Opłacony protest odbył się pod Lwowem. W środę grupa osób zablokowała trasę Lwów-Rawa Ruska z transparentami mówiącymi o rzekomym prześladowaniu mniejszości polskiej.
Wśród uczestników nie było jednak Polaków, a jedynie opłaceni bezrobotni i studenci. Dziennikarze ukraińskiego Kanału 24 próbowali rozmawiać z nimi, jednak żaden nie umiał wskazać celu akcji.
Dzień później w rosyjskiej telewizji Rossija 24 pokazano ten sam protest już jako „demonstrację polskiej społeczności obwodu lwowskiego z żądaniami obrony swoich praw”.
Wojciech Konończuk z Ośrodka Studiów Wschodnich przekonuje, że tego typu manifestacje są organizowane głównie po to, aby stworzyć obrazek dla rosyjskiego odbiorcy. Materiały mogą jednak być także wykorzystane w Polsce, na przykład w antyukraińskich portalach.
- Część społeczeństwa (…) jest skłonna uwierzyć w to, że tam demonstrowali prawdziwy Polacy, których prawa są przez ukraińskie władze i nacjonalistów rzekomo łamane - dodał rozmówca IAR.
Ukraińska policja zatrzymała część uczestników środowej akcji oraz jej organizatorów. Zdaniem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, za prowokacją stoi Kreml.
Dzień później w rosyjskiej telewizji Rossija 24 pokazano ten sam protest już jako „demonstrację polskiej społeczności obwodu lwowskiego z żądaniami obrony swoich praw”.
Wojciech Konończuk z Ośrodka Studiów Wschodnich przekonuje, że tego typu manifestacje są organizowane głównie po to, aby stworzyć obrazek dla rosyjskiego odbiorcy. Materiały mogą jednak być także wykorzystane w Polsce, na przykład w antyukraińskich portalach.
- Część społeczeństwa (…) jest skłonna uwierzyć w to, że tam demonstrowali prawdziwy Polacy, których prawa są przez ukraińskie władze i nacjonalistów rzekomo łamane - dodał rozmówca IAR.
Ukraińska policja zatrzymała część uczestników środowej akcji oraz jej organizatorów. Zdaniem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, za prowokacją stoi Kreml.

Radio Szczecin