Przed sądem w Egipcie toczy się rozprawa w procesie byłego prezydenta kraju Hosni Mubaraka. Jest on oskarżony o współudział w zabójstwie kilkuset nieuzbrojonych demonstrantów podczas tłumienia egipskiej rewolucji.
Jeśli Mubarak zostanie uznany winnym, grozi mu kara śmierci. Zarzuty postawiono też dwóm synom przywódcy, byłemu ministrowi spraw wewnętrznych i sześciu byłym szefom służb specjalnych.
Były prezydent, który rządził Egiptem przez 30 lat, cierpi na chorobę serca i przebywa pod aresztem w szpitalu. Na salę rozpraw przywieziono go karetką pogotowia. Proces toczy się w siedzibie Akademii Policji na przedmieściach Kairu. Bezpieczeństwa strzeże tam 5 tysięcy funkcjonariuszy. Przed budynkiem, gdzie toczy się rozprawa zgromadzili się zarówno zwolennicy Mubaraka, jak i krewni ofiar antyprezydenckich protestów. Przynieśli oni zdjęcia zabitych. Krzyczeli, że "proces jest farsą, a przestępcy nadal rządzą Egiptem".
O ponownym rozpoczęciu procesu obalonego dyktatora zdecydował Sąd Apelacyjny w Kairze. Tym samym odrzucono zarzuty obrońców Mubaraka o stronniczość prowadzącego obrady, sędziego Ahmeda Rafaata. Obrona próbuje też przedstawić „dowody” na spisek libańskiego Hezbollahu i Bractwa Muzułmańskiego stojących rzekomo za zabójstwami demonstrantów podczas egipskiej rewolucji.
Działacze praw człowieka oraz prawnicy reprezentujący rodziny ofiar liczą na przesłuchanie szefa sztabu egipskiej armii, generała Samiego Anana. Udowodnienie winy Mubarakowi może okazać się jednak bardzo trudne, ze względu na brak pisemnych rozkazów oraz częste odwoływanie zeznań przez zastraszonych świadków.
Były prezydent, który rządził Egiptem przez 30 lat, cierpi na chorobę serca i przebywa pod aresztem w szpitalu. Na salę rozpraw przywieziono go karetką pogotowia. Proces toczy się w siedzibie Akademii Policji na przedmieściach Kairu. Bezpieczeństwa strzeże tam 5 tysięcy funkcjonariuszy. Przed budynkiem, gdzie toczy się rozprawa zgromadzili się zarówno zwolennicy Mubaraka, jak i krewni ofiar antyprezydenckich protestów. Przynieśli oni zdjęcia zabitych. Krzyczeli, że "proces jest farsą, a przestępcy nadal rządzą Egiptem".
O ponownym rozpoczęciu procesu obalonego dyktatora zdecydował Sąd Apelacyjny w Kairze. Tym samym odrzucono zarzuty obrońców Mubaraka o stronniczość prowadzącego obrady, sędziego Ahmeda Rafaata. Obrona próbuje też przedstawić „dowody” na spisek libańskiego Hezbollahu i Bractwa Muzułmańskiego stojących rzekomo za zabójstwami demonstrantów podczas egipskiej rewolucji.
Działacze praw człowieka oraz prawnicy reprezentujący rodziny ofiar liczą na przesłuchanie szefa sztabu egipskiej armii, generała Samiego Anana. Udowodnienie winy Mubarakowi może okazać się jednak bardzo trudne, ze względu na brak pisemnych rozkazów oraz częste odwoływanie zeznań przez zastraszonych świadków.

Radio Szczecin