Bohaterowie akcji przerzutu polskiego złota spoczną w sobotę na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach. Uroczystości pogrzebowe pułkownika Ignacego Matuszewskiego i majora Henryka Floyar-Rajchmana rozpoczęły się przed południem w Katedrze Polowej Wojska Polskiego.
Obaj oficerowie wsławili się ewakuacją do Francji polskiego złota, po napaści Niemiec na Polskę w 1939 roku. Jak mówił w programie "Radio Szczecin na Wieczór" dr hab. Janusz Wróbel z Instytutu Pamięci Narodowej w Łodzi, przerzucony kruszec pozwolił m.in. na funkcjonowanie rządu polskiego na uchodźstwie.
- Pod zastaw tego złota brano kredyty w Stanach Zjednoczonych oraz w innych krajach. Natomiast za te kredyty kupowano różnego rodzaju towary i surowce - wyjaśniał dr Wróbel.
Jak tłumaczy, przerzut złota był akcją improwizowaną, podjętą w ostatniej chwili. - Decyzja zapadła już 4 września, kiedy stało się jasne, że pierwsza linia obrony została przełamana przez niemiecki Wehrmacht. Myślę, że gdyby podjęto ją dzień lub dwa później, to być może nie udałoby się tego złota uratować - komentował historyk.
We wrześniu 1939 roku zapasy złota Banku Polskiego miały wartość 463 milionów ówczesnych złotych. Wywiezienie z ogarniętego wojennym chaosem kraju ładunku, który ważył prawie 80 ton, mogło wydawać się zadaniem niemożliwym do wykonania. Jednak dwóm oficerom Wojska Polskiego udało się.
W opinii dr Krzysztofa Langowskiego z Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie, mimo że Matuszewski i Floyar-Rajchman zapisali się na stałe w historii Polski, to dla wielu wciąż pozostają nieznani. - W ostatnim czasie, właśnie przy okazji przeniesienia ich doczesnych szczątków z Nowego Jorku do Polski, postaci te zostały "odgrzebane" z pyłu niepamięci - mówił dr Langowski.
Sprowadzenie szczątków oficerów z Calvary w Nowym Jorku i ich pogrzeb w Polsce to efekt decyzji ministra obrony narodowej. Jest ona zgodna z ostatnią wolą Matuszewskiego i Floyar-Rajchmana. Obaj chcieli być pochowani w Polsce
- Pod zastaw tego złota brano kredyty w Stanach Zjednoczonych oraz w innych krajach. Natomiast za te kredyty kupowano różnego rodzaju towary i surowce - wyjaśniał dr Wróbel.
Jak tłumaczy, przerzut złota był akcją improwizowaną, podjętą w ostatniej chwili. - Decyzja zapadła już 4 września, kiedy stało się jasne, że pierwsza linia obrony została przełamana przez niemiecki Wehrmacht. Myślę, że gdyby podjęto ją dzień lub dwa później, to być może nie udałoby się tego złota uratować - komentował historyk.
We wrześniu 1939 roku zapasy złota Banku Polskiego miały wartość 463 milionów ówczesnych złotych. Wywiezienie z ogarniętego wojennym chaosem kraju ładunku, który ważył prawie 80 ton, mogło wydawać się zadaniem niemożliwym do wykonania. Jednak dwóm oficerom Wojska Polskiego udało się.
W opinii dr Krzysztofa Langowskiego z Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie, mimo że Matuszewski i Floyar-Rajchman zapisali się na stałe w historii Polski, to dla wielu wciąż pozostają nieznani. - W ostatnim czasie, właśnie przy okazji przeniesienia ich doczesnych szczątków z Nowego Jorku do Polski, postaci te zostały "odgrzebane" z pyłu niepamięci - mówił dr Langowski.
Sprowadzenie szczątków oficerów z Calvary w Nowym Jorku i ich pogrzeb w Polsce to efekt decyzji ministra obrony narodowej. Jest ona zgodna z ostatnią wolą Matuszewskiego i Floyar-Rajchmana. Obaj chcieli być pochowani w Polsce
Jak mówił w programie "Radio Szczecin na Wieczór" dr hab. Janusz Wróbel z Instytutu Pamięci Narodowej w Łodzi, przerzucony kruszec pozwolił m.in. na funkcjonowanie rządu polskiego na uchodźstwie.
- Decyzja zapadła już 4 września, kiedy stało się jasne, że pierwsza linia obrony została przełamana przez niemiecki Wehrmacht. Myślę, że gdyby podjęto ją dzień lub dwa później, to być może nie udałoby się tego złota uratować - komentował historyk.

Radio Szczecin