Muszę przyznać, że trafiłem na tę grę w idealnym momencie. Wieczorami oglądałem kolejne odcinki The Walking Dead i złapałem się na tym, że oba światy zaczęły się ze sobą mieszać. Nie przez zombie, ale przez ludzi, którzy mimo końca świata próbują zachować resztki normalnego życia. I właśnie to najbardziej zaskoczyło mnie w Quarantine Market Simulator.
Na pierwszy rzut oka wygląda jak kolejna gra o pandemii. Po kilku godzinach okazuje się jednak, że pandemia jest tutaj przede wszystkim tłem. Tak naprawdę chodzi o codzienność. O otwarcie sklepu każdego ranka i próbę dotrwania do końca zmiany. Każdy dzień zaczynał się podobnie. Dostawa, kartony, półki i pierwsza kolejka klientów przed wejściem. Po dwóch, czy trzech dniach złapałem się na czymś dziwnym. Zamiast grac, zacząłem prowadzić sklep.
Coraz częściej kombinowałem, czego może zabraknąć na półkach, co najlepiej się sprzeda i czy już stać mnie na kolejny regał. Sam byłem zaskoczony, jak szybko zacząłem cieszyć się z takich drobiazgów. A to chyba najlepszy dowód na to, że twórcy coś zrobili dobrze. Ta codzienność nigdy nie trwa długo. Pierwszy klient z gorączką. Gdy termometr pokazuje czerwony wynik, to po chwili, od problematycznego klienta, zamiast przeprosin pojawia się propozycja łapówki. Za moment do sklepu zagląda złodziej. A kiedy wydaje się, że wreszcie będzie spokojniej, radio przypomina o godzinie policyjnej. Trzeba zamknąć sklep, pobiec na mury kolonii i odeprzeć kolejny atak.
I właśnie ten rytm podobał mi się najbardziej. Gra cały czas przeplata spokojne prowadzenie sklepu z sytuacjami, które wyrywają z rutyny. Dzięki temu przez pierwsze godziny naprawdę trudno się od niej oderwać. Jest jeszcze jedna rzecz, która naprawdę mi się spodobała. Świat nie kończy się na moim sklepie. Kilkadziesiąt metrów dalej działa klub nocny. W świecie objętym kwarantanną brzmi to trochę absurdalnie, ale właśnie takie drobiazgi przypominają, że mieszkańcy tej kolonii nie tylko walczą o przetrwanie. Oni próbują po prostu żyć.
Niestety, z czasem zaczynają wychodzić na jaw ograniczenia tej gry. Po kilku godzinach coraz częściej wiedziałem już, jak będzie wyglądał kolejny dzień. Dostawa, półki, klienci, obrona murów i od nowa. Nie znaczy to, że przestałem się dobrze bawić. Po prostu coraz rzadziej coś mnie zaskakiwało. Zabrakło mi nowych wydarzeń i kolejnych pomysłów, które utrzymałyby świeżość także w dalszej części rozgrywki.
Od strony technicznej trudno mieć większe zastrzeżenia. Przez około dziesięć godzin gra działała stabilnie. Oprawa graficzna jest prosta, ale pasuje do tego świata. To samo mogę powiedzieć o dźwięku. Nie próbuje dominować, tylko skutecznie buduje atmosferę codziennego życia w strefie kwarantanny. Dlatego ode mnie 7 na 10.
Tego dnia zamknąłem sklep jak zwykle. Z tą różnicą... że tym razem nie planowałem otworzyć go następnego ranka. I wtedy dotarło do mnie, że przez ostatnich dziesięć godzin wcale nie walczyłem przede wszystkim z zombie. Najbardziej walczyłem o to, żeby moje małe miejsce na końcu świata mogło normalnie funkcjonować jeszcze jeden dzień. I chyba właśnie dlatego... jeszcze kiedyś z przyjemnością otworzę drzwi tego sklepu