Paragony "grozy" to mit - mówią urlopowicze, którzy kończą turnus nad polskim morzem.
Zapytaliśmy spacerowiczów ze Świnoujścia, Międzyzdrojów i Kołobrzegu o wysokość rachunków w restauracjach. Te - za parę - oscylują w granicach od 100 do 200 złotych. Zdaniem naszych rozmówców, "wszystko idzie w górę", a ceny nad Bałtykiem są niższe, niż za granicą.
- Jak byliśmy w restauracjach, czy sklepach to nie ma dużej przebitki. Wszystko drożeje i musi zdrożeć, jak nad morzem. W Grecji albo we Włoszech też się zapłaci. Zjechaliśmy pół świata. To adekwatne za jakość obsługi, jedzenia. Na pewno ceny są niższe niż za granicą - mówią turyści.
Przedsiębiorcy podkreślają natomiast, że sezon letni był całkiem udany. Ich utargi zweryfikowała oczywiście pandemia koronawirusa.
- Jak byliśmy w restauracjach, czy sklepach to nie ma dużej przebitki. Wszystko drożeje i musi zdrożeć, jak nad morzem. W Grecji albo we Włoszech też się zapłaci. Zjechaliśmy pół świata. To adekwatne za jakość obsługi, jedzenia. Na pewno ceny są niższe niż za granicą - mówią turyści.
Przedsiębiorcy podkreślają natomiast, że sezon letni był całkiem udany. Ich utargi zweryfikowała oczywiście pandemia koronawirusa.

Radio Szczecin