Pro-rock
Radio SzczecinRadio Szczecin » Pro-rock » Prorock na rok 2026
Łapacze kurzu. Fot. Maciej Papke
Łapacze kurzu. Fot. Maciej Papke
Sprzątam. W ostatnich latach w mieszkaniu kurzy się jak nigdy wcześniej. Najbardziej siwieją regały z książkami i płytami kompaktowymi. Dwa razy w roku zarządzam potężną walkę z desantem roztoczy. Woluminy z regałów od sufitu po podłogę są sukcesywnie wydobywane na środek pokoju. Każdy z nich jest odkurzany, a wnęki biblioteczki przecieram substancją antystatyczną – to już prawdziwa wojna chemiczna. Wygięte półki tychże regałów przekładam wybrzuszeniem do góry. Podczas przekładania książek za każdym razem dziwi mnie, że niektóre pozycje wciąż czekają na przeczytanie. Wręcz zdają się pytać: „Przeczytasz mnie jeszcze?”.


Mój najstarszy syn, odwiedzając dom rodzinny, utyskiwał ostatnio, że choć rozumie posiadanie książek, to w domu jest trochę ciasno i warto by się ich pozbyć. Szczególnie tych, które już przeczytałem. Albo zamienić je na wersje elektroniczne, tak jak on to zrobił. To utylitaryzm jego pokolenia – mikrogeneracji na styku millenialsów i zetek. Jeszcze mu nie wyklarowałem, czym jest zjawisko zwane w języku japońskim tsundoku. Pokrótce – to kupowanie książek i odkładanie ich na później. Dodatkowo czasem tworzą się z nich małe wieże na stoliku nocnym i stosy tytułów na biurku, które czyta się naprzemiennie. Znacie to. Książki posiadam i kupuję poniekąd z myślą o przyszłości. Wierzę, że znajdę więcej czasu, spokojniejszy moment albo odpowiedni nastrój na konkretną historię. Z natury swej książki są cierpliwe – zaczekają.


Umberto Eco miał w Mediolanie zbiór 30 tysięcy książek. Z kolei w jego wiejskiej rezydencji biblioteka liczyła 20 tysięcy pozycji. Zdecydowanej większości z nich nie przeczytał, choć czytał nałogowo. Na temat swojej przypadłości tsundoku mówił tak: Są rzeczy, które po prostu warto mieć w zapasie, nawet jeśli korzystamy z nich rzadko. Jeśli potraktujemy książki jak lekarstwa, zrozumiemy, że lepiej mieć pełną apteczkę. Bo gdy dusza potrzebuje uzdrowienia, sięgamy po książkę – nie przypadkową, lecz tę właściwą na dany moment. Dlatego wybór jest tak ważny.


Eco dzielił swoich gości w bibliotece na tych reagujących powierzchownie, którzy pytali: „Ile z tych książek pan przeczytał?”, oraz na mniejszość rozumiejącą, że wartość tkwi w potencjale wiedzy czekającej na odkrycie. Obecność tytułów na moich półkach motywuje do myślenia i poszukiwań, nawet jeśli jeszcze do nich nie zaglądałem. Jest to dla mnie obietnica przyszłego doświadczenia. Widok nieprzeczytanych tomów przypomina mi, jak mało jeszcze wiem. Poza tym regał z książkami ma praktyczny wymiar – może i jest polem uprawnym dla kurzu, znakomicie jednak tłumi dźwięk, eliminując pogłos. W ich obecności jest po prostu przytulniej. A gdybym był youtubowym publicystą, mógłbym wymądrzać się na ich tle. Swoją kolekcję traktuję też czasem jako mikrobibliotekę podręczną. Często wolę coś sprawdzić i wynotować samemu, niż wyszukiwać w Google czy Wikipedii.


Filozof i ekonomista Nassim Nicholas Taleb – nie czytałem jeszcze jego bestsellerowego „Czarnego łabędzia” czy „Antykruchości”, to wciąż przede mną – napisał, że prywatna biblioteka nie jest po prostu dodatkiem podnoszącym ego, ale narzędziem badawczym. Im więcej wiemy, tym dłuższe są rzędy tego, co nieprzeczytane. Taki zbiór Taleb nazywa antybiblioteką. Nieprzeczytane książki uczą nas skromności wobec tego, czego jeszcze nie wiemy.


Istnieje jeszcze jeden aspekt wiążący się z fizycznymi książkami. Źródła internetowe do trenowania modeli sztucznej inteligencji już się skończyły. Internet przeczytał się sam wiele razy. Wobec tego potężne firmy technologiczne masowo skupują z antykwariatów i niszczą fizyczne książki, aby pozyskać czyste, wysokiej jakości dane treningowe dla AI. Jest w tym jakiś rodzaj barbarzyństwa rodem ze świata Matrixa. Maszyny odcinają grzbiety tomów, by szybko przepuścić luźne kartki przez przemysłowe skanery, po czym zniszczone egzemplarze trafiają na makulaturę. Co ciekawe, tego potwora interesują tylko książki wydane przed 2022 rokiem – te późniejsze mogą być już „skażone” przez AI. Sprawdziłem to – pośrednicy i giganci technologiczni nabywają miliony woluminów. Na przetrawienie i wydalenie.


