Trwa referendum, w którym Turcy odpowiadają na pytanie, czy są za zmianą systemu politycznego z parlamentarnego na prezydencki.
Za zmianą konstytucji jest prezydent Recep Tayyip Erdogan i rządząca krajem konserwatywno-islamska Partia Sprawiedliwości i Rozwoju. Przeciwko - prawie wszystkie partie opozycji.
Adam Balcer z instytutu Wise Europa zauważył, że referendum nie odbywa się w normalnych warunkach. W Turcji obowiązuje bowiem stan wyjątkowy. Prezydent Erdogan ma tyle samo zwolenników, co przeciwników.
- Oczywiście porażka to będzie dla niego prestiżowy cios. Natomiast to nie oznacza, że on zrezygnuje z marzeń o tym, żeby wzmocnić swoją władzę. To jest tak naprawdę wprowadzenie de iure [w języku prawniczym jest to stan zgodny z treścią norm prawnych - dop. red.] tego co jest de facto w tym momencie, co teraz można jeszcze przez jakiś czas robić przy pomocy stanu wyjątkowego, przedłużać go jeszcze. Natomiast on z tego nie zrezygnuje. Nie zmieni się to, do czego on doprowadził Turcję, czyli do bardzo głębokiej polaryzacji pęknięcia kraju. On nie jest w stanie przekonać do siebie tej drugiej połowy. Ona go nienawidzi - tłumaczy Balcer.
Według przedwyborczych sondaży, niewielką przewagę mają zwolennicy ośrodka prezydenckiego. Adam Balcer podkreślił jednak, że część społeczeństwa przeciwna Erdoganowi może w ogóle nie zagłosować ze strachu przed ujawnieniem tego, jak głosowali.
Od 27 marca do 9 kwietnia głosowali Turcy mieszkający za granicą. Jeśli wyborcy opowiedzą się za zmianą systemu politycznego, prezydent będzie jednocześnie szefem państwa i rządu. Będzie mógł rozwiązywać parlament. Władze Turcji poddały pod głosowanie 18 poprawek do konstytucji.
Adam Balcer z instytutu Wise Europa zauważył, że referendum nie odbywa się w normalnych warunkach. W Turcji obowiązuje bowiem stan wyjątkowy. Prezydent Erdogan ma tyle samo zwolenników, co przeciwników.
- Oczywiście porażka to będzie dla niego prestiżowy cios. Natomiast to nie oznacza, że on zrezygnuje z marzeń o tym, żeby wzmocnić swoją władzę. To jest tak naprawdę wprowadzenie de iure [w języku prawniczym jest to stan zgodny z treścią norm prawnych - dop. red.] tego co jest de facto w tym momencie, co teraz można jeszcze przez jakiś czas robić przy pomocy stanu wyjątkowego, przedłużać go jeszcze. Natomiast on z tego nie zrezygnuje. Nie zmieni się to, do czego on doprowadził Turcję, czyli do bardzo głębokiej polaryzacji pęknięcia kraju. On nie jest w stanie przekonać do siebie tej drugiej połowy. Ona go nienawidzi - tłumaczy Balcer.
Według przedwyborczych sondaży, niewielką przewagę mają zwolennicy ośrodka prezydenckiego. Adam Balcer podkreślił jednak, że część społeczeństwa przeciwna Erdoganowi może w ogóle nie zagłosować ze strachu przed ujawnieniem tego, jak głosowali.
Od 27 marca do 9 kwietnia głosowali Turcy mieszkający za granicą. Jeśli wyborcy opowiedzą się za zmianą systemu politycznego, prezydent będzie jednocześnie szefem państwa i rządu. Będzie mógł rozwiązywać parlament. Władze Turcji poddały pod głosowanie 18 poprawek do konstytucji.

Radio Szczecin