Kto uczył Was słuchać muzyki? Pamiętacie ten moment, w którym coś Wam się przestawiło w jej odbiorze? W moim domu głównym przekaźnikiem muzyki było radio. Muzykę zaś na życzenie prezentował mój wujek, który posiadał kolekcję płyt i singli – i jak to się mówiło - 'adapter' Unitry. Znaczy się gramofon. Potem funkcjonował w domu 4-ścieżkowy szpulowiec Grundig. Muzyka zatem była, sprawiała przyjemność, towarzyszyła. Były ulubione kawałki.
Koledzy w szkole mieli ulubione zespoły, wykonawców, plakaty, wycinki z gazet, kasety. U mnie coś tam grało, coś się podobało. Przemijało w moim przypadku. Nie identyfikowałem się muzycznie.
Czasy podstawówki, jestem u kolegi. Jego tato zapytał mnie, kiedy właściwie już miałem wyjść – a chcesz posłuchać z nami muzyki? Zaskoczony i z grzeczności nie odmówiłem, choć brzmiało to egzotycznie.
Sytuacja dziwna, kolega z klasy odstąpił miejsce na fotelu obok swego ojca, światło w pokoju na pół gwizdka, mistrz ceremonii umieszcza kasetę w deku. Następuje kilkuzdaniowa prelekcja o czekającym nas nagraniu i wykonawcy. Jestem zaskoczony wiedzą prelegenta i że tak można. Płyta/kaseta jest zapisem koncertu. Dziwne dźwięki, drżą światłem kolorofony*, siedzimy i słuchamy. Trochę jakbym był w kinie, coś jak teatr wyobraźni. Nie rozmawiamy ze sobą. Po wszystkim jestem zachwycony. Dowiaduję się, że większość dźwięków była z syntezatorów, a człowiek który grał nazywał się też dziwnie - po francusku - Jean Michel Jarre.
Na kolejnym i kolejnym spotkaniu był Clapton, Nalepa, Deep Purple, Manowar, King Diamond, Johny Cash, Tina Turner. Słuchanie płyty (kasety) w całości. Tak jak artysta czy producent to wymyślili dla nas.
Muzyka przestała być wypełnieniem, zwykłą przekąska dla ucha, a stała się ucztowaniem, emocją, gęsią skórką. Zadziwieniem i odkrywaniem.
Ósma klasa, koleżanka w swoim stereo przeszukując fale radiowe maznęła suwakiem o jakiegoś bluesa zdziwiona, że powiedziałem daj to, daj to! Już wtedy wyczuliłem się na hard rocka, bluesa i ogólnie na muzykę. Inną historią było później poszukiwanie, odkrywanie, nocne słuchanie radia, które po wrzasku dnia, spokojem prezentowało muzykę jak u kolegi.
Wiem, że nie jestem sam w tej historii. Posłuchałem kilku opowieści znajomych. U wielu z Was był jakiś przełom. Ktoś Wam pożyczył ulubioną kasetę, ktoś coś dał do posłuchania z walkmana.
A ojciec kolegi, od dawna już poza sferą widzialną i słyszalną. Świeć Panie nad Jego duszą.
A ja w tym zabieganiu współczesnym, łapaniu srok, czekam na niezmąconą chwilę, kiedy nierozproszony będę zdolny posłuchać w całości kompozycji.
Dziś proponuję Wam namiastkę takiego słuchania, zresztą nie tylko dziś. W mej wyobraźni tak Was widzę – słuchacie nie tyle co radia, ale swego rodzaju wydarzenia, jak ja u kolegi w fotelu wówczas.
*kolorofon - takie urządzenie (lampki), którego podstawową funkcją jest przekształcanie dźwięku w światło, a konkretniej mówiąc: analiza sygnału audio i przypisywanie konkretnych efektów świetlnych do określonych częstotliwości. Jest to coś zdecydowanie więcej niż zwykła migająca lampka. Magia przy słuchaniu.
Koledzy w szkole mieli ulubione zespoły, wykonawców, plakaty, wycinki z gazet, kasety. U mnie coś tam grało, coś się podobało. Przemijało w moim przypadku. Nie identyfikowałem się muzycznie.
Czasy podstawówki, jestem u kolegi. Jego tato zapytał mnie, kiedy właściwie już miałem wyjść – a chcesz posłuchać z nami muzyki? Zaskoczony i z grzeczności nie odmówiłem, choć brzmiało to egzotycznie.
Sytuacja dziwna, kolega z klasy odstąpił miejsce na fotelu obok swego ojca, światło w pokoju na pół gwizdka, mistrz ceremonii umieszcza kasetę w deku. Następuje kilkuzdaniowa prelekcja o czekającym nas nagraniu i wykonawcy. Jestem zaskoczony wiedzą prelegenta i że tak można. Płyta/kaseta jest zapisem koncertu. Dziwne dźwięki, drżą światłem kolorofony*, siedzimy i słuchamy. Trochę jakbym był w kinie, coś jak teatr wyobraźni. Nie rozmawiamy ze sobą. Po wszystkim jestem zachwycony. Dowiaduję się, że większość dźwięków była z syntezatorów, a człowiek który grał nazywał się też dziwnie - po francusku - Jean Michel Jarre.
Na kolejnym i kolejnym spotkaniu był Clapton, Nalepa, Deep Purple, Manowar, King Diamond, Johny Cash, Tina Turner. Słuchanie płyty (kasety) w całości. Tak jak artysta czy producent to wymyślili dla nas.
Muzyka przestała być wypełnieniem, zwykłą przekąska dla ucha, a stała się ucztowaniem, emocją, gęsią skórką. Zadziwieniem i odkrywaniem.
Ósma klasa, koleżanka w swoim stereo przeszukując fale radiowe maznęła suwakiem o jakiegoś bluesa zdziwiona, że powiedziałem daj to, daj to! Już wtedy wyczuliłem się na hard rocka, bluesa i ogólnie na muzykę. Inną historią było później poszukiwanie, odkrywanie, nocne słuchanie radia, które po wrzasku dnia, spokojem prezentowało muzykę jak u kolegi.
Wiem, że nie jestem sam w tej historii. Posłuchałem kilku opowieści znajomych. U wielu z Was był jakiś przełom. Ktoś Wam pożyczył ulubioną kasetę, ktoś coś dał do posłuchania z walkmana.
A ojciec kolegi, od dawna już poza sferą widzialną i słyszalną. Świeć Panie nad Jego duszą.
A ja w tym zabieganiu współczesnym, łapaniu srok, czekam na niezmąconą chwilę, kiedy nierozproszony będę zdolny posłuchać w całości kompozycji.
Dziś proponuję Wam namiastkę takiego słuchania, zresztą nie tylko dziś. W mej wyobraźni tak Was widzę – słuchacie nie tyle co radia, ale swego rodzaju wydarzenia, jak ja u kolegi w fotelu wówczas.
*kolorofon - takie urządzenie (lampki), którego podstawową funkcją jest przekształcanie dźwięku w światło, a konkretniej mówiąc: analiza sygnału audio i przypisywanie konkretnych efektów świetlnych do określonych częstotliwości. Jest to coś zdecydowanie więcej niż zwykła migająca lampka. Magia przy słuchaniu.

Radio Szczecin