Kurdyjskie ugrupowanie przyznało się do sobotniego zamachu w Stambule. W eksplozjach przed stadionem piłkarskim w dzielnicy Besiktas zginęło co najmniej 38 osób.
To kolejny w ostatnich tygodniach zamach w Turcji, gdzie sytuacja bezpieczeństwa robi się coraz poważniejsza.
Na jednej ze stron internetowych kurdyjskie ugrupowanie TAK napisało, że stoi za sobotnim zamachem oraz za kilkoma innymi tegorocznymi atakami w Turcji. Miał to być odwet za naloty tureckich sił na pozycje Partii Pracujących Kurdystanu we wschodniej części kraju oraz za przetrzymywanie w więzieniu lidera kurdyjskiego, lewicowego ugrupowania Abdullaha Ocallana.
Do ataku przed stadionem w Stambule doszło w sobotni wieczór, po zakończeniu meczu piłkarskiego. Wypełnione materiałami wybuchowymi auto wjechało w policyjny samochód, a w tym samym czasie samobójca zdetonował się w pobliskim tłumie. Władze Turcji ogłosiły dzień żałoby narodowej, a prezydent Recep Erdogan zapowiedział ukaranie winnych.
- Nie miejcie wątpliwości, że będziemy walczyć z terrorem aż do końca. Jeśli oni chcą nas zastraszyć, my nie oddamy miejsca tym tchórzom - mówił Erdogan, który odwiedził miejsce zamachu.
Według informacji jednego z ministrów, w związku z atakiem zatrzymano 13 osób.
To kolejny w ostatnich miesiącach poważny zamach w Turcji. Sytuacja w tym kraju znacznie pogorszyła się po tym, jak Turcja włączyła się w wojnę domową w sąsiedniej Syrii. Autorami ataków w ostatnich miesiącach są albo radykałowie z tak zwanego Państwa Islamskiego albo Kurdowie walczący o niepodległość.
Radykalni kurdyjscy bojownicy stoją między innymi za lipcowym zamachem na bazę wojskową na wschodzie kraju, gdy zginęło 35 osób oraz na atak z lutego na wojskowy konwój w Ankarze, gdy zginęło 28 osób.
Na jednej ze stron internetowych kurdyjskie ugrupowanie TAK napisało, że stoi za sobotnim zamachem oraz za kilkoma innymi tegorocznymi atakami w Turcji. Miał to być odwet za naloty tureckich sił na pozycje Partii Pracujących Kurdystanu we wschodniej części kraju oraz za przetrzymywanie w więzieniu lidera kurdyjskiego, lewicowego ugrupowania Abdullaha Ocallana.
Do ataku przed stadionem w Stambule doszło w sobotni wieczór, po zakończeniu meczu piłkarskiego. Wypełnione materiałami wybuchowymi auto wjechało w policyjny samochód, a w tym samym czasie samobójca zdetonował się w pobliskim tłumie. Władze Turcji ogłosiły dzień żałoby narodowej, a prezydent Recep Erdogan zapowiedział ukaranie winnych.
- Nie miejcie wątpliwości, że będziemy walczyć z terrorem aż do końca. Jeśli oni chcą nas zastraszyć, my nie oddamy miejsca tym tchórzom - mówił Erdogan, który odwiedził miejsce zamachu.
Według informacji jednego z ministrów, w związku z atakiem zatrzymano 13 osób.
To kolejny w ostatnich miesiącach poważny zamach w Turcji. Sytuacja w tym kraju znacznie pogorszyła się po tym, jak Turcja włączyła się w wojnę domową w sąsiedniej Syrii. Autorami ataków w ostatnich miesiącach są albo radykałowie z tak zwanego Państwa Islamskiego albo Kurdowie walczący o niepodległość.
Radykalni kurdyjscy bojownicy stoją między innymi za lipcowym zamachem na bazę wojskową na wschodzie kraju, gdy zginęło 35 osób oraz na atak z lutego na wojskowy konwój w Ankarze, gdy zginęło 28 osób.

Radio Szczecin