Trudno też napisać coś o fabule, skoro miłośnicy znają ją na pamięć i orientują się we wszelkich meandrach sagi, która przecież od tylu lat im towarzyszy. A są tu pewne zmiany, natomiast zręby oczywiście pozostają te same.
Główną postacią w Yakuza 3 jest Kazuma Kiryu, były gangster, który wkracza na zupełnie nową ścieżkę życia. Zamierza kierować domem dziecka. Oczywiście życie weryfikuje te plany i nasz bohater musi walczyć o przyszłość swoją i dzieciaków w przyjaznym miejscu.
Graficznie Yakuza 3 to remake, który prezentuje się przyzwoicie. Prawdę powiedziawszy liczyłem na trochę więcej, z drugiej strony - posiłkuję się tu także opiniami, z którymi zapoznałem się w internecie - produkcja zachowała swój charakterystyczny styl i charakter. I trudno się z tym nie zgodzić - faktycznie mamy tu taki "yakuzowy"sznyt. Choć - przypomnę Wam - po tym jak pokazało się demo - gracze byli bardzo rozczarowani oprawą, czemu dali wyraz w setkach komentarzy.
Jest tu również kilka innowacji dotyczących rozgrywki, telefonu, ale też walki, która przecież jest fundamentem wszystkich części serii. Kiryu wciąż jest demonem pięści i kopnięć i to jeszcze mocniejszym, dzięki trybowi, który pozwala przełamywać gardę przeciwników, a wszystko stopniowo usprawniane przez rozwój w trakcie rozgrywki. Można właściwie tu spędzić całe dni kopiąc tyłki i bawiąc się na automatach czy śpiewając karaoke podczas jednej z setek aktywności pobocznych. Jest ich tak wiele, że część internautów zaczęła wręcz narzekać na przesyt. Fakt, one potrafią niekiedy odciągnąć od rozgrywki, ale - no właśnie - po co gra się w Yakuzę? Właśnie dla walk, które przynoszą satysfakcję z każdego sprowadzenia do poziomu bruku jakichś bandziorów - tych bardziej pospolitych i tych mniej, ale też po to, żeby sycić się fabułą, która jest chwilami gęsta jak kryminał z lat 40.
I tym sposobem dochodzimy do Dark Ties. Drugiej, takiej kilkunastogodzinnej, ale nadal pełnowartościowej produkcji, którą dostajemy w pakiecie. To możliwość spojrzenia na opowieść z innego punktu widzenia, gdzie głównym bohaterem jest Yoshitaka Mine. I to znacznie bardziej ponura, krwawa historia i jeszcze bardziej przypominająca takiego Ojca Chrzestnego, rzecz jasna również przyciągająca gracza narracją, ale też walką. Obie historie są komplementarne, choć sami autorzy ostrzegają przed spoilerami, jeśli Dark Ties odpalimy jako pierwsze. Jak dla mnie nie ma to znaczenia. Można spokojnie czerpać przyjemność z poznawania kolejnej odsłony tej sagi z innej perspektywy. W obu przypadkach - przyciąga.
Mnie ta metoda kupiła - dla mnie to solidna odsłona i odświeżenie, choć fakt - są tu zarzuty o odcinanie kuponów. Ale są też jednak ludzie, którzy chcą zaprzyjaźnić się z Yakuzą - niezależnie jak to brzmi. No i teraz mogą to zrobić w nieco bardziej przyjazny sposób - choćby dzięki opcjom przypomnienia tego, co działo się w poprzednich odsłonach. Ja daję tu 8/10. I paradoksalnie wiem, że tym razem ortodoksyjni fani, niektórych rzeczy, choćby zmian fabularnych, wybaczyć nie chcą, a może ewentualni nowi z większą życzliwością mogą przyjąć tę produkcję.