Dokładnie pięć tygodni minęło od ataku szaleńca w szkole podstawowej w amerykańskim mieście Newtown. Budynek zostanie prawdopodobnie wyburzony.
Adam Lanza zastrzelił 26 osób w tym 20 dzieci, a następnie popełnił samobójstwo. Z ulic Newtown w większości zniknęły tysiące pluszowych zabawek, kwiatów i zniczy. Dalej jednak na każdym kroku mieszkańcy czczą pamięć ofiar ze szkoły Sandy Hoouk. W specjalnym namiocie utworzono miejsce, gdzie trafiają rzeczy nadesłane z całego kraju, takie jak np. łańcuchy solidarności wycinane z kartek, na których łącznie podpisanych jest kilka tysięcy osób.
- Byliśmy w takim szoku, że uczucia przyszły potem. Na początku nikt nie wierzył, że to się stało naprawdę - wspomina Polka pani Magdalena Kalkowska, która była naocznym świadkiem tragedii.
Do budynku szkoły nie można nawet zbliżyć się. Jest on strzeżony przez ochroniarzy. Dzieci już do niego nie wrócą, zostały przeniesione do innych placówek edukacyjnych, a cały kompleks najprawdopodobniej zostanie zburzony.
- Byliśmy w takim szoku, że uczucia przyszły potem. Na początku nikt nie wierzył, że to się stało naprawdę - wspomina Polka pani Magdalena Kalkowska, która była naocznym świadkiem tragedii.
Do budynku szkoły nie można nawet zbliżyć się. Jest on strzeżony przez ochroniarzy. Dzieci już do niego nie wrócą, zostały przeniesione do innych placówek edukacyjnych, a cały kompleks najprawdopodobniej zostanie zburzony.

Radio Szczecin