Moi synowie wrócili właśnie z Łodzi, z koncertu. Występował tam niejaki A$AP Rocky. Dwa dni z rzędu, bo tylu było chętnych. Nie wiecie, o kogo chodzi? Znacie jakiś utwór?
To jedna z najpopularniejszych i najbardziej wpływowych postaci we współczesnym hip-hopie, a także kreator mody na całym świecie. Na dodatek jego partnerką jest słynna Rihanna. Wiem też, że grywa w filmach. Niestety, nie zawsze rozpoznam go na zdjęciach. Jeszcze słabiej idzie mi z muzyką – wybaczcie mi, dzieci.
Dziatki moje, trzydzieści lat temu nosilibyście więcej dopasowanego dżinsu, długie włosy i glany, cockney'e na nogach. Słuchałbym w domu solówek, gitarowych pojedynków i dialogów, słuchałbym podwójnej stopy na perkusji. Czasem dla odmiany jakiś hard rock, a nawet blues – wiadomo, jedna rodzina.
Ostatnio przeglądałem zapis sławetnego koncertu zespołu Perfect ze Stadionu Dziesięciolecia w Warszawie z 1987 roku. Był to pierwszy w historii polskiej muzyki tak wielki koncert rockowy zorganizowany na stadionie. Występ zgromadził ponad 40 tysięcy widzów. Amerykański „The Washington Post” określił go mianem największego i najbardziej odważnego koncertu rockowego w Polsce. Nagłośnienie i oświetlenie zwożono z całego kraju – pożyczano głośniki oraz reflektory z teatrów. Wydarzenie bez precedensu! I tak patrząc na ten występ – zapisany przez TVP w koszmarnej jakości – poczułem, że Perfect był dla tych ludzi zgromadzonych na stadionie tym, czym dziś są A$AP Rocky, Drake czy Kendrick Lamar.
Brnę dalej... Nie rozpoznam, który z nich właśnie uskutecznia występ przez moje domowe Hi-Fi, obsługiwane przez synów. Ale to są ich rytmy. Ich głos pokolenia. Powtórzę: kiedyś byłby to koncert rockowy lub punkowy.
Oczywiście, Rock and roll can never die, jak śpiewał Neil Young. Zresztą rzeczony wcześniej Perfect wyartykułował to podobnie – ma w swoim dorobku piosenkę o niemal identycznym przesłaniu, zatytułowaną „Nie ma mogiły dla rock and rolla”.
Ale akcenty przesunęły się gdzie indziej. Subkultury, także te muzyczne w Polsce, wygładziły się, różnią się niuansami. Wizualne rozpoznanie i klasyfikowanie przychodzi z trudem. Może to nie oni przestali się różnić? Może to ja przestałem widzieć różnice? Przestałem mieć do nich klucz.
Niemniej synowie edukują mnie muzycznie – czasem mimowolnie – a ich emocje i radość z koncertów są na tym samym poziomie i mają tę samą gęstość, co moje wrażenia z „moich” koncertów. Ogólnie oni są bardziej do przodu w tej sztafecie. Od etapu prenatalnego wchłaniali muzykę, którą im serwowałem, mają zatem szersze spektrum i większą rozpiętość poznawczą. Oni znają moją muzykę o wiele lepiej niż ja ich wiksę. Posypuję głowę popiołem z winyla.
Ale łączy nas radość z muzyki. Łączy nas też to, że lubimy czasem nasycić pokój tłustym basem albo gitarowym unisono. Pump up the volume!
W tym wydaniu audycji, która dobrze rokuje, zagram tak, abyście mogli podkręcić trochę ognia na wzmacniaczu i wypełnić przestrzeń dźwiękami w większości o gitarowej proweniencji.
Zapraszam – Prorock w Radiu Szczecin w sobotę 3 października o godzinie 20:00.
Jak to śpiewał Perfect w utworze „Nie ma mogiły dla rock and rolla”?
„Kiedy mówią ci, że już pogrzeb był,
pokazują świeży piach,
Bracie, nie daj się złapać na ten gryps,
ta muzyka ciągle trwa!”
__________________________________________________
Dopisek autora:
To jedna z najpopularniejszych i najbardziej wpływowych postaci we współczesnym hip-hopie, a także kreator mody na całym świecie. Na dodatek jego partnerką jest słynna Rihanna. Wiem też, że grywa w filmach. Niestety, nie zawsze rozpoznam go na zdjęciach. Jeszcze słabiej idzie mi z muzyką – wybaczcie mi, dzieci.
