Amerykanie kubańskiego pochodzenia zablokowali na wiele godzin główną autostradę w Miami.
Poprzez taki protest, chcą wyrazić swoje poparcie dla rodaków demonstrujących na Kubie.
To największe demonstracje na wyspie od 1994 roku.
Antyrządowe protesty spowodowane są największym kryzysem ekonomicznym na wyspie od trzech dekad. Kubańczycy często w wielogodzinnych kolejkach stoją, aby kupić coś do jedzenia. System szczepień przeciwko COVID-19 nie funkcjonuje dobrze, a pandemia sprawiła, że nie istnieje praktycznie turystyka na Kubę. Południowa Floryda jest domem dla największej populacji amerykańskich Kubańczyków. Nie mogą oni obojętnie patrzeć na to, co dzieje się w ich ojczyźnie i wychodzą na ulicę. Aby zwrócić większą uwagę na problemy na wyspie demonstranci zablokowali część autostrady w Miami.
- To jest znak od nas dla Białego Domu. Nie chcemy negocjacji z reżimem, nie chcemy dyplomacji. Chcemy stanowczych działań. Na Kubie ludzie umierają, na ulice wychodzą nawet małe dzieci. Chcemy, żeby Stany Zjednoczone zrobiły coś więcej niż tylko dyplomatycznie negocjowały z tamtejszymi władzami - podkreślał jeden z protestujących.
Z przedstawicielami diaspory kubańskiej spotkał się gubernator Florydy Ron DeSantis. Poparł on protesty na ulicach. - To bunt przeciwko skorumpowanej komunistycznej dyktaturze która rządzi żelazną pięścią od ponad 60 lat - podkreślił gubernator.
To największe demonstracje na wyspie od 1994 roku.
Antyrządowe protesty spowodowane są największym kryzysem ekonomicznym na wyspie od trzech dekad. Kubańczycy często w wielogodzinnych kolejkach stoją, aby kupić coś do jedzenia. System szczepień przeciwko COVID-19 nie funkcjonuje dobrze, a pandemia sprawiła, że nie istnieje praktycznie turystyka na Kubę. Południowa Floryda jest domem dla największej populacji amerykańskich Kubańczyków. Nie mogą oni obojętnie patrzeć na to, co dzieje się w ich ojczyźnie i wychodzą na ulicę. Aby zwrócić większą uwagę na problemy na wyspie demonstranci zablokowali część autostrady w Miami.
- To jest znak od nas dla Białego Domu. Nie chcemy negocjacji z reżimem, nie chcemy dyplomacji. Chcemy stanowczych działań. Na Kubie ludzie umierają, na ulice wychodzą nawet małe dzieci. Chcemy, żeby Stany Zjednoczone zrobiły coś więcej niż tylko dyplomatycznie negocjowały z tamtejszymi władzami - podkreślał jeden z protestujących.
Z przedstawicielami diaspory kubańskiej spotkał się gubernator Florydy Ron DeSantis. Poparł on protesty na ulicach. - To bunt przeciwko skorumpowanej komunistycznej dyktaturze która rządzi żelazną pięścią od ponad 60 lat - podkreślił gubernator.

Radio Szczecin