W 1946 roku w Nowym Jorku zmarł pułkownik Ignacy Matuszewski. Pięć lat później major Henryk Floyar-Rajchman. Przyjaciele spoczęli we wspólnym grobie na cmentarzu Calvary w stanie Nowy Jork. Połączyła ich epopeja polskiego złota, które we wrześniu 1939 roku z płonącej Warszawy przetransportowali do Francji. W najbliższą sobotę doczesne szczątki oficerów, sprowadzone pod koniec listopada ze Stanów Zjednoczonych, zostaną z honorami powtórnie pochowane na Cmentarzu Powązkowskim, w kwaterze żołnierzy, poległych w wojnie polsko-bolszewickiej. Polskie złoto, przewiezione przez obu oficerów do Francji, to było ponad 70 ton kruszcu ze skarbca Banku Polskiego. Wywożono je najpierw zwykłymi autobusami, potem koleją i statkami - przez Rumunię, Turcję, aż do Francji. Obaj oficerowie, którzy nie dostali się do polskich sił zbrojnych na zachodzie, wyjechali do Stanów Zjednoczonych, gdzie wkrótce zmarli. Tymczasem wędrówka polskiego złota trwała dalej, z Francji poprzez Casablankę i Dakar w głąb Sahary, a potem do Stanów Zjednoczonych, Kanady i Wielkiej Brytanii. Po wojnie los polskiego skarbu nadal był tematem politycznych i dyplomatycznych zabiegów.

Radio Szczecin