Dziatki moje, trzydzieści lat temu nosilibyście więcej dopasowanego dżinsu, długie włosy i glany, cockney'e na nogach. Słuchałbym w domu solówek, gitarowych pojedynków i dialogów, słuchałbym podwójnej stopy na perkusji. Czasem dla odmiany jakiś hard rock, a nawet blues – wiadomo, jedna rodzina.
Ostatnio przeglądałem zapis sławetnego koncertu zespołu Perfect ze Stadionu Dziesięciolecia w Warszawie z 1987 roku. Był to pierwszy w historii polskiej muzyki tak wielki koncert rockowy zorganizowany na stadionie. Występ zgromadził ponad 40 tysięcy widzów. Amerykański „The Washington Post” określił go mianem największego i najbardziej odważnego koncertu rockowego w Polsce. Nagłośnienie i oświetlenie zwożono z całego kraju – pożyczano głośniki oraz reflektory z teatrów. Wydarzenie bez precedensu! I tak patrząc na ten występ – zapisany przez TVP w koszmarnej jakości – poczułem, że Perfect był dla tych ludzi zgromadzonych na stadionie tym, czym dziś są A$AP Rocky, Drake czy Kendrick Lamar.
Brnę dalej... Nie rozpoznam, który z nich właśnie uskutecznia występ przez moje domowe Hi-Fi, obsługiwane przez synów. Ale to są ich rytmy. Ich głos pokolenia. Powtórzę: kiedyś byłby to koncert rockowy lub punkowy.
Oczywiście, Rock and roll can never die, jak śpiewał Neil Young. Zresztą rzeczony wcześniej Perfect wyartykułował to podobnie – ma w swoim dorobku piosenkę o niemal identycznym przesłaniu, zatytułowaną „Nie ma mogiły dla rock and rolla”.
Ale akcenty przesunęły się gdzie indziej. Subkultury, także te muzyczne w Polsce, wygładziły się, różnią się niuansami. Wizualne rozpoznanie i klasyfikowanie przychodzi z trudem. Może to nie oni przestali się różnić? Może to ja przestałem widzieć różnice? Przestałem mieć do nich klucz.
Niemniej synowie edukują mnie muzycznie – czasem mimowolnie – a ich emocje i radość z koncertów są na tym samym poziomie i mają tę samą gęstość, co moje wrażenia z „moich” koncertów. Ogólnie oni są bardziej do przodu w tej sztafecie. Od etapu prenatalnego wchłaniali muzykę, którą im serwowałem, mają zatem szersze spektrum i większą rozpiętość poznawczą. Oni znają moją muzykę o wiele lepiej niż ja ich wiksę. Posypuję głowę popiołem z winyla.
Ale łączy nas radość z muzyki. Łączy nas też to, że lubimy czasem nasycić pokój tłustym basem albo gitarowym unisono. Pump up the volume!
W tym wydaniu audycji, która dobrze rokuje, zagram tak, abyście mogli podkręcić trochę ognia na wzmacniaczu i wypełnić przestrzeń dźwiękami w większości o gitarowej proweniencji.
Zapraszam – Prorock w Radiu Szczecin w sobotę 3 października o godzinie 20:00.
Jak to śpiewał Perfect w utworze „Nie ma mogiły dla rock and rolla”?
„Kiedy mówią ci, że już pogrzeb był,
pokazują świeży piach,
Bracie, nie daj się złapać na ten gryps,
ta muzyka ciągle trwa!”
__________________________________________________
Dopisek autora:
Wiksa lub wixa – słowo to pierwotnie oznaczało dobrą imprezę w stylu techno lub bardzo energetyczną muzykę. Choć pokolenie późnych „Z” określało tak ogólnie każdą muzykę, a czasem po prostu totalne szaleństwo lub obciach. Teraz, w 2026 roku, zapewne to słowo jest już niemodne i nieaktualne. Nie wiem. Wstydzę się synów zapytać.
Pump up the volume! - zwrot zapożyczyłem od filmu znanego u nas pod tytułem "Więcej czadu" z Christianem Slaterem. Film z 1990 roku. Film taki trochę dla Radiowca.

Radio Szczecin