Uczestnicy manifestacji w Egipcie zaapelowali o przystąpienie do bezterminowego strajku generalnego. Wezwali też do uczestnictwa w "Marszu Miliona Osób". Od rana w centrum Kairu manifestuje około kilkuset osób.
"Marsz Miliona Osób" ma się odbyć jutro w stolicy kraju, w siódmym dniu największych od trzech dekad manifestacji antyrządowych. Zapowiadający go demonstranci twierdzą, że w jutrzejszej akcji może wziąć udział ponad milion osób.
Tymczasem na ulice stolicy Egiptu wrócili policjanci - podaje telewizja al-Jazeera. Według anonimowej korespondentki tej telewizji w Kairze, protestujący okazują funkcjonariuszom wdzięczność. "Wygląda to tak jakby mieszkańcy Kairu cierpieli na zbiorową amnezję. Witają policję jak dawno nie widzianych przyjaciół. Widzieliśmy jak mały chłopiec przyniósł policjantom tacę z herbatą. Inna osoba wyskoczyła z samochodu i wyściskała funkcjonariusza. Pytamy ludzi czemu to robią skoro trzy dni temu walczyli z policją. I słyszymy jednakową odpowiedź - potrzebujemy policjantów na ulicach i chcemy z nimi współpracować".
Zdaniem korespondentki al-Jazeery w Kairze, przywrócenie funkcjonariuszy na ulice to przemyślana strategia i "mistrzowska zagrywka" prezydenta Mubaraka: "Mieliśmy eksplozję gniewu wobec policji w piątek. Ludzie utożsamiali funkcjonariuszy z władzą, na dodatek tą, którą najbardziej pogardzają. Wobec tego prezydent powiedział - "nie chcecie policji, to usuniemy ją z ulic i zobaczymy jak wam to się spodoba". Przed ludźmi stanęła wtedy perspektywa chaosu i anarchii. Gdy zapadła noc mogliby się bronić tylko wałkami do ciasta i nożami kuchennymi. Stanąwszy przed wyborem - reformy czy bezpieczeństwo, ludzie na razie wybierają to drugie".
W ciągu ostatnich trzech dni wobec chaosu na ulicach Kairu, tworzono społeczne patrole sąsiedzkie. Miały one zapobiegać szabrownictwu i innym przestępstwom. Niektóre patrole samodzielnie kierowały ruchem w zastępstwie drogówki.
Tymczasem na ulice stolicy Egiptu wrócili policjanci - podaje telewizja al-Jazeera. Według anonimowej korespondentki tej telewizji w Kairze, protestujący okazują funkcjonariuszom wdzięczność. "Wygląda to tak jakby mieszkańcy Kairu cierpieli na zbiorową amnezję. Witają policję jak dawno nie widzianych przyjaciół. Widzieliśmy jak mały chłopiec przyniósł policjantom tacę z herbatą. Inna osoba wyskoczyła z samochodu i wyściskała funkcjonariusza. Pytamy ludzi czemu to robią skoro trzy dni temu walczyli z policją. I słyszymy jednakową odpowiedź - potrzebujemy policjantów na ulicach i chcemy z nimi współpracować".
Zdaniem korespondentki al-Jazeery w Kairze, przywrócenie funkcjonariuszy na ulice to przemyślana strategia i "mistrzowska zagrywka" prezydenta Mubaraka: "Mieliśmy eksplozję gniewu wobec policji w piątek. Ludzie utożsamiali funkcjonariuszy z władzą, na dodatek tą, którą najbardziej pogardzają. Wobec tego prezydent powiedział - "nie chcecie policji, to usuniemy ją z ulic i zobaczymy jak wam to się spodoba". Przed ludźmi stanęła wtedy perspektywa chaosu i anarchii. Gdy zapadła noc mogliby się bronić tylko wałkami do ciasta i nożami kuchennymi. Stanąwszy przed wyborem - reformy czy bezpieczeństwo, ludzie na razie wybierają to drugie".
W ciągu ostatnich trzech dni wobec chaosu na ulicach Kairu, tworzono społeczne patrole sąsiedzkie. Miały one zapobiegać szabrownictwu i innym przestępstwom. Niektóre patrole samodzielnie kierowały ruchem w zastępstwie drogówki.

Radio Szczecin