Łapiecie w rękę swój ciemny, razowy chleb i siadacie tak sobie przy stole, na którym to już stoi piwna polewka oraz resztki kaszy z poprzedniego dnia. Podchodzicie do malutkiego okna swej niewielkiej chatki i zastanawiacie się, co tu dzisiaj zrobić, aby coś zarobić. W kieszeni pobrzękuje wam już kilka błyszczących monet, a w głowie tli się niczym niezmącona wizja potęgi i bogactwa. W ręku trzymacie glejt własności skromnego, choć częściowo zrujnowanego warsztatu, znajdującego się gdzieś daleko na obrzeżach rzemieślniczej dzielnicy.
I teraz przed wami jawi się najważniejsze pytanie waszego życia, czyli: co ja tak naprawdę lubię w życiu robić? I gdy już sobie odpowiecie na to pytanie, to nie pozostaje wam nic innego, jak zacząć to właśnie robić.
W grze „The Guild 1 Remake: Europa 1410”, stworzonej przez Ashborne Games, której wydawcą jest THQ Nordic, macie do wyboru aż osiem różnych zawodów, którymi możecie się zająć. W tym szerokim zakresie przedsiębiorstw macie do wyboru takie profesje jak kowalstwo, stolarstwo, kamieniarstwo i krawiectwo. A jeżeli wam to nie wystarcza, możecie równie dobrze zostać wytwórcą luksusowych zapachów i kosmetyków dla pięknych dam, które są nie z waszej ligi, lub zostać księdzem, gdy ogarniecie już, że żadna z tych dam was nie chce. Ewentualnie możecie jeszcze zostać karczmarzem lub alchemikiem, ale to już jak kto lubi.
Gra nie jest jedynie odświeżonym graficznie tytułem z 2002 roku. To zbudowany całkowicie od zera duchowy spadkobierca legendarnej już strategii ekonomicznej, jaką była „Europa 1400: The Guild”. Jak to ostatnio coraz częściej bywa przy nowych grach, które wychodzą, „The Guild 1 Remake” został wydany na Unreal Engine 5, w którym to twórcy przekreślili grubą czerwoną linią „The Guild 3”, wracając tym samym do sprawdzonych i surowych mechanik pierwszej odsłony serii.
Przy czym musicie zapamiętać, że jest to wczesny dostęp. Więc to, co aktualnie widzicie przed swoimi ekranami, zapewne ulegnie jeszcze niejednej potężnej aktualizacji.
A wiecie, jaka jest fabuła tego dzieła? Ja osobiście muszę wam powiedzieć, że mniej więcej wiem, ale jeszcze nie całkiem, bo nie napisałem jej jeszcze swoim własnym życiem. Wiem, trochę to zabrzmiało pokrętnie, być może i nawet przewrotnie, ale właśnie tak miało zabrzmieć. A dlaczego? A dlatego, że „The Guild 1 Remake” nie ma odgórnie narzuconej, liniowej fabuły. Tutaj historię piszemy sami, a głównym bohaterem tej naszej przygody jest właśnie nasza dynastia, którą musimy założyć. Liczy się cel, a drogę do jego spełnienia wytyczamy sobie sami. To brzmi naprawdę pięknie i niemalże wręcz poetycko, prawda?
Rozgrywkę zaczynamy jako skromny rzemieślnik z jednym zagrzybiałym warsztatem w 1410 roku. Naszym głównym celem jest, powiedzmy, takie „przetrwanie wieków”. A co przez to rozumiem? A w zasadzie takie tam sprawy jak pomnażanie majątku, aranżowanie małżeństw dla sławy i bogactwa oraz przekazywanie później swojej zdobytej krwią i blizną władzy następnym pokoleniom.
I tak na tej drodze do nieśmiertelnej sławy i potęgi zmagamy się tutaj z bezwzględną walką z konkurencyjnymi rodami, knuciem intryg w miejskim ratuszu, przekupstwami strażników oraz wspinaczką po szczeblach politycznej władzy. I tak aż na sam szczyt średniowiecznej hierarchii.
Na początku naszej zabawy wybieramy profesję, która to determinować będzie nasze budynki oraz wytwarzane towary, gdzie naszym późniejszym zadaniem będzie zapewnić nam odpowiednie pozyskiwanie surowców i łańcuchy produkcyjne. Zatrudniamy pracowników, których szkolimy i którym to też zapewniamy odpowiednie warunki pracy. Dbamy o morale i ogólnie tak pilnujemy, by nie poprzecinali sobie palców, gdy tak wyciskamy sobie z nich ich siódme poty. BHP? Jakby co, to nie słyszałem, ale nikomu nie mówcie. Wyprodukowane dobra sprzedajemy na lokalnym rynku miejskim albo bezpośrednio w przyzakładowym sklepiku.
