W siedmiu zachodniopomorskich gminach pracują komisje szacujące szkody, a gospodarze skarżą się, że jest ich za mało.
Na razie jest więc siedem komisji. Jak mówił nam rolnik Adam Walterowicz, tak źle na roli nie było od czterech lat. I gdyby miał w ręku dokument od komisji - sytuacja byłaby lepsza, bo wzrosłyby ceny zbóż.
- Komisje dałyby prawdziwy ogląd sytuacji. Gdyby oszacowano i ogłoszono rozmiar strat, wtedy nie trzeba by dopłat z budżetu. Rynek zrekompensowałby nam te straty - uważa Walterowicz.
Rolnik tłumaczy, że nie chodzi tutaj wyłącznie o pomoc pieniężną. - Pieniądze wszystkiego nie załatwią i trzeba np. ulgi w spłatach kredytów czy przesunięcia spłaty podatków. Jakaś pomoc rolnikom się należy - podkreśla Walterowicz.
Umorzenie przez gminy części podatków wielu samorządom się jednak nie opłaca. Właściciele pól ratunku szukają w niskoprocentowych kredytach, którymi chcą pokryć straty. Oczekują też, że władze ogłoszą klęskę żywiołową.
Jak mówi Walterowicz, skutki braku deszczu przerosły ich przewidywania. - Wydawało się, że nie będzie aż tak strasznie na tych polach. Na gorszych glebach jest tragedia. 50 a nawet 60 procent zniszczeń. Jak jest lepszy rok, to się wyciąga sześć ton z hektara. Tu będą trzy tony z hektara - wylicza.
Problemy na roli spowodowała krótka i sucha zima oraz niewielkie opady wiosną. Przez upały zboże wyschło za szybko, a ziaren jest mniej. Późniejsze kłosy są z kolei niedojrzałe.
Oficjalnie suszy nie ma, bo tak wynika z pomiarów Instytutu Upraw i Nawożenia Gleb. Według danych, nasz region ma w tej chwili najlepszy bilans wodny ze wszystkich województw. Jest też wątek polityczny, bo jak przyznał wicepremier Janusz Piechociński ogłoszony stan klęski żywiołowej oznaczałby opóźnienie jesiennych wyborów parlamentarnych.

Radio Szczecin