Tysiące pozbawionych dachu nad głową mieszkańców tureckiej prowincji Wan czekają na pomoc. Na terenach zniszczonych przez niedzielne trzęsienie ziemi o sile ponad 7 stopni w skali Richtera jest zimno i deszczowo, a dzisiaj nad ranem zaczął padać śnieg.
Bilans trzęsienia, który z pewnością nie jest jeszcze ostateczny, to 481 ofiar śmiertelnych i 1650 rannych. Cztery dni po wstrząsach znacząco zmalały nadzieje na odnalezienie osób, które mogły przeżyć pod gruzami zawalonych domów.
W najbardziej dotkniętym przez kataklizm stutysięcznym mieście Ercis, zamieszkanym głównie przez Kurdów, panuje największa frustracja. Poszkodowani w trzęsieniu zarzucają władzom w Ankarze, że ociągają się z pomocą albo w ogóle jej nie przekazują. Słowa krytyki kierowane są również pod adresem tureckiego Czerwonego Półksiężyca. Na apel Turcji odpowiedziało natomiast wiele państw, w tym skłócony ostatnio z Ankarą Izrael. Przysłano namioty, koce, żywność, lekarstwa i środki czystości. Mieszkańcy zniszczonych terenów uważają jednak, że pomoc dociera do nich za późno i w znikomej ilości.
Premier Turcji sam przyznał wczoraj, że jego rząd w niewystarczającym stopniu pomógł ofiarom niedzielnego trzęsienia ziemi. Recep Tayyip Erdogan powiedział, że najwięcej niedociągnięć było w pierwszej dobie kataklizmu. Wtedy zabrakło głównie pomocy humanitarnej. Nie było między innymi namiotów dla osób pozbawionych domów w wyniku trzęsienia. Zdaniem Erdogana, w tego typu kryzysowych sytuacjach "błędy mogą się zdarzać".
W najbardziej dotkniętym przez kataklizm stutysięcznym mieście Ercis, zamieszkanym głównie przez Kurdów, panuje największa frustracja. Poszkodowani w trzęsieniu zarzucają władzom w Ankarze, że ociągają się z pomocą albo w ogóle jej nie przekazują. Słowa krytyki kierowane są również pod adresem tureckiego Czerwonego Półksiężyca. Na apel Turcji odpowiedziało natomiast wiele państw, w tym skłócony ostatnio z Ankarą Izrael. Przysłano namioty, koce, żywność, lekarstwa i środki czystości. Mieszkańcy zniszczonych terenów uważają jednak, że pomoc dociera do nich za późno i w znikomej ilości.
Premier Turcji sam przyznał wczoraj, że jego rząd w niewystarczającym stopniu pomógł ofiarom niedzielnego trzęsienia ziemi. Recep Tayyip Erdogan powiedział, że najwięcej niedociągnięć było w pierwszej dobie kataklizmu. Wtedy zabrakło głównie pomocy humanitarnej. Nie było między innymi namiotów dla osób pozbawionych domów w wyniku trzęsienia. Zdaniem Erdogana, w tego typu kryzysowych sytuacjach "błędy mogą się zdarzać".

Radio Szczecin