Tworzenie dynastii rozpoczynamy od znalezienia sobie wybranki. Kierujemy się przy tym w głównej mierze jej portfelem i wpływami, odwiedzając specjalnie do tego przygotowane targi matrymonialne lub zwyczajnie w parku. I gdy już znajdziemy sobie naszą lubą i odpowiednio wymasujemy jej plecy i stopy, to całkiem prawdopodobne będzie to, że z naszego połączenia pojawią się na tym świecie nasze dzieci, które to możemy w późniejszym etapie ich życia kształcić i szkolić między innymi w rzemiośle, retoryce czy negocjacjach. Coś na pokroju produkowania sobie pracowników na przyszłość do naszych fabryk i sklepów.
Ubieganie się o urzędy i karierę polityczną jest ściśle powiązane ze wzrostem naszego społecznego statusu. Tytuły do zdobycia, takie jak mieszczanin, patrycjusz czy szlachcic, wymagają zgromadzenia odpowiedniego majątku, a poparcie wyborców i decydentów zdobywamy głównie dzięki wysokiej retoryce i łapówkom. Zbieramy dowody, szpiegujemy naszych rywali, podkładamy im przysłowiowe świnie i takie tam różne kampanijne eventy.
To, co bardzo mi się podobało, to to, że twórcy „The Guild 1 Remake” świadomie wracają do mechanik z pierwszej części tytułu, co znacząco poprawia strukturę i przejrzystość rozgrywki. To, co na dzień dzisiejszy bardzo dobrze, że tak powiem kolokwialnie, „buja”, to zarządzanie produkcją, gdzie mamy narzuconą konieczność planowania pełnych łańcuchów dostaw. Dostępną w grze mamy możliwość wyboru między ryzykownym transportem towaru wózkami na rynek miejski a bezpieczną sprzedażą ich we własnym sklepiku.
Nie jest obojętny też dla naszej rozgrywki ruch symulacyjny popytu i podaży, który wpływa na ciągłe zmiany cen niektórych towarów oraz surowców znajdujących się w miastach. Aczkolwiek muszę powiedzieć, że najbardziej wciągnął mnie jednak system wspinania się po szczeblach władzy, a możliwość przekupywania w radzie miasta elektorów należy według mnie do jednych z najbardziej wciągających elementów naszej średniowiecznej rozgrywki.
A jak do tego dołożymy jeszcze system uchwalania ustaw miejskich, które mają znaczący wpływ na czasową legalizację lub zakaz konkretnych działań, to okazuje się, że w wachlarzu naszych możliwości drzemią konkretne i niezwykle ciekawe narzędzia wywierania presji na naszych oponentach, takie jak na przykład kradzieże, porwania, noszenie broni czy też udzielanie łapówek. Czy to jeszcze świat średniowieczny, czy już może współ… Lepiej ugryźć się tu w język.
Gra to niedokończone dzieło, więc też na końcowy rezultat musimy cały czas jeszcze poczekać. A na ten moment mamy jeszcze niepełną listę profesji i gildii, do których możemy dołączyć. Brak jeszcze trybu multiplayer, który, dedukując z zapowiedzi twórców, dopiero ma się pojawić.
Zapętlające się powiadomienia, drobne błędy wizualne, problemy z logistyką, frustrująca losowość w wyborach politycznych, wypadki pracowników, jak i wąskie gardła energii. To tylko część ze spraw, które wymagają pracy i poprawy, ale taki jest urok Early Accessów.
I trzeba pamiętać, że na ten moment też nie ma jeszcze polskiej wersji językowej, choć polski znajduje się na liście języków, które mają zostać dodane w trakcie wczesnego dostępu.
Tak czy siak, na całość trzeba jeszcze poczekać, ale już dziś można z tym tytułem przyjemnie spędzić czas.
Jeszcze małe post scriptum. Na początku wybieramy miasto, w którym chcemy rozpocząć naszą przygodę i jest wśród nich Wrocław. Na stylizowanej średniowiecznej mapie zobaczyłem jednak nazwę „Wraclaw”. Niby drobiazg, ale jakoś tak krzywo mi się na to patrzyło.