Zanim wrócimy do osądów, trochę o nowościach, zaczynając od tej największej. Do dyspozycji dostajemy The Grounds, który jest otwartym światem. Tak, wiem jak to brzmi, mówiąc o grze piłkarskiej. W The Grounds tworzymy swojego awatara i eksplorujemy fikcyjne miasto, gdzie możemy brać udział w rozmaitych rozgrywkach. Od pełnego meczu 11 na 11 w ramach dobrze znanego konceptu wirtualnych klubów, przez rozgrywki na mniejszych boiskach znane wcześniej z trybów, takich jak Volta czy Rush, po zupełnie różne gierki treningowe. Potem rozwijamy swojego bohatera i ubieramy go w nowe ciuchy. Twórcy położyli spory nacisk The Grounds, co widać nie tylko po otoczeniu, lecz i po tym, że w naszej podróży towarzyszą nam, między innymi, Kylian Mbappe, Chloe Kelly, Paulo Dybala czy powracający po latach Alex Hunter, którego możemy pamiętać jako młokosa w Drodze do Sławy. Ostatni pewnie jest dużą dozą fan service’u w stronę starszych graczy, ale tutaj zero narzekania, bo Hunter był nieodłączną częścią serii te kilka lat temu. The Grounds daje dużą dozę różnorodności, jeżeli akurat nie mamy ochoty rozgrywać spotkania 11 na 11 i jest kolejną edycją romansu EA z ulicznymi trybami w ostatnich latach, aż chciałoby się rzec – dajcie nam kolejnego Streeta, prosimy pięknie.
Jest też kilka sporych nowości, na które możemy się napotkać jeszcze przed wyjściem na murawę. Zmienia się nieco w karierze, jeżeli chodzi o transfery i oceny ogólne piłkarzy i piłkarek, w Ultimate Team pojawia się galeria, gdzie nasze karty tworzą kolekcję rodem z albumów z kartami, a do gry powraca AFC Richmond, znane z serialu o Tedzie Lasso. Kilka fajnych nowinek, które ucieszą w sumie w każdym trybie gry, bo i miłośnicy kariery dostają coś nowego, podobnie ci, którzy godzinami siedzą w Ultimate Team, a nawet w szybkich meczach przeciwko botom bądź znajomym jest kilka nowych zespołów, w tym wcześniej wspomniane AFC Richmond.
Dobrze, wszystko fajnie wygląda na prasówce, ale teraz trzeba odpowiedzieć sobie na bardzo ważne pytanie, mianowicie – jak w to się gra? Otóż, inaczej. Może głupio, może nie, od razu po odpaleniu nowego EA Sports FC wskoczyłem do Ultimate Team, bo, nie ukrywam – od wieku nastoletniego to główny tryb, w którym pocinam w FIFĘ czy teraz właśnie w EAFC. Pierwszy mecz? 11-0 w plecy. Serio. I nie mówię tego, aby wam udowodnić, że nie umiem grać, bo wiem, że do pro graczy mi daleko i bez tego. Musiałem się uczyć gry trochę na nowo, zwłaszcza, jeżeli chodzi o defensywę. Teraz większą rolę w obronie mają nasze działania, zawodnicy z automatu nie będą wykonywać przechwytu na kilku metrach, a premiowana jest manualna obrona. Fakt, jeżeli kopniemy przeciwnikowi pod nogi, to on oczywiście przejmie i opanuje piłkę, ale nie ma co liczyć na to, że komputer wykona za nas całą robotę w obronie. Do tego drastyczna zmiana dotknęła rzutów rożnych. Teraz po ustawieniu dośrodkowania kamera przeniesie się nad pole karne, gdzie możemy kontrolować adresata naszej centry. Same dośrodkowania podczas gry również zostały przemodelowane, zresztą schematy podań też raczej trzeba wypracować od nowa. Cała lista zmian, wywalenie rozgrywki i poskładanie jej na nowo, a jednak daje ona sporą przyjemność.
Pomimo tego, że muszę od nowa łapać timingi, schematy i de facto uczyć się gry, to dawno nie miałem takiego uczucia, w którym myślę, czy wieczorem wcisnę w swoją ograniczoną dobę mecz czy dwa w Rivalsach. Może to mój głód gry, spowodowany rokiem postu od tej serii, może to rzeczywiście nowe rozdanie w mechanikach, ale w kategorii, która chyba jest najważniejsza, jaka jest, czyli funu z gry to ja chyba nie mam się do czegoś przyczepić. Teraz nawet, jak tracę gola, potrafię to zracjonalizować nietrafionym odbiorem, stratą w środku pola, dobrym dryblingiem oponenta czy innymi normalnymi czynnikami. Nie mam sytuacji, w której się denerwuję, bo, choćby, piłka odbiła się nienaturalnie od obrońcy i przez to tracę. Do tego patrząc w przyszłość EA ma drastycznie zmniejszyć liczbę i rolę łatek, które wydaje, a ci, którzy z serią są od lat wiedzą, że te potrafiły wychodzić taśmowo.
Nieco na zachętę, nieco może optymistycznie, ale dam 9/10. A to podobno ta poprzednia odsłona miała być tą, w której wzięli sobie uwagi graczy do serca…