Jeśli internet będzie wolniejszy niż 90 procent prędkości deklarowanej w reklamach, to klient nie będzie musiał za niego płacić - pisze "Gazeta Wyborcza". W ten sposób ministerstwo infrastruktury chce zmusić operatorów do poprawy jakości usługi, jaką jest prędkość przesyłu danych w internecie.
Według ministerstwa, przedsiębiorcy nie powinni sprzedawać obietnic, ale usługi, które mogą realnie świadczyć i za które abonent faktycznie płaci. Gazeta dotarła do przygotowanych przez resort założeń do projektu nowelizacji prawa telekomunikacyjnego. Znajduje się w nich zapis, który mówi o tym, że dostawcy internetu muszą oferować klientom minimalną gwarantowaną prędkość internetu. I że nie może być ona ona niższa niż 90 procent tej, którą kuszą w reklamach. Na przykład jeżeli operator obiecuje 10Mb/s, to nie może zejść poniżej 9 Mb/s. Daje 6 Mb/s, to musi się trzymać 5,4 Mb/s itd. By operatorzy trzymali się obietnic, resort przygotował na nich kij - jeśli klient odkryje, że internet działa wolniej niż w umowie, nie będzie musiał zapłacić abonamentu.
Ministerialny pomysł popiera prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej Anna Streżyńska, twierdząc, że problem jest nagminny, bo skarg do urzędu na prędkość internetu przychodzi setki.
Ministerialny pomysł popiera prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej Anna Streżyńska, twierdząc, że problem jest nagminny, bo skarg do urzędu na prędkość internetu przychodzi setki.

Radio Szczecin