta Obamy i dał mu się pogłaskać.
Kot nie kosztuje nic podatnika, gdyż karmi go na własny koszt personel Downing Street.

Radio Szczecin