Do zamachu w zachodniej części Kabulu przyznali się talibowie. To jeden z najbardziej krwawych ataków ostatnich miesięcy w Afganistanie.
Konwój NATO jechał przed południem przez Dar-ul Aman, dwupasmową wylotówkę z Kabulu wiodącą na południowy-zachód. Gdy przejeżdżał obok zamachowca ukrytego w zaparkowanej obok drogi Toyocie, ten odpalił ładunki wybuchowe. "To była bardzo silna bomba. Widziałem ciała trzech cywilów - mężczyzny, kobiety i dziecka" - opowiadał jeden ze świadków.
Wśród ofiar jest 13 amerykańskich żołnierzy oraz afgański policjant. Dla sił NATO to najbardziej krwawy od lat zamach w Kabulu i pierwsza tak poważna strata od sierpnia. Wtedy talibowie zestrzelili amerykański helikopter w centralnym Afganistanie i zabili 30 Amerykanów.
Do zamachu w Kabulu przyznali się talibowie. Ich rzecznik poinformował o zamachu, wysyłając do dziennikarzy sms-y z informacjami. W kilka godzin po zamachu wysłał także do dziennikarzy maila ze zdjęciami zrobionymi na miejscu zamachu wkrótce po całym zdarzeniu.
Także przed południem afgański żołnierz otworzył ogień do szkolących go australijskich żołnierzy w jednej z baz na południu kraju. Zginęło trzech Australijczyków i sam napastnik.
Wśród ofiar jest 13 amerykańskich żołnierzy oraz afgański policjant. Dla sił NATO to najbardziej krwawy od lat zamach w Kabulu i pierwsza tak poważna strata od sierpnia. Wtedy talibowie zestrzelili amerykański helikopter w centralnym Afganistanie i zabili 30 Amerykanów.
Do zamachu w Kabulu przyznali się talibowie. Ich rzecznik poinformował o zamachu, wysyłając do dziennikarzy sms-y z informacjami. W kilka godzin po zamachu wysłał także do dziennikarzy maila ze zdjęciami zrobionymi na miejscu zamachu wkrótce po całym zdarzeniu.
Także przed południem afgański żołnierz otworzył ogień do szkolących go australijskich żołnierzy w jednej z baz na południu kraju. Zginęło trzech Australijczyków i sam napastnik.

Radio Szczecin