Trochę mnie to uwiera, bo chciałbym wyjść już z tego muzeum, zakończyć szychtę, odetchnąć świeżym riffem, posmakować nowych rytmów.
Nie wiem naiwnie dlaczego, jakąś cichą nadzieją obiecuję sobie, że jak będzie już ten urlop, ten mityczny czas, to wtedy te nowości lepiej wejdą. Będę miał większą ochotę na zaciągnięcie się czymś nowym. Zdaję sobie sprawę, że podobne wewnętrzne słowo honoru dałem książkom – wiadomo mityczne czytanie na urlopie – bo się odprężę. A może filmy obejrzę, bo póki co wystarczają mi trajlery. Tak, miałem jeszcze sufit w łazience przemalować. Wyspać się. I zarazem wcześnie wstać, bo jak dobrze wstać skoro świt. Napiszę listy. Posegreguję zdjęcia. Zrobię najlepsze treningi rowerowe.
Pierw oczywiście zanim pójdę na ten urlop, to muszę w pracy zostać nieco dłużej, aby dopięć wszystkie kwestie. Co prawda przed samym urlopem dłużej i intensywniej pracuję, niż potrwa sam urlop. Dlatego przez pierwsze dwa, trzy dni urlopu jest jakiś nerw i niespokojna inercja poprzednich tygodni. Czytanie nie wchodzi, nowa muzyka drażni. Budzę się wcześniej, choć chciałem pospać. Jak chcę wcześniej wstać to jestem w malignie. W mieszkaniu chaos nieporządku spuchniętych dni przedurlopowych, blokuje ruchy mentalne*. Stwierdzam, że na film to szkoda czasu. Nad książką nie mogę się skupić. O proszę, zaczęło padać, trening rowerowy odpada. Może pomaluję łazienkę. I włączę coś z archeo do słuchania. Niech będzie Jon Lord. Klawiszowiec. Przede wszystkim Deep Purple. Hammond pełnoprawny.
I tak też będzie w Prorocku – na okazję rocznicy śmierci tego muzyka, trochę odkopałem klawiszy Jon'a, jak i innych muzyków. Jon Lord – człowiek, który sprawił, że klawisze w rocku wyszły z cienia gitar. Przypomnimy nie tylko jego muzykę, ale też utwory, które zmieniły historię rockowych instrumentów klawiszowych. Hammond, Moog, syntezatory i kilka ponadczasowych klasyków.
Czwartek, godzina 19:00
*nie jestem jedyny. Podobne stany mają inni. Kiedy idziesz na urlop, twoje ciało i umysł wciąż są w trybie walki. Weekend a nawet dwa tygodnie wolnego to za mało, aby zregenerować organizm żyjący w trybie lokomotywy z wagonami towarowymi i osobowymi. Na wolnym pojawia się niewytłumaczalna presja:narzucasz sobie wysokie tempo nawet na wakacjach. Myślisz, że "musisz" coś zwiedzić lub zrobić idealne zdjęcia zamiast po prostu odpocząć. Psychologowie tłumaczą: na początku urlopu możesz czuć się gorzej. Czasami to tzw. urlopowa depresja (z ang. Holiday Blues), która mija po kilku dniach. Spoko pani psycholog, tylko dla mnie to będzie zjedzone połowę urlopu.

Radio Szczecin