Jest takie poczucie w Narodzie, że jesteśmy nacją rozśpiewaną. Biesiadnie rozśpiewaną. Ogólnie czujemy, że my Polacy lubimy i potrafimy śpiewać. Otóż nie. Nie potrafimy, ale chcemy lubić, a skoro nie potrafimy, to nie lubimy. Co my tam możemy razem zaintonować? Barkę. Albo Hej Sokoły.
W zależności od regionu i wieku ktoś zaintonuje Szła dzieweczka do laseczka. Zestaw okolicznościowy Sto lat i Gwiazdka pomyślności się nie liczą. Kolędy. Przy stole co prawda nie koniecznie, bo jakoś głupio, poza tym po pierwszej zwrotce trop się urywa. Pasterka, czy ogólnie kościół z wyświetlanym tekstem ratuje sytuacje, poza tym śpiewamy tam mocno zbiorowo i tłumnie.
Na tle innych państw Polacy wypadają jako naród o średnim poziomie spontanicznego rozśpiewania, plasując się pomiędzy kulturami o skrajnej ekspresji wokalnej, a narodami bardzo powściągliwymi.
Nie jestem socjologiem muzyki, ale czułem to podskórnie, a potem wygooglałem. Zgadza się.
Mamy barierę wstydu. Wychodzimy z założenia – w przeciwieństwie do Latynosów czy Filipińczyków, że śpiewać powinien ten, który potrafi. Nawet były redakcyjny kolega mawiał do podśpiewujących sobie: "Nie umiemy śpiewać, to nie śpiewamy". I z jednej strony to rozumiem, czyjeś fałszywe nutki, nietrzymanie tonacji może razić w ucho. Andrzeja raziło. Jest muzykiem.
Ja lubię sobie zanucić, pośpiewać i ze sthurowskim przekonaniem raz lepiej. Żona jednak utwierdza mnie, że jest to raz gorzej. Sama jednak jest przekonana, iż jej interpretacja Somewhere over the rainbow, śpiewana w trzech tonacjach zaczynając od altu, to wykonanie a’la Whitney Houston.
Skąd zatem autoprzekonanie nas Polaków o tym, że dużo śpiewamy i znamy masę piosenek? Bo tak było. Tak kiedyś było. Stąd śpiewniki harcerskie, wojskowe, kościelne, biesiadne, potem turystyczne. Uważam, że szkody poczynili w tej sferze także komuniści. Władza próbowała narzucać repertuar, a to sprawiło, że część wspólnego śpiewania utraciła spontaniczność. Ulubione utwory przodków śpiewano więc konspiracyjnie.
Jesteśmy narodem rozśpiewanym, ale w określonych ramach. Wszak masowo śpiewamy na koncertach (gdzie głos jednostki ginie w tłumie), podczas pielgrzymek, na weselach (zwykle po alkoholu) oraz we wspomnianych kościołach. Zmieniają też się czasy. Choćby utrata tradycji ogniskowych. Popularne w XX wieku wspólne śpiewanie przy gitarze, na rajdach studenckich czy harcerskich ogniskach, w ostatnich dekadach wyraźnie osłabło na rzecz konsumpcji muzyki z serwisów streamingowych. Huczy lub brzęczy głośniczek.
Miejsce na mapie też ma znaczenie – rozśpiewane kraje basenu Morza Śródziemnego mają łatwiej. Zresztą właśnie tam narodziły się podwaliny naszej filozofii, bo warunki bardziej dogodne – ciepło, winnice. Wino sprzyja wspólnym rozmowom, a leżąc wieczorem na trawie popijając wino, zastanawiano się po co te gwiazdy na niebie i co z tego wynika. A kiedy myślenie zmęczyło, można było zasnąć w miejscu filozofowania. Albo zanucić.
Na północy, w krajach nordyckich, skandynawskich, z winem nie było tak łatwo. Tam królowała potężna, hybrydowa mieszanka fermentowana z wielu składników jednocześnie – grog nordycki. Dawał kopa po zwojach mózgowych, nie sprzyjał filozoficznemu rozmyślaniu. Raczej pobudzał do bitki. No i rozmyślanie w szczerym polu groziło zamarznięciem. Dlatego pito w duchocie ichnich lepianek. Raczej darto mordy aniżeli śpiewano. Tak mi się zdaje. Zatem łatwiej też pośpiewać, gdy dni są dłuższe, noce ciepłe, trunek wspomoże, a nie otumani, gdzie towarzystwo jest przychylnie nastawione. Południowcom łatwiej to przychodzi. Serotonina i witamina D w zestawie słonecznym.
My Polacy jesteśmy pośrodku. I mentalnie i geograficznie. Doceniamy muzykę, śpiew. Choć mało pamiętamy piosenek, a jak już znamy to się krępujemy. Johann Wolfgang von Goethe zauważył (choć u nas przypisuje się to czasem Mickiewiczowi lub Moniuszce): „Gdzie słyszysz śpiew, tam wejdź, tam dobre serca mają. Źli ludzie, wierzaj mi, ci nigdy nie śpiewają”.
Dlatego śpiewajmy! Przy stole, przy ognisku, grillu, dzieciom, żonie, mężowi.
W tym wydaniu Prorocka posłuchacie m.in głosu i śpiewu Roberta Planta* na okazję jego urodzin. Jeżeli chcecie pośpiewać z Robertem i całą zgrają innych rockmanów, to włączcie Radio Szczecin w czwartek 20 sierpnia o 19:00.
Zapraszam na audycję która dobrze rockuje.
______________________________
* W 2006 roku piosenkarz został sklasyfikowany na 1. miejscu listy 100 najlepszych wokalistów metalowych wszechczasów według Hit Parader. Robert Plant śpiewa głosem tenorowym. Jego wokal w czasach Led Zeppelin charakteryzował się potężną skalą (od niskich dźwięków po wysokie oktawy), potężnym falsetem z otwartym gardłem, drapieżnym rockowym krzykiem oraz subtelnymi, bluesowymi frazami.

Radio Szczecin