Około 40 tysięcy złotych pójdzie na przemiał. Ponad dwa miliony kart do głosowania leży w magazynach zachodniopomorskich urzędów miast i gmin po niedzielnym referendum. Czekają na zniszczenie.
Wypełnione czy nie - wszystkie musiały trafić pod klucz. Dostęp do nich mają jedynie sądy, prokuratura oraz policja.
Zanim będzie można pozbyć się kart do głosowania, Sąd Najwyższy musi stwierdzić czy referendum było ważne. Ma na to 60 dni od ogłoszenia wyników. Później tony papieru i tak mogą pozostać w magazynach.
- Jeszcze wyborca ma siedem dni na złożenie protestu. Te siedem dni liczymy od daty ogłoszenia wyników referendum w dzienniku ustaw. Do czasu rozpatrzenia protestu nie można tych kart zniszczyć - mówi Waldemar Gorzycki, dyrektor Delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Szczecinie.
W niedzielnym referendum Polacy odpowiadali na trzy pytania. Dotyczyły one: jednomandatowych okręgów wyborczych, finansowania partii z budżetu państwa oraz rozstrzygania prawnych wątpliwości na korzyść podatnika. Frekwencja w kraju wyniosła 7,8 proc. Oznacza to, że wyniki referendum nie są wiążące dla Sejmu.
Koszt zorganizowania referendum to 84 miliony złotych.
Zanim będzie można pozbyć się kart do głosowania, Sąd Najwyższy musi stwierdzić czy referendum było ważne. Ma na to 60 dni od ogłoszenia wyników. Później tony papieru i tak mogą pozostać w magazynach.
- Jeszcze wyborca ma siedem dni na złożenie protestu. Te siedem dni liczymy od daty ogłoszenia wyników referendum w dzienniku ustaw. Do czasu rozpatrzenia protestu nie można tych kart zniszczyć - mówi Waldemar Gorzycki, dyrektor Delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Szczecinie.
W niedzielnym referendum Polacy odpowiadali na trzy pytania. Dotyczyły one: jednomandatowych okręgów wyborczych, finansowania partii z budżetu państwa oraz rozstrzygania prawnych wątpliwości na korzyść podatnika. Frekwencja w kraju wyniosła 7,8 proc. Oznacza to, że wyniki referendum nie są wiążące dla Sejmu.
Koszt zorganizowania referendum to 84 miliony złotych.

Radio Szczecin