60 lat temu w walce z funkcjonariuszami bezpieki poległ ostatni żołnierz niepodległościowego podziemia.
Sierżant Józef Franczak pseudonim "Laluś" zginął 21 października 1963 roku na Lubelszczyźnie. Walkę o wolną Polskę rozpoczął we wrześniu 1939 roku, kontynuował w AK-owskiej konspiracji, a po wojnie przez 18 lat w strukturach antykomunistycznego podziemia.
Ksiądz Tomasz Trzaska z Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej podkreślił, że do dramatycznych wydarzeń w Majdanie Kozic Górnych na Lubelszczyźnie doszło 18 lat po zakończeniu II wojny światowej.
- To 18 lat ukrywania się, 18 lat konspiracji, 18 lat uciekania przed obławami i zasadzkami reżimu komunistycznego, stalinowskiego i późniejszych struktur aparatu represji - mówił ksiądz Trzaska.
Ksiądz Tomasz Trzaska zauważył, że dla zachowania pamięci o sierżancie "Lalusiu" ważną rolę pełnią świadectwa jego syna - Marka Franczaka, któremu nie dane było bliżej poznać ojca. "Nigdy z nim nie usiadł, nie porozmawiał, nie przytulił się. Widział tylko ojca gdzieś jako 5-latek, z daleka, nie wiedząc nawet, że to jego ojciec" - mówił ksiądz Tomasz Trzaska. "Pan Marek Franczak opowiada, jak tego ojca brakowało, jak w tej konspiracji, w tym ukryciu przez tyle lat funkcjonował - nawet z pewnym żalem, chociaż i dużym zrozumieniem, że ojciec podjął taką misję kosztem nie tylko swojego życia, ale i życia rodzinnego" - dodał ksiądz Trzaska.
W ramach obchodów 60. rocznicy zamordowania Józefa Franczaka, w najbliższą środę 25 października o 11:00 w kościele Garnizonowym świętego Jerzego w Sopocie odbędzie się uroczyste odsłonięcie tablicy upamiętniającej "Lalusia".
We wrześniu 1939 roku Józef Franczak walczył z Sowietami na Kresach Wschodnich. Został wzięty do niewoli, ale udało mu się zbiec i powrócić na rodzinną Lubelszczyznę, gdzie rozpoczął działalność konspiracyjną. Był członkiem Związku Walki Zbrojnej, a następnie Armii Krajowej. W sierpniu 1944 roku, po wkroczeniu Armii Czerwonej, został wcielony do organizowanej przez komunistów II Armii Wojska Polskiego. W styczniu 1945 roku, po tym, jak był świadkiem wydawania i wykonywania wyroków śmierci na AK-owcach, zdecydował się na dezercję.
Po zakończeniu wojny początkowo ukrywał się na Pomorzu, poszukując możliwości ucieczki na Zachód. W 1946 roku Józef Franczak został zatrzymany przez Urząd Bezpieczeństwa, ale podczas transportu udało mu się uwolnić i zbiec. Związał się ze strukturami Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Był podkomendnym majora Hieronima Dekutowskiego "Zapory" a następnie kapitana Zdzisława Brońskiego "Uskoka". Nie skorzystał z kolejnych amnestii ogłaszanych przez komunistów. Swoją ostatnią akcję w strukturach WiN "Laluś" przeprowadził 10 lutego 1953 roku. Następnie ukrywał się samodzielnie, tworząc sieć zaufanych osób.
Rozpracowywanie Józefa Franczaka bezpieka rozpoczęła pod koniec 1951 roku. W tym celu wykorzystano 27 tajnych współpracowników i informatorów. Dopiero działalność jednego z nich pozwoliła komunistom na zlokalizowanie partyzanta jesienią 1963 roku.
Ksiądz Tomasz Trzaska z Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej podkreślił, że do dramatycznych wydarzeń w Majdanie Kozic Górnych na Lubelszczyźnie doszło 18 lat po zakończeniu II wojny światowej.
- To 18 lat ukrywania się, 18 lat konspiracji, 18 lat uciekania przed obławami i zasadzkami reżimu komunistycznego, stalinowskiego i późniejszych struktur aparatu represji - mówił ksiądz Trzaska.
Ksiądz Tomasz Trzaska zauważył, że dla zachowania pamięci o sierżancie "Lalusiu" ważną rolę pełnią świadectwa jego syna - Marka Franczaka, któremu nie dane było bliżej poznać ojca. "Nigdy z nim nie usiadł, nie porozmawiał, nie przytulił się. Widział tylko ojca gdzieś jako 5-latek, z daleka, nie wiedząc nawet, że to jego ojciec" - mówił ksiądz Tomasz Trzaska. "Pan Marek Franczak opowiada, jak tego ojca brakowało, jak w tej konspiracji, w tym ukryciu przez tyle lat funkcjonował - nawet z pewnym żalem, chociaż i dużym zrozumieniem, że ojciec podjął taką misję kosztem nie tylko swojego życia, ale i życia rodzinnego" - dodał ksiądz Trzaska.
W ramach obchodów 60. rocznicy zamordowania Józefa Franczaka, w najbliższą środę 25 października o 11:00 w kościele Garnizonowym świętego Jerzego w Sopocie odbędzie się uroczyste odsłonięcie tablicy upamiętniającej "Lalusia".
We wrześniu 1939 roku Józef Franczak walczył z Sowietami na Kresach Wschodnich. Został wzięty do niewoli, ale udało mu się zbiec i powrócić na rodzinną Lubelszczyznę, gdzie rozpoczął działalność konspiracyjną. Był członkiem Związku Walki Zbrojnej, a następnie Armii Krajowej. W sierpniu 1944 roku, po wkroczeniu Armii Czerwonej, został wcielony do organizowanej przez komunistów II Armii Wojska Polskiego. W styczniu 1945 roku, po tym, jak był świadkiem wydawania i wykonywania wyroków śmierci na AK-owcach, zdecydował się na dezercję.
Po zakończeniu wojny początkowo ukrywał się na Pomorzu, poszukując możliwości ucieczki na Zachód. W 1946 roku Józef Franczak został zatrzymany przez Urząd Bezpieczeństwa, ale podczas transportu udało mu się uwolnić i zbiec. Związał się ze strukturami Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Był podkomendnym majora Hieronima Dekutowskiego "Zapory" a następnie kapitana Zdzisława Brońskiego "Uskoka". Nie skorzystał z kolejnych amnestii ogłaszanych przez komunistów. Swoją ostatnią akcję w strukturach WiN "Laluś" przeprowadził 10 lutego 1953 roku. Następnie ukrywał się samodzielnie, tworząc sieć zaufanych osób.
Rozpracowywanie Józefa Franczaka bezpieka rozpoczęła pod koniec 1951 roku. W tym celu wykorzystano 27 tajnych współpracowników i informatorów. Dopiero działalność jednego z nich pozwoliła komunistom na zlokalizowanie partyzanta jesienią 1963 roku.

Radio Szczecin