To był najbardziej krwawy zamach terrorystyczny w Europie od ponad dekady. Równo rok temu dżihadyści z Państwa Islamskiego zabili w Paryżu i na jego przedmieściach 137 osób.
Jak mówił wówczas Jean-Alexandre Coulon, Francuz mieszkający w Szczecinie, to był jeden z najczarniejszych dni w historii.
- To był dla mnie wielki szok. Przez całą noc oglądałem telewizję i śledziłem ciągle zwiększające się dane o martwych i rannych. Nie wiem czy to najgorszy dzień w historii Francji, ale na pewno najbardziej dramatyczny od dawna - komentował Coulon.
W sobotę działalność wznowił paryski klub Bataclan. W rok po zamachu wystąpił tam Sting, a koncert rozpoczął się minutą ciszy. Doszło też do przykrego incydentu. Dyrekcja sali wyprosiła dwóch członków amerykańskiej grupy Eagles of Death Metal, która występowała tam w dniu ataku i udało jej się bezpiecznie opuścić budynek. Powodem wyproszenia miały być wypowiedzi jednego z muzyków dla prasy, w których sugerował, że za zamach współodpowiedzialny jest pracowników klubu wyznający islam.
Materiał: Press Association/x-news
Ośmiu zamachowców nie żyje, ale mózg operacji terrorystycznej - Salah Abdeslam siedzi w areszcie. Atak w Paryżu był największym w Europie od 2004 roku. Wtedy w Madrycie terroryści zabili 191 osób.

Radio Szczecin