Polska Akcja Humanitarna jako pierwsza organizacja pomocowa w Polsce rozpoczyna pomoc dla Rohindżów w Bangladeszu. Chodzi o niemal milion muzułmańskich mieszkańców Birmy, którzy rok temu - w wyniku czystek etnicznych - uciekli z kraju i koczują w tymczasowych obozowiskach w sąsiednim Bangladeszu.
Polska Akcja Humanitarna uruchomiła pieniądze potrzebne na zabezpieczenie schronień, w których mieszkają uchodźcy z Birmy. Dostarczyła im też paczki z żywnością i materiałami budowlanymi. Na miejscu jest teraz pora monsunowa, co powoduje, że trzeba dodatkowo zabezpieczać tymczasowe schronienia.
Marta Kaszubska z PAH, która spędziła na miejscu dwa miesiące, podkreśla w rozmowie z Polskim Radiem, że uchodźcy mają w obozach w Bangladeszu niezwykle trudne warunki. - Schronienia, w których mieszkają, to bambusowe struktury okryte plastikiem. W środku jest bardzo gorąco i duszno, nie ma wentylacji, świeci słońce. Człowiek po dwóch minutach jest spocony i nie ma powietrza. Bardzo trudno jest wytrzymać w takim schronieniu - opisuje Kaszubska.
Rohindżowie na miejscu w Bangladeszu mają zapewnioną jedynie podstawową opiekę. Większość osób żyje tylko dzięki pomocy międzynarodowych organizacji. Dzieci nie chodzą do szkoły, a dorośli nie mają pracy. Jak mówi Marta Kaszubska, większość osób żyje z dnia na dzień. - Myślę, że nie mają wyboru. Natura ludzka jest taka, żeby przetrwać. Oni są w trybie przetrwania i wierzą, że sytuacja się zmieni. Tylko nadzieja daje możliwość, żeby człowiek dał sobie radę z tak trudną i traumatyczną sytuacją - dodaje.
Polska Akcja Humanitarna zbiera pieniądze na pomoc dla Rohindżów w Bangladeszu. Szczegóły na temat zbiórki można znaleźć na stronie internetowej www.pah.org.pl.
Marta Kaszubska z PAH, która spędziła na miejscu dwa miesiące, podkreśla w rozmowie z Polskim Radiem, że uchodźcy mają w obozach w Bangladeszu niezwykle trudne warunki. - Schronienia, w których mieszkają, to bambusowe struktury okryte plastikiem. W środku jest bardzo gorąco i duszno, nie ma wentylacji, świeci słońce. Człowiek po dwóch minutach jest spocony i nie ma powietrza. Bardzo trudno jest wytrzymać w takim schronieniu - opisuje Kaszubska.
Rohindżowie na miejscu w Bangladeszu mają zapewnioną jedynie podstawową opiekę. Większość osób żyje tylko dzięki pomocy międzynarodowych organizacji. Dzieci nie chodzą do szkoły, a dorośli nie mają pracy. Jak mówi Marta Kaszubska, większość osób żyje z dnia na dzień. - Myślę, że nie mają wyboru. Natura ludzka jest taka, żeby przetrwać. Oni są w trybie przetrwania i wierzą, że sytuacja się zmieni. Tylko nadzieja daje możliwość, żeby człowiek dał sobie radę z tak trudną i traumatyczną sytuacją - dodaje.
Polska Akcja Humanitarna zbiera pieniądze na pomoc dla Rohindżów w Bangladeszu. Szczegóły na temat zbiórki można znaleźć na stronie internetowej www.pah.org.pl.

Radio Szczecin