Konwojent, który dwa lata temu przywłaszczył sobie ponad milion trzysta tysięcy złotych - w piątek usłyszał wyrok.
Sąd wymierzył mu 5 lat pozbawienia wolności. Wyrok jest jednak nieprawomocny. Prokuratura nie wie jeszcze, czy się od niego odwoła.
Mężczyzna odpowiadał za to, że pieniądze z 24 sklepów i punktów usługowych zamiast odwieźć do dyspozytorni firmy ochroniarskiej - przywłaszczył, a następnie z nimi uciekł poza Warszawę. Policjanci szukali go ponad cztery miesiące. W końcu, gdy odkryli jego kryjówkę w Kazimierzu, on sam nie kwestionował tego co się wydarzyło. Sąd nie dał jednak wiary w wyjaśnienia Grzegorza L., że jego szalony czyn był podyktowany stresem z jakim zmagał się w pracy.
- Sąd podzielił stanowisko prokuratora odnośnie motywacji oskarżonego, który zrobił sobie po prostu za pieniądze nie należące do niego wakacje - podkreślała sędzia.
Sąd nie wymierzył jednak najsurowszej kary, bo jak tłumaczyła sędzia Joanna Grabowska, oskarżony nie wydał wszystkich pieniędzy.
- Co skutkowało odzyskaniem znacznej kwoty i zwróceniem jej osobom pokrzywdzonym - dodawała Grabowska.
A zatem pięć lat pozbawienia wolności, do tego pięcioletni zakaz prowadzenia pojazdów. Nawiązka na rzecz kobiety, którą oskarżony podczas ucieczki potrącił, to zdaniem sądu kara, która spełnia swój cel, ale ponieważ wyrok jest nieprawomocny, a kara surowa, na wniosek prokuratury sąd zdecydował też o zastosowaniu wobec mężczyzny trzymiesięcznego aresztu.
Mężczyzna odpowiadał za to, że pieniądze z 24 sklepów i punktów usługowych zamiast odwieźć do dyspozytorni firmy ochroniarskiej - przywłaszczył, a następnie z nimi uciekł poza Warszawę. Policjanci szukali go ponad cztery miesiące. W końcu, gdy odkryli jego kryjówkę w Kazimierzu, on sam nie kwestionował tego co się wydarzyło. Sąd nie dał jednak wiary w wyjaśnienia Grzegorza L., że jego szalony czyn był podyktowany stresem z jakim zmagał się w pracy.
- Sąd podzielił stanowisko prokuratora odnośnie motywacji oskarżonego, który zrobił sobie po prostu za pieniądze nie należące do niego wakacje - podkreślała sędzia.
Sąd nie wymierzył jednak najsurowszej kary, bo jak tłumaczyła sędzia Joanna Grabowska, oskarżony nie wydał wszystkich pieniędzy.
- Co skutkowało odzyskaniem znacznej kwoty i zwróceniem jej osobom pokrzywdzonym - dodawała Grabowska.
A zatem pięć lat pozbawienia wolności, do tego pięcioletni zakaz prowadzenia pojazdów. Nawiązka na rzecz kobiety, którą oskarżony podczas ucieczki potrącił, to zdaniem sądu kara, która spełnia swój cel, ale ponieważ wyrok jest nieprawomocny, a kara surowa, na wniosek prokuratury sąd zdecydował też o zastosowaniu wobec mężczyzny trzymiesięcznego aresztu.

Radio Szczecin