Cena baryłki ropy po eskalacji na Bliskim Wschodzie może w najbardziej pesymistycznym scenariuszu sięgnąć nawet 150 dolarów - ocenili specjaliści skandynawskiego banku SEB w sobotniej analizie dla norweskiego serwisu e24. Analitycy przedstawili cztery możliwe warianty rozwoju sytuacji na rynku ropy.
W wariancie „TACO”, czyli „Trump Always Chickens Out”, bank przewidział wyciszenie retoryki bez pełnoskalowej wojny, ale też bez przełomowej umowy. Wówczas notowania ropy mogłyby obniżyć się w okolice 60 dolarów.
Trzeci scenariusz założył ograniczone działania militarne USA i Izraela oraz umiarkowaną odpowiedź Teheranu. W takim układzie cena baryłki może wzrosnąć do 80–90 dol., po czym wraz ze spadkiem napięcia nastąpiłaby korekta.
Najbardziej pesymistyczny wariant to długotrwała eskalacja i zagrożenie dla transportu surowca przez Cieśninę Ormuz, jedną z kluczowych tras eksportowych ropy na świecie. Taki rozwój wydarzeń mógłby wywołać panikę na rynkach i podbić notowania nawet do 100–150 dolarów za baryłkę.
Taki poziom cen ropy naftowej i odpowiedni wzrost cen innych paliw skutkowałby nieplanowanymi dodatkowymi dochodami dla ich eksporterów.
Norwegia, która po rosyjskiej agresji na Ukrainę stała się głównym dostawcą gazu dla Europy, według analiz banku Nordea dzięki wzrostowi cen ropy i gazu zarobiła od 2022 roku dodatkowo około 300 mld dolarów.
Harald Magnus Andreassen, główny ekonomista Sparebank 1 Markets przestrzegł jednak, że rekordowe wzrosty cen ropy i gazu w dłuższej perspektywie nie będą korzystne dla ich producentów.
- Gospodarka światowa to znacznie więcej niż ceny paliw. Jeśli konflikt z Iranem przedłuży się, będzie miał wyraźnie negatywny wpływ na globalny wzrost - podsumował Andreassen.
Edycja tekstu: Jacek Rujna

Radio Szczecin
