Pracownik Spółdzielni Mieszkaniowej Dąb - na prośbę jednej z lokatorek - próbował uciszyć hałasujące ptaki.
Te zalęgły się w otworach wentylacyjnych budynku. Jak tego dokonał i co z tego wynikło?
Z relacji wiceprezesa spółdzielni Marka Nielka wynika, że przyszła lokatorka, której przeszkadzały ptaki. - Mamy pracownika, geniusza, do którego się poskarżyła, a on chciał jej zrobić dobrze. Dał zlecenie, żeby jednak mimo wszystko, dziury zakleić - opowiada Nielek.
- Zaklejone dziury zauważyła sąsiadka - mówi prezes Fundacji Ratujmy Ptaki Zofia Brzozowska. - Zadzwoniła po pomoc, bo jerzyki powariowały. W tej chwili na jej oczach alpiniści zatykają otwory wentylacyjne, w których są już gniazda jerzyków.
By powstrzymać rzeczonych alpinistów, na miejsce pojechali wolontariusze fundacji. Tam dokonali wizji lokalnej, po której orzekli, że spółdzielnia prowadziła prace na dachu. - Spółdzielnia zleciła w lutym jakiejś firmie dokończenie tych prac remontowych, a ponieważ firma nie miała czasu, więc zrobiła to w okresie lęgowym - relacjonuje Brzozowska.
Inną wersję zdarzeń przedstawia wiceprezes spółdzielni. - Żadnych prac nie było, bo nie było takiej potrzeby - zapewnia Nielek.
Finał sprawy był taki, że jerzyki odzyskały wolność, a pracownik nie otrzyma premii w tym miesiącu. Może też otrzymać upomnienie lub naganę.
Z relacji wiceprezesa spółdzielni Marka Nielka wynika, że przyszła lokatorka, której przeszkadzały ptaki. - Mamy pracownika, geniusza, do którego się poskarżyła, a on chciał jej zrobić dobrze. Dał zlecenie, żeby jednak mimo wszystko, dziury zakleić - opowiada Nielek.
- Zaklejone dziury zauważyła sąsiadka - mówi prezes Fundacji Ratujmy Ptaki Zofia Brzozowska. - Zadzwoniła po pomoc, bo jerzyki powariowały. W tej chwili na jej oczach alpiniści zatykają otwory wentylacyjne, w których są już gniazda jerzyków.
By powstrzymać rzeczonych alpinistów, na miejsce pojechali wolontariusze fundacji. Tam dokonali wizji lokalnej, po której orzekli, że spółdzielnia prowadziła prace na dachu. - Spółdzielnia zleciła w lutym jakiejś firmie dokończenie tych prac remontowych, a ponieważ firma nie miała czasu, więc zrobiła to w okresie lęgowym - relacjonuje Brzozowska.
Inną wersję zdarzeń przedstawia wiceprezes spółdzielni. - Żadnych prac nie było, bo nie było takiej potrzeby - zapewnia Nielek.
Finał sprawy był taki, że jerzyki odzyskały wolność, a pracownik nie otrzyma premii w tym miesiącu. Może też otrzymać upomnienie lub naganę.

Radio Szczecin