W 2001 roku na ekranach kin pojawia się film Szybcy i Wściekli. Wtedy chyba nawet sami twórcy nie zakładali, że produkcja o nielegalnych wyścigach zapoczątkuje serię, której kolejne odsłony wychodzić będą ponad 20 lat. Dodatkowo udało się im osiągnąć inną, niespodziewaną rzecz – mistycyzm nielegalnych wyścigów przeniknął do popkultury, czego nie dało się nie odczuć na rynku gier. Kilka miesięcy po premierze sequelu do Szybkich i Wściekłych EA wypuszcza siódmą odsłonę swojej arcadowej ścigałki, która, jak później się okaże, będzie wspominana przez graczy długimi latami.
Need for Speed: Underground czerpał garściami z estetyki street racingu. Naklejki na karoserii, pstrokate kolory, body kity i słynne nitro, które pojawia się w serii po raz pierwszy. Zresztą – po raz pierwszy również pojawia się fabuła, w której z niedzielnego kierowcy wyścigowego stajemy się postrachem miasta. Pniemy się w górę kilku klasyfikacji w różnych typach rywalizacji. Ścigamy się po torach (o ile szlak wytyczony z ulic można tak nazwać), mierzymy się na ćwierć mili, a także latamy bokiem w próbach driftu, Oczywiście w międzyczasie odblokowujemy nowe auta, jak i części tuningowe, aby z malutkiego coupe zrobić potwora, który pod kołami zwija asfalt.
Co urzekło graczy? Nie bez znaczenia jest to, że gra idealnie wpisała się w zeitgeist epoki, w której wychodziła. Czerpanie z klimatów wyścigów ulicznych i tuningu, okraszone klimatycznym soundtrackiem i mamy receptę na hit początku XXI wieku. Oczywiście – jakby nie dało się w to grać, to też by to tak nie zagrało. Fakt, wcześniejsze Need for Speedy miały różne powodzenie, ale raczej oceny nie spadały poniżej dobrych. Underground był odbiciem po nieco słabszym Hot Pursiuit 2 i przekonał z powrotem starych wyjadaczy serii modelem jazdy, co widać w ówczesnych recenzjach tytułu.
NFS: Underground pokazał, że nie potrzeba wielu aut (w grze było ich zaledwie 20) i wielu różnych wyzwań. Klimat trafiający w czasy epoki, przyjemny model jazdy i przyciągająca otoczka to recepta na to, żeby zostać jednym z najcieplej wspominanych tytułów w historii serii. Rok później wychodzi Underground 2, którego fani przyjmują z równie otwartymi ramionami, co daje serii rozpęd, aby co roku wypuszczać nowe odsłony, które również można chyba zaliczyć do złotego okresu serii, ponieważ nikt, kto jara się ścigałkami nie będzie zrzędził na Carbona czy pierwsze Most Wanted. Potem jednak jakby w zawieszeniu zaczęło coś trzeszczeć i następne tytuły tak jednogłośnie nie były uwielbiane, jednak Underground niewątpliwie zapisał się szczerozłotymi zgłoskami w historii Need for Speeda.
Need for Speed: Underground czerpał garściami z estetyki street racingu. Naklejki na karoserii, pstrokate kolory, body kity i słynne nitro, które pojawia się w serii po raz pierwszy. Zresztą – po raz pierwszy również pojawia się fabuła, w której z niedzielnego kierowcy wyścigowego stajemy się postrachem miasta. Pniemy się w górę kilku klasyfikacji w różnych typach rywalizacji. Ścigamy się po torach (o ile szlak wytyczony z ulic można tak nazwać), mierzymy się na ćwierć mili, a także latamy bokiem w próbach driftu, Oczywiście w międzyczasie odblokowujemy nowe auta, jak i części tuningowe, aby z malutkiego coupe zrobić potwora, który pod kołami zwija asfalt.
Co urzekło graczy? Nie bez znaczenia jest to, że gra idealnie wpisała się w zeitgeist epoki, w której wychodziła. Czerpanie z klimatów wyścigów ulicznych i tuningu, okraszone klimatycznym soundtrackiem i mamy receptę na hit początku XXI wieku. Oczywiście – jakby nie dało się w to grać, to też by to tak nie zagrało. Fakt, wcześniejsze Need for Speedy miały różne powodzenie, ale raczej oceny nie spadały poniżej dobrych. Underground był odbiciem po nieco słabszym Hot Pursiuit 2 i przekonał z powrotem starych wyjadaczy serii modelem jazdy, co widać w ówczesnych recenzjach tytułu.
NFS: Underground pokazał, że nie potrzeba wielu aut (w grze było ich zaledwie 20) i wielu różnych wyzwań. Klimat trafiający w czasy epoki, przyjemny model jazdy i przyciągająca otoczka to recepta na to, żeby zostać jednym z najcieplej wspominanych tytułów w historii serii. Rok później wychodzi Underground 2, którego fani przyjmują z równie otwartymi ramionami, co daje serii rozpęd, aby co roku wypuszczać nowe odsłony, które również można chyba zaliczyć do złotego okresu serii, ponieważ nikt, kto jara się ścigałkami nie będzie zrzędził na Carbona czy pierwsze Most Wanted. Potem jednak jakby w zawieszeniu zaczęło coś trzeszczeć i następne tytuły tak jednogłośnie nie były uwielbiane, jednak Underground niewątpliwie zapisał się szczerozłotymi zgłoskami w historii Need for Speeda.

Radio Szczecin