Wracam do regałów.


Odkurzyłem też płyty kompaktowe z muzyką. Nawet żona, przecierając każde pudełko ze srebrnym krążkiem, zastanawiała się, czy skoro tyle muzyki jest w sieci, to warto trzymać płyty. Odpowiadam wszystkim: tak, warto. Bo muzyka w sieci – czyli gdzie? A płyta? W pudełku, z okładką, książeczką. To fizyczny, namacalny obiekt. W gruncie rzeczy istnieje ogromna różnica między posiadaniem muzyki a posiadaniem dostępu do niej. Moja kolekcja płyt to po prostu muzyczne tsundoku. Ograniczony wybór tytułów na półce paradoksalnie ułatwia decyzję. Nieodsłuchane CD na regale jest jak nieprzeczytana książka – to szansa, która czeka.


Obawiam się również, że kiedyś platformy streamingowe będą chciały pożreć fizyczne nośniki, tak jak AI pochłania książki. Kiedy płyty znikną ze sprzedaży, ceny streamingu zaczną rosnąć. Pojawi się też więcej reklam przed i po piosenkach, a niektóre tytuły i artyści padną ofiarą cancel culture. Wtedy znajdzie się paru partyzantów takich jak ja – z płytami, może nawet kasetami, którzy będą tworzyć rebelię, puszczając nuty nieprzychylne Bestii.

Pamiętajcie, drogie dziatki: streaming daje dostęp. Kolekcja daje historię.

Na koniec – czy podczas odkurzania znalazłem płyty nieodsłuchane? Tak, ale niewiele. Bardziej zdumiały mnie tytuły, o których zupełnie zapomniałem, że je posiadam. Może warto przedstawiać je po kawałku w Proroku? Co myślicie? W tym wydaniu audycji, która dobrze rockuje, usłyszycie trochę pozycji z płyt odkurzonych, ale i sporo nowości.


Prorock. Zapraszam w czwartek, 27 sierpnia o godzinie 19:00.


No i muszę jeszcze podesłać ten tekst najstarszemu synowi. Niech przeczyta to wszystko, bo nie chce mi się powtarzać.
 

Zobacz także

2026-08-19, godz. 07:52 Prorock etnomuzykolog Jest takie poczucie w Narodzie, że jesteśmy nacją rozśpiewaną. Biesiadnie rozśpiewaną. Ogólnie czujemy, że my Polacy lubimy i potrafimy śpiewać. Otóż… » więcej 2026-08-12, godz. 18:00 Dom wschodzącego słońca, Les Paul i trąbka Trąbka sygnałówka. To jedyny instrument, na którym potrafiłem grać. Zwykła niewentylowana pętlówka, z której da się wykrzesać jedynie dźwięki naturalne… » więcej 2026-08-05, godz. 08:00 Suma wszystkich strachów Wracałem z moim klasowym kolegą po lekcjach do domu. Kolega to był nicpoń niesłychany. Po jakichś szkolno-podwórkowych przypadłościach, bał się wrócić… » więcej 2026-07-29, godz. 08:00 Światło? Świeć! Tego o mnie nie wiecie. Ja o sobie też nie wiedziałem. Otóż jestem miłośnikiem Latarń Morskich. Gdzieś w moim życiu wydarzyła się ta historia. Zostałem… » więcej 2026-07-22, godz. 10:08 Sześć strun, jeden cylinder. Czyli nowe imię, nowe możliwości Saul Hudson urodził się w londyńskiej dzielnicy Hampstead. To było 23 lipca 1965 roku. Tego dnia prezydent USA Lyndon B. Johnson podpisał ustawę Coinage… » więcej 2026-07-16, godz. 14:48 Spokojnie. I tak ze wszystkim nie zdążę. Zdałem sobie sprawę, że jestem paleontologiem muzyki. Jakimś górnikiem muzycznych złogów ale i złóż. Kiedy wychodzę z tej kopalni na powierzchnię i… » więcej 2026-07-09, godz. 18:27 Przepalanie czasu. Czyli dlaczego szkoda mi czasu na sen. Martwię się o upływ czasu*. Że tenże jest nam dany raz. Że go nie cofniesz, że ciągle płynie, że go nie zatrzymasz. Tysiące słów o tym napisałem… » więcej 2026-07-01, godz. 22:16 Zakorzenieni i dumni. Dlaczego nie zamienię piekarni na rogu na plażę w Tajlandii Nie jestem współczesnym nomadą. Prędzej mi w tej materii do Immanuela Kanta patrona współczesnych domatorów. I choć to mit, że Kant nie opuścił nigdy… » więcej 2026-06-19, godz. 22:12 Podróżować jest bosko  Więcej się można nauczyć podróżując Podróżować, podróżować jest bosko - Jak mawiała Gladys del Carmen Lattarulo, Gladys Semiramis Czerwiec to miesiąc… » więcej 2026-06-12, godz. 15:52 Prorock na dachu 'Siedzę na dachu, tutaj nie dojdzie' śpiewał Jakub Sienkiewicz w utworze ‘Wyszków tonie’. Dach. Taka czapka dla domu, kapelusz lub swoisty beret… » więcej
1234