Ciężko opisać gatunkowo tę grę, bo wiele zależy jak grasz, ale się postaram. Co do zasady jest to strzelanina auto-battler, czyli postacie nie tylko strzelają samodzielnie, ale też wybierają kierunek siania ściany ognia. Można samemu sterować celownikiem, ale twórcy ostrzegają, że nie taki jest zamysł ich gry. Do tego jest to bullet heaven, czyli odwrócony bullet hell. O czym ty do mnie... - zapytacie. W skrócie: setki tysięcy wystrzelonych w zombiaków pocisków, a gracz tylko biega, wybiera uprgade'y i aktywne perki. Niby tylko, ale to przedsmak całości.
Jest to zmiana i rozwinięcie pomysłu znanego z poprzedniej części - wydanego w 2014 roku Yet Another Zombie Defense HD, który na całym świecie pokochało miliony graczy. Tak, miliony. Wtedy budowaliśmy barykady, a w Yet Another Zombie Survivors wcielamy się w grupę ocalałych, która bierze broń i rusza na hordy nieumarłych. I robi z nich sałatkę o nazwie "Jesień średniowiecza". Autentycznie wielokrotnie miałem myśli pokoju" "ale rzeź, aż mi ich żal". No ale tu hurtowo zabijamy nieumarłych na śmierć, definitywnie. Mięso armatnie dostarczane jest w dziesiątkach tysięcy, więc nie ma sekundy odpoczynku.
Oczywiście fabuła w strzelance to zawsze rzecz drugorzędna, ale jest. Grupa ocalałych prowadzi nawet dialogi, które dają nam pogląd kim są, ale łączy ich jedno. Nie chcą siedzieć za barykadami, więc chwytają za broń i przechodzą do ofensywy. Wracamy więc do strzelania.
Akcję w Yet Another Zombie Survivors oglądamy w widoku izometrycznym, choć tu za bardzo nie ma co pokazać. Mapy, a raczej zamknięte areny, pokazują puste ulice, pustynię, radioaktywne bagna, opuszczoną stację kolejową czy laboratorium biologiczne. Ale jest też obóz ocalałych, choć tu nie walczymy, a wybieramy misje czy wydajemy ciężko zdobyte punkty na ulepszenie dosłownie wszystkich mechanik i statystyk.
Każda rozgrywka zaczyna się jednoosobowo, ze słabą bronią, małą liczbą wolnych zombiaków. Wybieramy jedną z kilku postaci, które są bardzo zróżnicowane pod kątem profesji, dostępnych broni i ekwipunku czy umiejętności. Najważniejszą rzeczą jest zdobywanie doświadczenia, wykupywanie ulepszeń i przedmiotów oraz czasowych perków. I prócz strzelania to jest osią zabawy. Wpierw powstaje dylemat, czy lepiej ulepszyć broń, wybraną umiejętność, czy dodać zupełnie nową. Gdy drużyna rozrasta się do maksymalnie trzech postaci, problem z wyborem jest jeszcze większy, bo trzeba decydować kto dostanie coś lepszego. Ulepszyć pistolet, może łuk, katanę czy działko tesla. Rozwinąć nalot, pole energetyczne czy koktajle mołotowa. Każda z postaci ma swój zestaw narzędzi do siania zniszczenia, więc czekają Was ciężkie wybory. Są też wspomniane perki, które działają na wszystkich i mogą diametralnie zmienić rozgrywkę. Zabawa polega na powtarzalności, więc warto eksperymentować, szukać swoich ulubionych zestawów postaci i broni, są też synergie pomiędzy bohaterami, które dają kolejne bonusy. Ciężkie wybory.
Może opowiem Wam o moim dream teamie, który potrafi wybić w pień kilkadziesiąt tysięcy zombiaków w ciągu zaledwie 20 minut. Policyjny SWAT z bardzo skutecznym karabinem, równocześnie rzuca granaty, sprowadza nalot i rozstawia karabiny. Potężny Twardziel lata z minigunem, na około wirują piły tarczowe, rozrzuca miny i wpada w szał. Na deser Inżynier z absolutnie fenomenalnym rażącym prądem działkiem tesla, zresztą stawia też Wieżyczki Porażające, co jakiś czas sam wysyła impuls i ma świetną barierę energetyczną. Na ekranie dzieje się tyle i w takim tempie, że czasami ciężko ogarnąć gdzie, co i jak. Widać tylko strzały, wybuchy, płomienie i setki ginących zombiaków. Grupa samodzielnie robi rzeź, więc można skupić się na unikaniu przeciwników i rozwoju. A to nadal nie wszystko. Są jeszcze stałe dla danej rozgrywki ulepszenia, dające naprawde dobre bonusy.
Fajne jest to, że Yet Another Zombie Survivors ma różne tryby gry. Można grać bez ograniczenia czasowego, na wyższym poziomie trudności, co daje więcej zasobów, jest odpieranie kolejnych fal nieumarłych czy walka z bossami. Mimo, że rozgrywka jest powtarzalna, w pewien sposób schematyczna, to ma ten cudowny pierwiastek "zagram jeszcze jedną rundę, ostatnią". I tak mijają kolejne godziny. Tytuł jest bardzo regrywalny i wciągający. Bardzo spodobała mi się recenzja gracza który napisał: "mam 130 godzin, zrobiłem absolutnie wszystko i gram dalej". Tak, polskie Yet Another Zombie Survivors uzależnia, wciąga, nie pozwala odpocząć. Gracze są zachwyceni, ja także, więc daję ocenę 9/10. No i wracam do wyzwalania świata z setek tysięcy zombie.