W północnych Indiach zaklinacz węży wypuścił w urzędzie skarbowym kilkanaście jadowitych gadów, wśród nich były też kobry. Zaprotestował w ten sposób przeciwko łapownictwu.
Zaklinacz o imieniu Hakkal chciał dostać kawałek ziemi, gdzie mógłby trzymać węże. Jak mówił, musiał wypuścić węże, bo w magistracie mu powiedzieli, że sprawa załatwiona, ale jest w rękach pomniejszych urzędników. "A oni wciąż chcą łapówek, a mnie na to nie stać. Gdzie mam trzymać te jadowite węże? Nie mam miejsca" - lamentował Hakkal.
Węże rozpełzły się po całym urzędzie; pracownicy skarbówki ratowali się ucieczką na biurka. Usiłowali odstraszyć gady machaniem ścierkami. Po węże przyjechali leśniczy, ale nie wszystkie udało się złapać. Miejscowa policja podkreśla jednak, że nikomu się nic nie stało.
Węże rozpełzły się po całym urzędzie; pracownicy skarbówki ratowali się ucieczką na biurka. Usiłowali odstraszyć gady machaniem ścierkami. Po węże przyjechali leśniczy, ale nie wszystkie udało się złapać. Miejscowa policja podkreśla jednak, że nikomu się nic nie stało.

Radio Szczecin